"Kruczek jest świetnym trenerem". Prezes Tajner zdradza: "Rozpoznanie problemów przeprowadzi Adam Małysz"

Łukasz Jachimiak
- Nie było żadnych sygnałów ze strony Kruczka, że nie ma pełnej kontroli nad zawodniczkami - mówi Apoloniusz Tajner. Prezes PZN-u zdradza, że już w trakcie MŚ w Oberstdorfie Adam Małysz spotka się najpierw z trenerami kadry kobiet, a później z trenerami i zawodniczkami. - Musimy dowiedzieć się jakie są przeszkody i czy one są do usunięcia - mówi nam prezes, który wciąż wierzy, że za rok polska drużyna mieszana powalczy o olimpijski medal w Pekinie.

Dwa lata temu na MŚ w Seefeld Kamila Karpiel zajęła 23., a Kinga Rajda 34. miejsce. A później obie zawodniczki spisały się dobrze w konkursie drużyn mieszanych, dzięki czemu razem z Dawidem Kubackim i Kamilem Stochem zajęły szóste miejsce. Na tamtych mistrzostwach Polski Związek Narciarski ustalił warunki umowy z Łukaszem Kruczkiem. Trener po pracy z męską reprezentacją Włoch wrócił do kraju. I miał sprawić, że Polki zrobią postęp.

Na MŚ w Oberstdorfie panie rywalizowały już w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej (HS 106). Z czterech zawodniczek Kruczka do zawodów zakwalifikowały się dwie. A w zawodach ani Anna Twardosz, ani Kinga Rajda nie weszła do drugiej serii. Nasze zawodniczki zajęły odpowiednio: 33. i 38. miejsce. W piątek Twardosz, Rajda, Joanna Szwab i Kamila Karpiel wystąpią w konkursie drużynowym. W serii próbnej wszystkie cztery miały 1,3 pkt.

Zobacz wideo Michal Doleżal wskazał faworyta do złota mistrzostw świata

Później Polki będą miały jeszcze start w mikście (w niedzielę) i konkurs indywidualny na skoczni dużej (w środę 3 marca). Ale już widać i słychać, że w kadrze Kruczka jest problem, który trzeba jak najszybciej rozwiązać. - Nie jestem człowiekiem, który uderzy pięścią w stół. Natomiast mam świadomość, że czasami można by było to zrobić i że przyniosłoby to dobry skutek - mówił nam kilka dni temu trener.

"Nie jestem człowiekiem, który uderzy pięścią w stół". Kruczek mówi o problemach kadry

Łukasz Jachimiak: Nie ma Pana na mistrzostwach świata chyba po raz pierwszy od 20 lat, ale na pewno śledzi Pan pierwsze występy Polaków i jako prezes ma swoje spostrzeżenia.

Apoloniusz Tajner: Nie ma mnie pierwszy raz od nawet nie 20, a 26 lat. Już przed sezonem przyjęliśmy taką strategię, żeby w pandemii nie wyjeżdżały osoby, które na miejscu nie będą potrzebne funkcyjnie. To jest związane z ryzykiem i z kosztami. Adam Małysz mi relacjonuje, że wszyscy są w Oberstdorfie pozamykani. A on pojechał tam jako szef całej ekipy, a mimo to nie dostał akredytacji uprawniającej do wejścia na biegi narciarskie. To pokazuje, jakie są obostrzenia.

Co Adam Małysz powiedział Panu o pierwszych dniach Polaków i Polek na skoczni?

- Jestem w kontakcie i z Adamem, i z trenerami, a do tego sam wiem, że treningi i nawet kwalifikacje dla zawodników takiej klasy jak nasi to tylko przygrywka przed zawodami. Pamiętam wszystkie konkursy mistrzostw świata z wielu ostatnich lat i z igrzysk i naprawdę się cieszę, że Michał Doleżal w czwartek nie wziął na trening Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły. To bardzo mądra decyzja. Ja też się nigdy takich nie bałem.

Zaskakująca strategia polskiej kadry na MŚ. Zaskakująca strategia polskiej kadry na MŚ. "Zawodnicy nie protestowali"

Pamiętam, jak w 2003 roku przed MŚ w Predazzo, nie pojechał Pan z Małyszem na konkursy Pucharu Świata do Willingen.

