Żyła spisał się rewelacyjnie i sprawił niespodziankę. Jeszcze w piątek był tylko 20. w serii próbnej i 15. w kwalifikacjach. A w sobotnim konkursie prowadził już po pierwszej serii, w której skoczył 105 metrów. W rundzie finałowej lider obronił się świetnym skokiem na 102,5 metra. Żyła wyprzedził Karla Geigera o 3,6 pkt i Anże Laniska o 7,3 pkt.
Piotra Żyła: Aaaaaa! Ha, ha, ha, ha! To co wy żeście wczoraj mówili?
- No! I tak zrobiłem! Tak sobie myślałem - jestem taki stary, że nie wiem czy mi się będzie chciało. Ale powiedziałem wam, że się wezmę za robotę, to tak zrobiłem. Ojej, jaką ja zrobiłem robotę! Dawno nie zrobiłem takiej roboty! Tak trzeba - po co będę na treningach i na kwalifikacjach daleko skakał? A tak to żeście mnie trochę zdenerwowali i wyszło jak wyszło.
- No nie wiem czy by mi się chciało, jakbyście mnie wczoraj nie zdenerwowali. Można powiedzieć, że to w jakimś stopniu wasza zasługa. Bo wczoraj myślałem, że Was tu...
- A nie wiem, coś tam mówili, ale ja byłem jak kobyła - miałem klapki na oczach, mnie nie interesowało nic, tylko szedłem full gaz!
- Najfajniejsze od Markusa Eisenbichlera. "Aaaaaaaaaaaaaaa!"
- Mówił, że kurczak-system działa. A ja mówię: o nie! Kurczaka już nie ma! Trzeba pchać nogą!
- A to ja wiem i on wie! I Dodo [Michal Doleżal] też wie.
- To tylko głowa. Nastawienie, podejście - takimi rzeczami się wygrywa. Od rana sobie myślałem "O nie, tak żeście mnie zdenerwowali, że dzisiaj to pracujemy, pracujemy, full gaz!" A jeszcze mi dzisiaj wszystko wychodziło! Wszystko! I sobie myślę: no to czemu tego nie wykorzystać na skoczni?
- No! Śmiać mi się chciało! Ale nie wiem czemu. Myślałem sobie: ale fajnie, za mną nikt nie jedzie, ja jadę, zamykam, mogę w końcu pójść fall gaz, tyle ile mam. A do tego się nie denerwowałem, bo... nie wiem czemu, ha, ha! Trzeba iść full gaz. Raz się żyje, nie?
- Zależy o której porze, ha, ha, ha! Była taka pora wieczorem, że dobrze, że wtedy sam w pokoju byłem, bo bym chyba zabił!
- Widziałem! Fajnie, fajnie! I podobnie się dziś czułem. Udało mi się do takiego stanu mentalnego dojść - to fajna praca z połączeniem zarąbistej zabawy i wszystkiego, co najlepsze. Fajne uczucie! Tak jakbym był na bani, a nie piłem.
- To dlatego, że starzeję się chyba. Zawsze coś zepsułem, a dzisiaj uznałem, że tyle już w życiu zepsułem, że jak jeden raz więcej zepsuję, to się nic nie stanie.
- Wczoraj już chyba nie pospał!
- Ohoho, na jednym się nie skończy!
- No jak nie? W mikście to ja tu będę... Ojej! Jak ja tu będę skakał! Jeszcze lepiej niż dzisiaj!
- No! Nie wiem, ja tu zaraz będę śnieg lizał! Tyle mam energii, że ja nie wiem! Dajcie mi coś do roboty!
- A tam, bałwana! A może? Może bałwana?
- Ja nie wiem o czym oni wszyscy chcieli gadać! Ja się tylko darłem "Aaaaa!". A oni "a, okej". Oni: "Jak było?", ja: "Aaaa!", oni: "A dlaczego tak dobrze skakałeś", ja: "Aaaaaa!". No i jakoś sobie przetłumaczyli, no i było okej!
- Na pewno fajny, a czy najpiękniejszy? Wszystko mi się udawało, ale w Lahti w 2017 roku też były dwa piękne dni [złoto w drużynie i brąz indywidualnie]. Tam zostałem mistrzem świata z kolegami. To był sukces każdego zawodnika, każdego trenera, wszystkich ze sztabu. Cieszę się tak, jak wtedy w Lahti. Wtedy to było moje marzenie, żeby zostać mistrzem świata. A jak zostałem, to później już mi się nie chciało. Myślę: co ja będę robił, jak już mistrzem świata zostałem? Ale w końcu pomyślałem: "A co mam robić? Jedziemy dalej!".
- Fajnie. Ale ja nigdy na ten temat nie myślałem. Ja jestem gościem od roboty. Lubię robotę, lubię się bawić, lubię się cieszyć, a resztą niech się inni zajmują. Co ja sobie będę zawracał głowę czy się skocznia nazywa Adama Małysza czy Adama Małysza i Piotra Żyły, czy Andrzeja Stękały i Klemensa Murańki?
- No pewnie! Ciężkiej pracy i dobrej zabawie, he, he, he!
Rozmawiał i notował Łukasz Jachimiak