Żyła zaskoczył po odebraniu złotego medalu MŚ. "Mówiłem dziwne rzeczy"

- Ważne były dwa elementy - ciężka praca i dobra zabawa. Ich połączenie dało rewelacyjny efekt. Ciężko pracowałem od dawna, a teraz umiałem się też świetnie bawić. I takie podejście dedykuję ludziom, którzy chcą osiągnąć różne cele - powiedział nam Piotr Żyła, zaraz po odebraniu złotego medalu za mistrzostwo świata na normalnej skoczni w Oberstdorfie.

Łukasz Jachimiak: Stałeś na podium i z zamkniętymi oczami słuchałeś "Mazurka Dąbrowskiego". Co wtedy widziałeś?

Piotr Żyła: Nuciłem sobie, a przez głowę przemykały wspomnienia z całej tej mojej przygody ze skokami. Trochę wzruszony byłem.

Zobacz wideo Tajemnica fenomenalnego sukcesu Piotra Żyły. "Wykorzystał tajną broń"

Co konkretnie Ci się wyświetlało? Które fragmenty z kariery?

- Dużo skoków z mistrzostw świata. Od debiutu w 2007 roku. Przypominały mi się wszystkie medale [po kolei Żyła zdobył: brąz w drużynie w 2013 roku, kolejny brąz w drużynie w 2015 roku, w 2017 roku brąz indywidualnie i złoto w drużynie - red.], a nagle pojawił się obrazek jak mam 8-9 lat i sobie usypuję malutkie skocznie. Na biegówkach, na nich skakałem. Najpierw oglądałem Puchary Świata albo mistrzostwa świata i podziwiałem jak skaczą Sven Hannawald, Kazuyoshi Funaki i Hideharu Miyahira, a później się bawiłem, że z nimi walczę. Jechałem ostatni i ich pokonywałem! Nie wiem, dlaczego to mi się przypomniało na podium. Może dlatego, że to są moje głęboko zakopane, pierwsze marzenia o wygrywaniu.

Ty się od początku bawiłeś w siebie? W wymyślonych konkursach na własnej skoczni skakałeś jako Piotrek Żyła, a nie jako któraś z gwiazd?

- Tak, zawsze jechałem jako Piotr Żyła. I zawsze Piotr Żyła prowadził już po pierwszej serii, później jechał na końcu konkursu i wygrywał. Jak tu, w Oberstdorfie! Miałem wielkie marzenia i jako dziecko nimi żyłem, a jak rosłem, to coraz więcej pracowałem. Marzenia stawały się mniej ważne. One ciągle były, ale na pierwszym miejscu była praca. Praca jest istotniejsza od marzeń. Samymi marzeniami człowiek nic nie zdziała. Taka jest prawda.

Piotr ŻyłaŻyła udzielał wywiadu po odebraniu złota. Nagle usłyszał hymn Niemiec. "Przerywamy?"

Złoty medal mistrzostw świata był jednym z Twoich największych marzeń? Jeden już masz, ale w 2017 roku to był triumf w drużynie, a indywidualny chyba jest jeszcze cenniejszy?

- Tytuł jest tytuł. Z tamtego cieszyłem się tak samo mocno. Teraz mam dwa i super. Wtedy może tylko trochę brakowało czasu, żeby się pocieszyć tak jak teraz. Bo w Lahti tytuł był na koniec, zaraz mieliśmy kolejny Puchar Świata, a też nie byliśmy tak otwarci na was jak teraz.

Złoty medal stąd dedykujesz komuś specjalnie?

- Nie, nikomu szczególnie. W sobotę w emocjach mówiłem różne dziwne rzeczy, ale tu powiedziałem, jak jest naprawdę. Ważne były dwa elementy - ciężka praca i dobra zabawa. Ich połączenie dało rewelacyjny efekt. Ciężko pracowałem od dawna, a teraz umiałem się też świetnie bawić. I takie podejście dedykuję ludziom, którzy chcą osiągnąć różne cele. Myślę, że czasami łatwiej to zrobić, gdy się super nastawi, gdy się podejdzie do czegoś tak, że to może być fajna zabawa.

W sobotę pytaliśmy Cię, co Ci mówili Granerud, czy Horngacher, gdy Ci składali gratulacje, a powiedz, jak Twoje złoto przyjęli Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Dorównałeś im, jest Was trzech indywidualnych mistrzów świata.

- Czułem, że się ucieszyli. U nas jest mniej ważne, kto staje na podium. Medal jest dla wszystkich. I jest dla całej Polski. Koledzy mi pogratulowali, a później w hotelu dobrze się bawiliśmy wszyscy razem, ha, ha, ha.

Piotr ŻyłaMorgenstern skomentował zachowanie Żyły po zdobyciu złotego medalu MŚ

Jesteś już dużo spokojniejszy - oswoiłeś się z sytuacją, już dociera do Ciebie, co osiągnąłeś?

- Tak, odkąd zszedłem z emocjami w dół, to sobie myślę spokojnie, że jestem mistrzem świata i jestem z tego bardzo szczęśliwy.

Nie dłużyło Ci się czekanie na medal? Dostałeś go dopiero dwie doby po konkursie.

- W ogóle mi się nie dłużyło. Ja ten czas przespałem. Wystartowałem jeszcze w niedzielę w mikście, ale poza tym spałem. Musiałem zejść w dół z emocjami. A teraz będzie trzeba już coś zacząć robić. We wtorek już planuję podładować nogę na siłowni. Na dużą skocznię. Mam świadomość, że nie mogę sobie bimbać, trzeba się znów wziąć za robotę.

Kamil Stoch i Michal DoleżalReaktywacja Stocha! Polski skoczek szykuje się na walkę o dwa medale

W Tobie jest taki głód skakania, że już byś poszedł na dużą skocznię? Czy to jednak dobrze, że jest przerwa do środy i dopiero wtedy zaczną się treningi?

- Oj nie, teraz bym nie poszedł, na pewno nie. Ogólnie to mój organizm jest ciężki. Jak się na coś nastawi, to nie idzie go zatrzymać! Ale jak się nastawi na lenia, to ojej, masakra, żeby znów się wziąć do roboty. Ale dałbym radę, nawet gdyby zawody były już w środę. A skoro będą w weekend, to sobie działam wolniej, żeby szczyt formy był w odpowiednim momencie. Trzeba zrobić tak jak na skoczni normalnej. Tam mi wypaliło i teraz znów mam taki plan. A jak mi wyjdzie, to nie ręczę za siebie, bo jak już forma przyjdzie, to ja tego nie kontroluję, wtedy jestem w swoim świecie.

Mówiłeś, że w sobotę było jak na weselu, a w niedzielę jak na poprawinach, to na koniec powiedz, jaki był dla Ciebie ten poniedziałek.

- To był chill. Było super, nie trzeba było iść do pracy.