- Bo już tak było wtedy źle, że trzeba było to zrobić. A jaki to przyniosło efekt - pamiętamy [Małysz zdobył dwa złote medale i w obu konkursach pobił rekordy skoczni]. Naprawdę się cieszę, że nasi najlepsi zawodnicy w czwartek nie poszli na treningi. Halvor Egner Granerud poskakał świetnie, wygrał wszystkie trzy serie i zobaczymy, jak on zniesie presję. Ma wybitny sezon, forma mu odpaliła, ale zobaczymy jak zniesie najcięższą próbę. W przeszłości wielu było takich, którzy nie wytrzymali. Wróćmy jeszcze raz do 2003 roku i przypomnijmy Svena Hannawalda. Granerud jest świetny, ale jeszcze młody i będzie mu ciężko. A nasi są doświadczeni i w zawodach swoje próby wytrzymają. Jestem tego pewny.

O naszych skoczków się nie martwimy, a wręcz mamy duże nadzieje, natomiast zupełnie inaczej wygląda sytuacja z naszymi skoczkiniami. Trener Łukasz Kruczek powiedział nam, że trudno mu się z zawodniczkami pracuje i stwierdził nawet, że nie umie uderzyć pięścią w stół, chociaż wie, że jest to potrzebne.

- Nie było żadnych sygnałów ze strony Kruczka ani innych trenerów będących w okolicy kadry, że główny trener nie ma pełnej kontroli nad zawodniczkami. W mentalnym sensie, bo o to chodzi. Ale to się przenosi na trening. Codziennie po kilka razy rozmawiam z Adamem. W tym temacie też. Adam zrobi spotkanie, ale najpierw niech się zawody odbędą. Oddzielne będzie spotkanie z trenerami i oddzielne z trenerami oraz zawodniczkami. One mają większy potencjał niż pokazują. Naprawdę. Nie wiem gdzie leży przyczyna, że nie skaczą tego, co potrafią. Dwa lata temu w Seefeld gdy mieliśmy szóste miejsce w konkursie mieszanym, to one w tamtym sezonie skakały bardzo słabo i nagle na mistrzostwach skakały ponad swój poziom. Nie wiem skąd się to wtedy wzięło. Po prostu ponad swój poziom skoczyły, to nie było wytrenowane. Nie wiem, może podchodziły do tego nie czując żadnych szans i nie miały obciążenia?

Mówi Pan, że wtedy dziewczyny miały bardzo słaby sezon, ale przecież obecny nie jest lepszy. Teraz czasem dwa-trzy punkty do Pucharu Świata zdobędzie Anna Twardosz i właściwie na tym koniec.

- No tak, ale jednak prezentują się lepiej niż wtedy przed Seefeld. Tylko teraz w zawodach skaczą zdecydowanie poniżej możliwości. W konkursie indywidualnym było widać, że skoki są z błędami chyba wynikającymi z obciążenia psychicznego, ze stresu. Nie wytrzymały tego. Poddamy to analizie, bo za rok są igrzyska olimpijskie, tam też będzie konkurs mieszany i na pewno musimy coś zrobić. Kruczek mówi, że niewiele trzeba, żeby one zaczęły skakać lepiej. I rzeczywiście niewiele - widać, że siłowo, dynamicznie są przygotowane. Błędy są techniczne. Być może to zaskoczy od ręki. Kruczek robi z nimi naprawdę dobrą pracę. Tylko jeżeli jest jakiś problem głębszy, to musimy go rozwiązać. Bo trener jest skuteczny wtedy, kiedy ma pełny wpływ na wszystko, co zawodnik ma wykonywać. Jeśli pełnego wpływu nie ma, to jest problem. Ale mi też jest się trudno do tego odnieść, bo nigdy z kobietami nie pracowałem, a wiem, że to jest zupełnie inna bajka.

Trener Kruczek przed objęciem kadry też nigdy z kobietami nie pracował. I mówi, że trudno mu się odnaleźć - że ciągle się uczy jak wczuwać się w ich nastroje, jak reagować.

- Kobiece emocje na najwyższym poziomie stresu w sporcie na pewno mogą wywoływać sytuacje, w których trenerowi trudno się odnaleźć. Zwłaszcza gdy jeszcze nie do końca te emocje rozumie. Być może tu jest pies pogrzebany. Nie wiem. Musimy spokojnie poczekać do końca mistrzostw i sezonu. A na mistrzostwach rozpoznanie przeprowadzi Adam. Poprzez spotkania.

Dwa lata temu decydował Pan, że kadrę kobiet przejmie trener Kruczek. Proszę o szczerość - wtedy w Seefeld pomyślał Pan, że w Oberstdorfie nasz mikst powalczy o medal mistrzostw świata?

- Nie, to by były pobożne życzenia.

Ale o medalu olimpijskim na igrzyskach Pekin 2022 Pan mówił. Konkretnie o brązowym medalu - że on będzie w zasięgu.

