W poprzednim tygodniu został mistrzem świata na skoczni normalnej. W tym był czwarty na skoczni dużej i mówił, że chce mu się płakać. Ale już dzień później znów śmiał się na całe gardło i sprawiał, że uśmiechają się wszyscy pod Schattenbergschanze. - Miałem sobie coś do udowodnienia. Bo byłem tutaj najlepszy, ha, ha, ha! - mówi Żyła.
W sobotniej drużynówce Żyła zdobyła z kolegami brąz. A indywidualnie był zdecydowanie najlepszy. - No szkoda mi, bardzo mi szkoda czwartego miejsca z piątku. Ale dziś to sobie odbiłem - mówi. - To był superdzień. Takiego dnia to ja nie miałem od tej małej skoczni. No magia, magia! - dodaje ze śmiechem.
Pierwsza seria: 139 metrów. Druga seria: 139 metrów. Styl jak z podręcznika dla skoczków. Energia? Chyba nieopisywalna. Ale Żyła próbuje ją opisać.
- Czujesz takiego powera, że to aż nie do wiary. Podszedłem sobie dziś do wszystkiego trochę inaczej. Próbną serię olałem całkiem. Ale później wziąłem się tak, że uuuuch! Jak Power Rangers się zamieniają, to ja się tak zamieniałem - mówi. - W całym tym Oberstdorfie tak było! Wszystko mi się fajnie poskładało na ten Oberstdorf. Mam odczucie, że z każdego trenera, z którym pracowałem, tutaj mi się włączały dobre momenty i wszystko mi się tu automatycznie łączyło. Wszystko wiedziałem, nie było szans, żebym czegoś nie wiedział. Wiedziałem, co mam zrobić i jak zrobić. Siadałem na belkę i wiedziałem, że tego się nie da zepsuć. No nie dało się! - opowiada nasz bohater mistrzostw.
Żyła ma już 34 lata. W swojej karierze osiągnął wcześniej wiele sukcesów, m.in. był mistrzem świata w drużynie w Lahti w 2017 roku, a indywidualnie zdobył tam brąz. Poza tym miał drugie miejsce w Turnieju Czterech Skoczni, a w Pucharze Świata od kilku sezonów jest skoczkiem ze ścisłej czołówki. Ale chyba nigdy wcześniej nie miał tak wielkiej formy jak teraz w Oberstdorfie.
- Ostatnio tak miałem w Willingen. I w drużynówce w Zakopanem. To jest takie fajne uczucie, że wpadasz w taki rytm, że jesteś ty, skocznia i nie ma nic dookoła. To się wypracowuje. Ja długo nad tym pracuję. Jak się pojawiają myśli, to wtedy jest już nie do końca dobrze. Trzeba mieć klapki na oczach. I full gaz! To jest moje określenie na wszystko albo nic. To jest piękne - mówi Żyła.
Mistrz świata w drużynówce był nie tylko najlepszy, ale też znakomicie nakręcał do walki zespół. Żyła skakał w pierwszej grupie, a później stał pod skocznią i kibicował kolegom. - Kibicowałem tam strasznie! I cieszyłem się. Najpierw, że Andrzej jest debeściak i jego mafia też. Później, że Kamil jest debeściak i jego mafia też. I, że Dawid jest debeściak i jego mafia też. A na koniec, że Dodo [trener Michal Doleżal] jest debeściak i jego mafia też! - śmieje się Żyła. - Nakręcaliśmy się razem jako drużyna i razem się cieszymy, że wywalczyliśmy te brązowe medale. A za dwa lata je sobie wypolerujemy i będzie! - dodaje.
Za dwa lata MŚ odbędą się w Planicy. Żyła na razie ani trochę nie myśli o kończeniu kariery. - Trzeba cały czas pracować. Nieważne, ile się ma lat. Trzeba dążyć do swoich celów i za każdym razem walczyć. Zawsze trzeba dawać z siebie, ile się da - zdradza swój przepis na sportową długowieczność.
I oczywiście pamięta, żeby do pracy dodać zabawę. - Idziemy dzisiaj full gaz! Dodo nas zmotywował. Spotkanie zrobił po obiedzie i mówi: No, może zostaniemy. Jak będzie co świętować, to zostaniemy. No to wiadomo, o co chodzi, nie? - śmieje się Żyła. Chodzi oczywiście o to, że teraz kadra się bawi. A w drogę do domu ruszy w niedzielę.