Stoch, Kubacki i Żyła używają niezrozumiałego języka. Przetłumaczyliśmy to

Czym jest oddanie energii przez próg? Rotacja? Strzelenie kolan, biodro nad nartami, spadnięcie głowy i lądowanie w ogródku? Skoki narciarskie to tajemnica, a skoczkowie rzadko zdradzają, nad czym pracują i z czym się zmagają, odpowiadając półsłówkami. Postanowiliśmy odkodować ich tajemniczy język.

Trudno sobie wyobrazić, aby piłkarze, trenerzy czy eksperci piłkarscy mieli problemy z wytłumaczeniem pewnych zwrotów używanych w tzw. języku szatni. Ba, nawet komentator Canal+ Sport Marcin Rosłoń zebrał najciekawsze sformułowania z piłkarskiej szatni i wydał je w formie książki pt. "Mowa trawa: Słownik piłkarskiej polszczyzny". Tymczasem w skokach narciarskich niektóre zwroty cały czas są objęte pewną dozą tajemnicy, a przecież skoczkowie, kibice czy dziennikarze używają ich niemal codziennie. Skoczkom też rzadko się chce tłumaczyć niektóre aspekty techniczne, a w trakcie krótkich, pokonkursowych rozmów zmieniają temat mówiąc, że to zbyt trudne. I faktycznie jest. Postanowiliśmy zebrać i rozjaśnić najczęściej używane sformułowania. 

Zobacz wideo Wybuch formy rywala Polaków! Wysłał mocne ostrzeżenie [W punkt K #4]

Skoczek narciarski tuż po swoim skoku może powiedzieć: - Strzeliły mi kolana, zabrakło dobrego pchania, przez co próg nie oddał. Tuż po wyjściu prawie spadł mi kask i to razem z głową. Ogólnie to poszedłem za bardzo górą i do przodu. Nie było też odpowiedniej rotacji i dlatego wylądowałem w ogródku.

Ciekawe, prawda? Te sformułowania co jakiś czas pojawiają się w wypowiedziach skoczków narciarskich, oczywiście pojedynczo, a powyższe zdanie jest dość mocno przejaskrawione. Ale o co im właściwie chodzi?

"Zabrakło pchania"

Skoczkowie, tłumacząc słabszy skok, często mówią, że zabrakło odpowiedniego pchania. Czym jest owo pchanie? To tak naprawdę najważniejsza obecnie czynność wykonywana w czasie skoku narciarskiego. To, ile energii wciśnie skoczek swoimi nogami w ostatnie metry rozbiegu, później w dużej mierze decyduje o odległości. Pchanie to nic innego jak moment wstawania z pozycji najazdowej, polegający na tym, że to nogi skoczka mają wypchnąć do góry całe ciało zawodnika. Trzeba jednak tak wstać, by moc ze stawu kolanowego - mówiąc kolokwialnie - poszła w narty.

Odbicie powinno się rozpocząć właśnie od pchania nogami w tory najazdowe, i ono powinno rozpocząć całą sekwencję ruchów. Wówczas skoczek prostuje kolana i jednocześnie podnosi ciało, by osiągnąć sławny, około 140-stopniowy kąt rozwarcia kolan na granicy progu.

"Odbiłem się wszystkim, tylko nie nogami"

W ostatnich latach technika odbicia mocno się zmieniła. Kiedyś zawodnicy na progu wykonywali skok, do którego wykorzystywano też moc rąk i pozostałych mięśni. Teraz technika najlepszych wygląda tak, że na progu mięśnie poza nogami nie powinny wykonywać dużej pracy. Ta ma wyjść właśnie od nóg, a kluczowy jest tutaj staw kolanowy. Różnica jest jednak minimalna i nawet skoczkowie nie zawsze to czują. 

- Sam się nad tym zastanawiam od dłuższego czasu, bo nie mogę do końca znaleźć tej różnicy. Generalnie w pchaniu chodzi o to, żeby wykorzystywać tylko te mięśnie, które mają brać udział przy odbiciu. Jest tu minimalny udział rąk i innych mięśni, które nie są związane z nogami. Problem polega na tym, że zawodnik, który chce dać z siebie sto procent energii na progu, często wykonuje skok, a nie pchanie. To tzw. pchanie wydaje się być może dużo mniej efektywne jeśli wykonujemy ten skok na sucho np. na wózku, ale jest dużo bardziej efektywne na skoczni. Różnica jest duża jeśli chodzi o późniejsze efekty - zauważył Maciej Kot w programie "W Punkt K", polski skoczek narciarski.