- To dalej mogę powiedzieć, że mamy potencjał i że tak niewiele brakuje, że to się może naprawdę w jednej chwili otworzyć. Bo mamy już zawodniczki dobrze wytrenowane i one mogą. Ale z drugiej strony trzeba popatrzeć na Norwegię, na Austrię, na Słowenię, gdzie są i silni mężczyźni, i silne kobiety. A w skokach kobiet jest na razie bardzo duża dysproporcja między pierwszą dziesiątką, a trzecią dziesiątką, do której nasze dziewczyny aplikują. Wśród mężczyzn takiej dużej różnicy nie ma. Ale naprawdę widać i czuje się, że jest blisko. No aż się myśli, dlaczego zawodniczki temu przeszkadzają. W dobrym układzie, gdyby one zaczęły lepiej skakać, to naprawdę szanse są. Ja je teraz widzę nawet bardziej niż rok temu. Mimo ostatnich wydarzeń. Może tu tylko trzeba odblokować jakieś mechanizmy osobowościowe, psychologiczne, a nie treningowe. Kruczek jest świetnym trenerem, z ogromnym już doświadczeniem i warsztat ma na wysokim poziomie. Być może coś innego przeszkadza - musimy się najpierw tego dowiedzieć i zastanowić jak problemy rozwiązywać.

Czyli uważa Pan, że dziewczyny są już nieźle wytrenowane, na pewno lepiej niż były? A skoro coś nie gra na poziomie relacji, to może Kruczek jest za delikatny, może trzeba go namówić, żeby jednak czasem tą pięścią w stół walnął?

- Musimy na to popatrzeć całościowo, bo jeżeli nie będzie dobrej, twórczej, spójnej atmosfery, jaka jest w męskiej kadrze, to będzie ciężko. U chłopaków to jest wartość dodana. Atmosfera ma ogromny wpływ na to, jaki jest na końcu wynik sportowy. Po spotkaniach Adama będziemy wiedzieli więcej. W grudniu w trakcie MŚ w lotach w Planicy jeden ze słoweńskich zawodników skrytykował trenera. Zawodnik został odsunięty od kadry, a trener honorowo zrezygnował. Ale to był inny kaliber wydarzenia. My musimy wyjaśnić sytuację, dowiedzieć się jakie są przeszkody i czy one są do usunięcia. Ale nie chodzi tu o trenera. W tym wypadku być może szczególnie jednej zawodniczce trzeba uświadomić, gdzie jest jej miejsce. Na pewno trzeba działać spokojnie i wszystko wyjaśnić.

Na koniec przeskoczmy jeszcze raz do męskich skoków - czuję, że Dawid Kubacki zdobędzie medal na skoczni normalnej. A jak Pan typuje podium pierwszego konkursu?

- Na pewno mamy dwóch zawodników z potencjałem na podium: Dawida i Kamila. A Piotrek może sprawić niespodziankę. Najwięcej przemawia za Kubackim, jeżeli chodzi o technikę skakania, o formę, w której się znajduje, o tor lotu, który na normalnej skoczni trzeba podwyższać. Natomiast Kamil wskakuje w swoje dobre uderzenie. A w takim wypadku już nie ma znaczenia czy skocznia jest mamucia, czy 90-metrowa.

Kamil Stoch podczas zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Zakopane, 13 stycznia 2021"Rozczaruję, ale nie". Stoch idzie inną drogą, niż myśleliśmy. "Obejrzeli wideo"

Dwaj nasi chłopcy na pewno są wśród kandydatów do medali. Na pewno też największym faworytem jest Granerud, ale jeszcze raz przypominam, że na mistrzostwach nie zawsze faworyt wygrywa, nawet jak tuż przed nimi wszystkich przeskakuje. Będzie ciekawe, bo Johansson i Tande mocno zwyżkują, Ryoyu Kobayashi też.

Nie wymienia Pan żadnego z Niemców, a Markus Eisenbichler chyba powalczy?

- Jego aż rozrywa energia. Jest niesamowicie nabuzowany. Jestem ciekaw, co z tego wyjdzie, bo to może wypalić, ale może też się obrócić przeciw niemu. Cieszę się, że nasi zawodnicy są w ciszy, że się zaczaili na te zawody. Wierzę, że może nam coś z tego wyjść. A myśląc o całych mistrzostwach, byłbym zadowolony z jednego medalu indywidualnego i z medalu dla drużyny. Ona może zdobyć złoto, a może być na czwartym miejscu. Fajnie by było dobrze zacząć. W Lahti w 2017 roku w pierwszym konkursie mieliśmy czwarte, piąte i ósme miejsce - wynik bardzo wartościowy, a niedosyt był bardzo duży. Życzmy sobie, żeby tu było bez niedosytu.