Żyła wskazał najważniejszą różnicę między Horngacherem a Doleżalem. "Trochę nam się za to dostało"

- Pamiętam, jak z Jaśkiem Ziobrą dla żartu nakręciliśmy, że stoimy jak bokserzy przed walką - mówi Piotr Żyła. - Trochę się nam dostało - przyznaje mistrz świata z Oberstdorfu. Wiele zawdzięcza trenerowi Stefanowi Horngacherowi, ale przyznaje, że stresował się, gdy Austriak prowadził polską kadrę.

Czapka z daszkiem na głowie, na ustach i na nosie komin w gitary. A złoty medal gdzie? - W pudełku. Mogę przynieść - mówi Piotr Żyła. - Myśleliśmy, że się z nim nie rozstajesz. Nie spałeś z nim? - pytamy na spotkaniu medialnym z mistrzem świata. - Nie, jeszcze bym się udusił albo co - śmieje się Żyła.

Zobacz wideo "Mało trzeba, żeby zrobił medal". Trener Doleżal wierzy, że Kamil Stoch za chwilę zaskoczy

Złoty medalista z soboty w poniedziałek odebrał swoją najcenniejszą nagrodę w karierze. Wzruszył się, stojąc na podium i słuchając "Mazurka Dąbrowskiego". A kilka minut później porozmawiał z nami tak, jak to robi bardzo rzadko. Zdjął maskę żartownisia. Mówił spokojnie i mądrze. Wyraźnie uznał, że przyszła chwila, w której warto przestać krzyczeć i się wygłupiać.

Halvor Egner Granerud na skoczni w PlanicyGranerud odpowiada na zaczepki Polaków: Jeżeli ludzie się cieszą, że przegrywasz, to komplement

"Stresowałem się przy rozmawianiu, przy czymkolwiek"

- Tytuł jest tytuł. Z tamtego cieszyłem się tak samo mocno. Teraz mam dwa i super. Wtedy może tylko trochę brakowało czasu, żeby się pocieszyć tak jak teraz. Bo w Lahti tytuł był na koniec, zaraz mieliśmy kolejny Puchar Świata, a też nie byliśmy tak otwarci na was jak teraz - mówił Żyła.

Mistrz porównywał tytuł zdobyty indywidualnie w Oberstdorfie z tym, który w 2017 roku wywalczył z kolegami w konkursie drużynowym. Co miał na myśli, mówiąc "nie byliśmy tak otwarci na was jak teraz"? Mistrza pytamy o to, siedząc z nim pod pięknie położonym hotelem kadry. Oczywiście domyślamy się, że Żyle chodziło o podejście do świata, jakie grupie narzucał ówczesny trener, Stefan Horngacher. I jesteśmy ciekawi, jakie różnice w filozofii Horngachera i Doleżala Piotr dostrzega.

- Wtedy większe było układanie zawodników, jacy mają być poza skocznią. Nie było problemu, dostosowałem się. Tylko stresowałem się przy rozmawianiu, przy czymkolwiek, bo nie wiedziałem, czy to mogę robić. Teraz jest trochę więcej luzu. Wiemy, co możemy i czego nie możemy. Nikt tego na każdym kroku nie przypomina. I nie ma takich zje***k - mówi Żyła.

Piotr Żyła w OberstdorfieNiemcy po złocie Piotra Żyły: "Ahahahahaha! Takich błaznów na całego nie ma wcale. A nie, moment"

Bokser Żyła, bokser Ziobro i sędzia Horngacher

- Pamiętam, jak z Jaśkiem Ziobrą dla żartu nakręciliśmy filmik, że stoimy jak bokserzy przed walką. To było, jak w Turnieju Czterech Skoczni trafiliśmy na siebie w parze KO. Trochę się nam za to dostało. Dostawało się też, jak się wam coś powiedziało, na przykład na temat sprzętu. W końcu człowiek wolał was unikać jak ognia. A jak już miał coś wam mówić, to mówił cokolwiek, byle tylko coś mówić. Teraz trenerzy uwagi dają raczej tylko na skoczni - wyjaśnia mistrz.

To faktycznie widać - trener Doleżal pozostawia zawodnikom więcej przestrzeni niż zostawiał trener Horngacher. U Austriaka wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. U Czecha też. Ale - takie można odnieść wrażenie - Michal ufa, że dopiąć potrafi Piotr, Kamil czy Dawid. A Stefan wszystkiego musiał dopilnować.

Za Horngachera "może tak delikatnie by coś było"

- Jak się gafę popełni, to Dodo zwróci uwagę. Ale to się nie zdarza często. On bardziej pilnuje młodszych zawodników. W naszej dużej grupie są młodzi i oni mają bardziej rygorystyczne zasady. Oni się dopiero wszystkiego uczą, muszą pracę wykonać - tłumaczy Żyła.