Czasem więc trenerzy, po nieudanym ich zdaniem odbiciu, mówią do zawodnika, że odbił się wszystkim tylko nie nogami, co oznacza po prostu, że praca, którą wykonali pozostałymi częściami ciała, była zdecydowanie za duża w stosunku do tej wykonanej nogami. A to oczywiście przekłada się na brak energii z progu. - Zmienił się system skakania. W przeszłości zawodnik miał się odbić, a dziś chodzi o pchanie z progu. Jest inne rozumienie tego elementu. Podobnie start z belki startowej. Kiedyś jeździło się z dłuższych najazdów i wybijało się do przodu, dziś zawodnicy odbijają się w zasadzie w miejscu - mówił ostatnio Adam Małysz.

"Strzeliły ci kolana"

Odpowiednia pozycja najazdowa to podstawa dobrego skoku narciarskiego. Skoczek musi ją utrzymać do samego momentu odbicia, bo każdy minimalny ruch i nawet delikatna utrata równowagi to utrudnienie przy wykonaniu odbicia, które skoczek wykonują w czasie ok. 0,2 sekundy. Czasem jednak skoczek traci równowagę, przesuwa środek ciężkości o centymetr czy dwa, bo jego kolana nie są w stanie do samego końca utrzymać pozycji najazdowej i wtedy trenerzy mówią charakterystyczne "strzeliły ci kolana".

W przypadku skoków narciarskich ważna jest również prędkość, z jaką wykonywane jest pchanie w czasie odbicia.  Mowa tutaj też o tzw. prędkości kątowej w stawie kolanowym, która również jest niezwykle ważna i ona potrafi zdecydować o skoku. - Zawodnikowi może wyjść skok na dużą odległość, dlatego że skoczek uzyskuje dużą prędkość kątową. Inaczej mówiąc, to miejsce, gdzie prędkość kątowa ma maksimum w stosunku do krawędzi progu i jaką ma wartość. To są jedne z głównych elementów decydujących o długości skoku - analizował fizyczne pojęcie biomechanik Piotr Krężałek przed laty w rozmowie z RMF.

Właśnie dlatego, gdy Kamil Stoch wygrywał kilka lat temu Turniej Czterech Skoczni, to wcale nie trafiał idealnie w próg. Ba, nawet bardzo mocno opóźniał skoki, i to blisko o metr. Ale tzw. pchanie i prędkość kątowa, a także inne elementy jak np. szybkie ułożenie się do lotu były na tak wysokim poziomie, że i tak pozwalały mu odlatywać.

"Próg mu oddał, ładnie dostał się bioderkiem nad narty"

Efektem doskonale wykonanego odbicia jest coś, co skoczkowie nazywają "oddaniem". To tzw. energia, którą zwraca im próg. Łatwo to zauważyć nawet gołym okiem, bo od razu przekłada się na wyższy tor lotu skoczka i dużą prędkość w locie. Trener skoków Hannu Lepistoe twierdzi, że najlepszym obrazkiem do idealnego wyjścia z progu i zaobserwowania tzw. energii, którą próg oddaje skoczkowi, jest skok Adama Małysza z MŚ w Sapporo na skoczni normalnej. Polak poleciał wówczas 102 m, a Lepistoe mówił, że jest to prawdopodobnie jedno z najlepszych wyjść z progu w historii skoków. Podobnie było jednak w przypadku Piotra Żyły na normalnej skoczni w Oberstdorfie, gdy Polak po 20 metrach lotu w pierwszej serii osiągnął zawrotną wysokość 3,8 metra! Do tego nikt się nawet nie zbliżył. 

