Tuż przed zawodami w Klingenthal zakończył się konkurs Pucharu Świata kobiet w Hinzenbach. Tam groźny upadek po skoku na 88 metrów miała obecnie najlepsza z norweskich skoczkiń, Eirin Maria Kvandal. Zawodniczka przewróciła się przy lądowaniu, a pod jej ciało "zrollowała się" jedna z nart. Kvandal narzekała na ból w kolanie i została zniesiona na noszach z zeskoku.
Po zawodach zawodniczka została odwieziona do szpitala w Linz, gdzie była przytomna i przechodziła kolejne badania. - Eirin jest już po prześwietleniu. Mam nadzieję, że dziś możliwy będzie także rezonans magnetyczny. Jest bardzo zdenerwowana, taki upadek to jedna z najgorszych rzeczy, jakie może zobaczyć trener. Zaopiekujemy się nią, wiemy, że jest w najlepszych rękach - przekazał trener Christian Meyer, cytowany w komunikacie na koncie twitterowym norweskiego związku.
Skok Kvandal tuż przed pierwszą serią konkursu w Klingenthal zobaczył Granerud. Jak mówił norweskim dziennikarzom, musiał się przejść przed wjechaniem na górę skoczni. Był bardzo przejęty upadkiem Norweżki, który może się dla niej skończyć groźną kontuzją - w takich przypadkach często pojawia się zerwanie więzadła krzyżowego. - Byłem bardzo smutny. Po prostu założyłem słuchawki i musiałem się przespacerować - opisał Granerud.
Konkurs wyszedł mu świetnie, choć jego sytuacja wcale nie wyglądała dobrze. Po pierwszej serii był drugi ze stratą 0,9 punktu do Markusa Eisenbichlera, a w finałowej rundzie jury przez silny i sprzyjający wiatr jury musiało reagować zmianami belki po długich skokach. Jeden z nich - na aż 146 metrów - oddał Bor Pavlovcić, który prowadził przed próbą Graneruda. Dlatego trener Norwegów, Alexander Stoeckl zdecydował się na kolejne skrócenie długości najazdu. Tym razem, żeby zdobyć dodatkowe punkty za niższą belkę - w tym przypadku ósmą. Granerud skoczył 140,5 metra i wyprzedził Słoweńca, ale zaledwie o 0,8 punktu!
- To był ruch geniusza - opisywał później ekspert telewizji NRK, Johan Remen Evensen. - A Granerud? Nie powinno być możliwe, żeby skoczyć tak daleko w tych okolicznościach. Fantastyczne zwycięstwo. Cieszę się i teraz jestem już podekscytowany tym, czy w Zakopanem dogoni Roara Ljokelsoeya. Oby jego kariera trwała jak najdłużej - mówił były skoczek. Nawiązał do klasyfikacji największej liczby zwycięstw norweskich zawodników w Pucharze Świata. Obecnie Granerud zrównał się w niej z drugim w historii Andersem Jacobsenem i brakuje mu tylko jednego zwycięstwa do Ljokelsoeya, który ma ich jedenaście.
Po konkursie Granerud był zadowolony ze swojego zwycięstwa, ale podkreślał, że myślami jest z Eirin Marią Kvandal. - Jest mi przykro z powodu tego, co jej się stało. Cieszę się wygraną, ale atmosfera nie jest najlepsza. To sytuacja, w której nie powinno się zapeszać, ale to nie wyglądało dobrze - wskazał cytowany przez portal nettavisen.no. - Mój drugi skok był w porządku, ale czułem, że było ciężko. To nie jest fajne uczucie, gdy chciałbyś dostać podmuch pod narty - opisał Granerud. - Przed jego skokiem była kompletna cisza, a i tak sobie świetnie poradził. Teraz widać, że system rekompensat działa dobrze - ocenił Alexander Stoeckl.
Szansa na pobicie rekordu Ljokelsoeya dla Graneruda nadejdzie już w weekend 12-14 lutego w Zakopanem. Wtedy na Wielkiej Krokwi zostaną rozegrane dwa konkursy, które zastępują odwołaną próbą przedolimpijską w Zhangjiakou. Relacje na żywo na Sport.pl.