Mistrz śmieje się, gdy pada pytanie, czy wyobraża sobie, że za kadencji Horngachera zrobiłby takie widowisko pod skocznią po zdobyciu złotego medalu.

Germany Nordic Skiing WorldsNiemcy do Piotra Żyły: Zrób to jeszcze raz! Polak porządził nie tylko na skoczni

- Oj nie! Zaraz by mnie stamtąd zgarnęli. Przecież były zawody na następny dzień - mówi Żyła. Mimo zaplanowanego startu w mikście mistrz dobrą godzinę biegał od jednej telewizyjnej stacji do następnej i krzyczał z radości. - Ja wiedziałem, że w niedzielę mam zawody. Ale już trochę nie miałem kontroli nad wszystkim. Poszedłem full gaz od początku do końca i cieszę się z tego, bo podsumowałem wszystko. Były i skoki, i impreza, i medal odebrany. Już mam temat zamknięty, już mogę myśleć o dużej skoczni. A tak to by trzeba było czekać do tych miksów, po miksach może coś tak delikatnie by było, ale to już by się nawet nie chciało, bo już humor by był nie taki - mówi, dając do zrozumienia, że z Horngacherem poświętować na swoich zasadach by nie mógł. A to też potrzebne. - Jestem zadowolony z tego, co zrobiłem. Mam już to zamknięte i jedziemy dalej - mówi Żyła.

Horngacher ważny. "Stefan jest bardzo dobry trener"

Jedziemy dalej, czyli na skocznię dużą. Na niej w środę zaczną się treningi. Przed piątkowym konkursem indywidualnym i sobotnią drużynówką. Na skoczni Żyła na pewno znów spotka Horngachera. I to będzie miłe spotkanie. Bo to, że Piotrek szczerze mówi o trudniejszych aspektach współpracy z Austriakiem, wcale nie znaczy, że on z tamtej współpracy nie był zadowolony. Przeciwnie - Żyła był jednym z największych fanów Horngachera. Wiązał z nim nadzieję na doskoczenie do światowej czołówki. I to się spełniło.

Mistrza pytamy, czy nie obawia się, że zostanie źle odebrany przez to, że szczerze wskazuje różnice między obecnym a byłym trenerem. - Stefan jest bardzo dobry trener i tak samo Dodo jest bardzo dobry trener. Tu nie ma żadnej dyskusji. Chodzi mi tylko o to, że u Stefana więcej było kontroli - mówi Żyła.

"Dwa lata pracowałem z najlepszym psychologiem"

Tu nie trzeba szukać drugiego dna. To dobrze, że Żyła spokojnie i pewnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami. W ogóle jego emocjonalny stan na tych mistrzostwach pokazuje pracę, jaką wykonał przez lata. Cztery lata temu w Lahti po brązowym medalu zdobytym indywidualnie mentalnie długo nie mógł się odnaleźć. Nie umiał złożyć zdania, nie wiedział co i gdzie się dzieje, a ekipa bała się, że dosłownie padnie z wrażenia. Teraz na sukces był przygotowany. Pośmiał się, pożartował, spoważniał, poopowiadał o marzeniach i o pracy, podzielił się wszystkimi emocjami. Pokazał siebie. Z wielu stron.

- Dwa lata pracowałem z najlepszym psychologiem - mówi Żyła. - Z osiołkiem. Z tego cały czas wyciągam wnioski. Z psychologiem bym się nie dogadał. Bo psycholog ci się odezwie, a osiołek nie. To jest ta różnica - wyjaśnia z uśmiechem.

Z nietypowej terapii mistrz korzystał u profesora Haralda Pernitscha, czyli specjalisty od treningu motorycznego. On dba o przygotowanie fizyczne wszystkich naszych skoczków. A jeśli ktoś chce się zmierzyć również że sferą mentalną, to zaprasza go do pracy ze swoimi upartymi osłami. Tam trzeba się nauczyć zapanować nad zwierzęciem. I zobaczyć w nim swoje odbicie. Jak w lustrze. - Spasowało mi to. Bo praca z osiołkiem jest prostsza niż psychologiczne teorie. Tam coś trzeba, czegoś nie trzeba, a ja po prostu robię tak, jak ja uważam. Nie lubię, gdy ktoś mi coś narzuca. Zawsze taki byłem, że lubiłem się uczyć na swoich błędach - mówi Żyła.

Może i uczył się długo, przecież mistrzem świata jest najstarszym w historii, od stycznia ma - jak na skoczka "aż" - 34 lata. Ale za to jaką ma teraz satysfakcję! I jaki luz.