Zobacz wideo Maciej Kot tłumaczy "dostanie się biodrem nad nartę"

- W dobrych skokach energię z odbicia kieruje się prostopadle do progu. Próg jest oczywiście nachylony pod pewnym kątem (jest to ok. 10-11 stopni - przyp. red). Dzięki temu próg oddaje energię, zawodnik nabiera rotacji w powietrzu, a biodro jest najwyższym punktem w ciele za progiem i dzięki temu łapiemy noszenie, taką poduszkę powietrzną. Dzięki temu szybko przelatujemy nad bulą, ale mamy też dobrą wysokość. Generalnie nie schodzi o oddanie skoku do przodu, a trzeba idealnie nakręcić się na narty. I Piotr Żyła zrobił to bardzo dobrze - tłumaczył w programie "W Punkt K" Maciej Kot. 

- Jak wyjdzie skok, to widać, że zawodnik jest od razu nad nartami i dodatkowo łapie wysokość. To uczucie, jakby ktoś z tyłu ciągnął za biodro do góry - pisał o tzw. rotacji Wiktor Pękala, młody polski skoczek.

"Poszedł za bardzo górą na progu"

Chyba każdy fan skoków doskonale pamięta skoki Dawida Kubackiego, który bardzo wysoko wychodził z progu i spadał w drugiej fazie lotu. Dlaczego tak się działo? - Ważna jest prędkość kątowa ruchu nie tylko w stawie kolanowym, ale także w stawie biodrowym. Ważne jest też to, pod jakim kątem jest ustawiony tułów. Jeśli nadmiernie się otwiera, to stwarza duże opory ruchu, w związku z tym zawodnik wytraca prędkość, co jest bardzo niekorzystne - dodawał Piotr Krężałek.

Odbicie powinno zostać rozpoczęte od pchania nogami, co zresztą już wcześniej powiedzieliśmy, ale tuż za tym powinno pójść także podnoszenie klatki piersiowej. Nie można tego jednak zrobić zbyt wcześnie, bo skoczek za szybko wytraci prędkość, a efektem będzie to, że klatka piersiowa zbierze dużo oporu powietrza i w pierwszej fazie lotu wywinduje skoczka wysoko nad zeskok, ale w drugiej fazie zabraknie mu prędkości.

W poprzednim sezonie na skaczemy.pl pojawił się nawet filmik, na którym trener Grzegorz Sobczyk tłumaczy Dawidowi Kubackiemu właśnie ten element skoku. Od 02:38 można usłyszeć o podnoszeniu klatki piersiowej dopiero po tym, jak odbicie zostanie rozpoczęte "od nóg". Dawid Kubacki wspomina zaś, że Piotr Żyła śmiał się z tego, że wkładki, których skoczkowie używają do butów, można by  włożyć pod klatkę piersiową, dzięki czemu łatwiej byłoby się odbić.

 

"Prawie spadł mi kask, razem z głową"

Skoki narciarskie czasem oznaczają także bardzo nieprzyjemne uczucie, a skoczek już w momencie wyjścia z progu wie mniej więcej, jak będzie wyglądał skok. O tym, że nie będzie najlepiej, powie mu charakterystyczne uczucie w karku, bo gdy skoczek bardzo opóźni wybicie, to odczuwa charakterystyczny ból głowy i coś w rodzaju "urwania głowy". - To się dzieje wtedy, kiedy zawodnik przejeżdża przez próg i wybicie robi za nim, w powietrzu. Wtedy ruch jest gwałtowny, głowa bardzo szybko leci do przodu i ma się wrażenie, że aż kask chce spaść. Wtedy może się nawet wydawać, że poleci nie tylko kask, ale i głowa razem z nim - mówił Sport.pl Jan Szturc.

"Patrz, wylądował w ogródku"

W czasie zawodów międzynarodowych niezwykle ważną częścią całego widowiska są również przedskoczkowie. To z reguły młodzi skoczkowie, którzy na swojej skórze muszą testować warunki i to od ich opinii zależy to, czy w ogóle uda się rozegrać zawody Pucharu Świata. Na tym poziomie często startują z kilku lub nawet kilkunastu belek niżej niż na zwykłych treningach. Stają także przed innym wyzwaniem. Jest nim uniknięcie lądowania w ogródku. Tak w żargonie skoczków nazywany jest napis z gałązek, który znajduje się na skoczniach na górze buli. Lądowanie na nim może oznaczać niebezpieczeństwo podbicia nart i upadku, a to jest równoznaczne z szorowaniem po zmrożonym zeskoku przez kilkadziesiąt metrów.