FIS naciskał na Polaków. Rywale mieli przewagę. "Byliśmy postawieni pod ścianą"

Reprezentacja Polski nie była do końca zadowolona z wprowadzenia nowych czujników na mistrzostwa świata. Okazuje się, że najwięksi rywale już wcześniej mogli przetestować urządzenia na swoich nartach. - Trochę byliśmy postawieni pod ścianą - mówił w programie "W Punkt K" trener Maciej Maciusiak.

Na mistrzostwach świata w Oberstdorfie FIS zaskoczył nowymi grafikami pokazującymi dodatkowe informacje o skokach. Każdy zawodnik wyposażony jest w mały czujnik, który zbiera informacje o jego locie i przekazuje je dalej do systemu, z którego korzysta Międzynarodowa Federacja Narciarska. Okazuje się jednak, że wprowadzenie tej zmiany wywołało małe kontrowersje m.in w reprezentacji Polski, która nie była od początku poinformowana o nowości szykowanej na mistrzostwa świata w Oberstdorfie.

- Trochę byliśmy przeciwni, gdy dowiedzieliśmy się, że te pomiary będą na mistrzostwach świata. To zostało nam narzucone z góry. Z tego co się dowiedzieliśmy, to wcześniej były już próby i wiem, że np. Niemcy skakali z tym czujnikiem. Norwegowie też to testowali. A my nic nie wiedzieliśmy aż do Pucharu Świata w Zakopanem. Wiadomo, że byłoby inaczej, gdyby nam wcześniej dali nam te czipy, a nie od razu na głównej imprezie. Chodzi o to, że to ma jakiś wpływ (np. na aerodynamikę czy zachowanie narty w powietrzu - przyp red). Jesteśmy ważną drużyną i każdą zmianę w sprzęcie staramy się przedyskutować czy ją wprowadzać. Niemniej jednak tutaj trochę byliśmy postawieni jakby pod ścianą i trzeba było to zrobić - powiedział Maciej Maciusiak w programie "W Punkt K".

Zobacz wideo Polacy zaskoczeni nową technologią wprowadzoną przez FIS

Można przeanalizować każdy skok. Ostatnia zmiana tuż przed konkursem 

Małe, białe pudełeczko firmy Swiss Timming na pierwszy rzut oka wygląda jak opakowanie po gumie do żucia lub pudełko zapałek. Skrywa w sobie jednak liczne czujniki, które zbierają dziesiątki informacji na temat danego skoczka. Działają one wspólnie z nadajnikami rozmieszczonymi wzdłuż zeskoku. Dzięki nim przelatujący obok skoczek uruchamia pomiar, który pokazuje wiele danych. Od tego, jak szybko leciał dany skoczek, na jakiej wysokości i kiedy wykonał ruch mówiący o tym, że podchodzi do lądowania. Zbierają sporo danych, które umożliwiają piekielnie dokładne przeanalizowanie każdego skoku. Dzięki temu można by odkryć, co u danego zawodnika działa i powoduje, że wyszedł mu skok. 

Zobacz wideo Nowa technologia w skokach zaskoczyła Polaków. "Trochę byliśmy przeciwni"

Ciekawe jest również to, że sprawa czujników była dyskutowana w FIS-ie jeszcze po kwalifikacjach i ostatecznych zmian dokonano dopiero w dniu konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni. - W pierwszej wersji te czujniki miały być montowane na przodzie wiązań, ale FIS nie wziął pod uwagę, że możemy coś zmienić. Przykładowo Andrzej Stękała wziął przody wiązań z innej firmy i czujniki już nie pasowały. Trochę byłem zaskoczony, jak zobaczyłem wiadomość, że w sobotę wszyscy zawodnicy będą mieli montowany czujnik z tyłu na narcie, czyli za wiązaniem. Wyznaczniki i wykresy mogły być w konkursie bardziej miarodajne niż w kwalifikacjach, gdy niektórzy mieli montowane z przodu, a inni z tyłu. W konkursie czujniki były już ujednolicone - dodał trener Maciusiak. 

Czujnik pokazał eksplozję w skoku Piotra Żyły

Od lat mówi się, że Piotr Żyła dysponuje wielką mocą odbicia. Potwierdzają to również wyniki testów na platformach dynamometrycznych, ale na normalnej skoczni w Oberstdorfie pierwszy raz mogli to dostrzec również kibice. W kwalifikacjach po 20 metrach lotu Piotr Żyła był zdecydowanie najwyżej ze wszystkich skoczków, bo osiągnął aż 3,2 metra. W sobotę jego wynik przebił wszystko. W pierwszym skoku po 20 metrach lotu osiągnął aż 3,8 metra wysokości, do czego nikt się nawet nie zbliżył. To pokazuje, z jaką mocą Żyła wyszedł z progu i jak dużo energii oddał skoczkowi próg. Odbicie zostało wykonane perfekcyjnie i Żyła też nadał swojej próbie odpowiednią rotację, dzięki temu poleciał tak daleko. Noga z progu wypycha biodro nad nartę. Jak wyjdzie skok, to widać, że zawodnik jest od razu nad nartą, i dodatkowo łapie wysokość. To uczucie, jakby ktoś z tyłu ciągnął za biodro do góry - tłumaczył na Twitterze Wiktor Pękala, młody polski skoczek i youtuber. Dla porównania w drugim skoku było już gorzej, bo Żyła po 20 metrach osiągnął "tylko" 2,8 metra, co i tak było drugim wynikiem w stawce. 

Mistrz świata Piotr ŻyłaTak wyglądało powitanie Piotra Żyły w hotelu. Mistrz nagle oszalał [WIDEO]

Dokładnej analizy wyników z kwalifikacji dokonał dziennikarz Skijumping.pl Piotr Bąk, który zebrał  wszystkie wyniki. I można w nich dojść do zaskakujących wniosków. Często mówimy, że Kamil Stoch jest bardzo wolny na progu i jest to prawda. W kwalifikacjach też najszybszy nie był, ale... tak świetnie złożył się do lotu, że po 20 metrach miał już największą prędkość ze wszystkich skoczków. I to jest wielka umiejętność Stocha. Właśnie dlatego często mimo najgorszych prędkości na progu wygrywał konkursy z dużą przewagą. Po prostu nie tracił prędkości przy wstrzeliwaniu się powietrze, a najwięcej na tym zyskiwał. Podobnie dobra jest pierwsza faza lotu Anże Laniska, o którym Stoeckl mówił w TVP, że pierwsze metry po wyjściu z progu Słoweniec ma perfekcyjne. I doskonale widać to w prędkości. 

Kto dostanie te dane?

Właściwie od 2017 roku drużyny narodowe kilka razy dyskutowały z FIS-em na temat udostępniania danych swoim konkurentom. Wówczas jeszcze pomiarami zajmowała się firma Swatch i kilka razy zagościła na PŚ za swoimi okrągłymi czerwonymi czujnikami. Przedstawiciele najlepszych państw w skokach nie chcieli, by ich rywale również otrzymywali szczegółowe informacje na temat skoków. Na razie nie wiadomo, jak została rozwiązana ta sytuacja, ale wszystko wskazuje na to, że firma Swiss Timming jest jedynym dysponentem danych, a poszczególne kraje otrzymają jedynie dane na temat swoich skoczków.