System punktów za wiatr w skokach zwariował. Słowa Graneruda dobitnie to potwierdziły. Wielka ułomność

- Czułem, jakbym miał szczęście do warunków - mówił zwycięzca niedzielnego konkursu Halvor Egner Granerud. System rekompensat za wiatr uznał jednak, że skoczek szczęścia nie miał i przyznał mu dodatkowe punkty. To potwierdzenie tezy, że system działa, ale głównie wtedy, gdy nie wieje zbyt mocno. W innym razie - jak w Willingen - potrafi zwariować. I tak będzie zawsze.

Halvor Egner Granerud w kapitalnym stylu wygrał niedzielne zawody w Willingen. Norweg poleciał 149 metrów i zdeklasował rywali, bo drugiego Piotra Żyłę pokonał aż o 19,3 pkt i to w jednoseryjnych zawodach!

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

Słowa Graneruda dobitnie potwierdziły problemy systemu rekompensat

Skok Graneruda wydawał się o tyle imponujący, że system rekompensat punktowych pokazał, że 25-latek wykonał go w trudnych warunkach. System doliczył mu aż 10,6 pkt za niesprzyjający wiatr. Tyle tylko, że wiatr, jeśli faktycznie był, to na dole raczej pod narty, wyraźnie widać było, jak trzyma skoczka w powietrzu. Nie zmienia to faktu, że Granerud wygrał absolutnie zasłużenie. Po zawodach Granerud potwierdził te przypuszczenia. - Było bardzo dobrze. Czułem, jakbym miał szczęście do warunków. Było mi też dość ciepło na górze, mimo że musiałem poczekać na swój skok - powiedział Norweg w NRK po zwycięstwie.

Oznacza to, że w Willingen kolejny raz dostaliśmy potwierdzenie tego, że system rekompensat za wiatr w skokach narciarskich działa, ale właściwie tylko wtedy, gdy nie wieje zbyt mocno. A najlepiej, by wiało z jednego kierunku. W innym wypadku obliczenie średniej ważonej wiatru na podstawie siedmiu czujników jest niemal niemożliwe. A najgorzej, jeśli wieje boczny wiatr, który na dodatek zmienia swoją moc i kąt wpadania na zeskok. I właśnie z tą newralgiczną sytuacją spotkaliśmy się w niedzielnych zawodach, bo wiatr wiał głównie z prawej strony zeskoku (patrząc od góry). Niestety, w tej sytuacji i przy obecnym systemie FIS nie jest w stanie uniknąć problemów związanych z rekompensatami, które nie zawsze będą oddawać rzeczywistość. I system zawsze będzie się mylić. 

"Różnica między maksymalną rekompensatą (29 pkt, Michaela Haybocka) a minimalną (-6,7 pkt, Żigi Jelara) wyniosła 35,7 pkt. Od wprowadzenia przeliczników w 2010 r. tylko cztery razy różnica w jednej serii była większa" - pisze na Twitterze profil "Skoki narciarskie na wykresie i w liczbach".

Dlatego dochodzi do tak dziwacznych obliczeń, jak choćby przy skoku Graneruda, czy przed dwoma laty przy skoku Ryoyu Kobayashiego w Niżnym Tagile, gdy widać było mocny wiatr pod narty, a skoczek miał bardzo dużo dodanych punktów? - Kiedy wieje z różnych kierunków, ten system wariuje. Czasem wychodzą z tego liczby, które nie muszą być prawdziwe, ale takie są skoki narciarskie - mówił dla skijumping.pl trener Polaków Michal Doleżal po sobotnim konkursie. 

Jak działa system? 

Nie wszyscy to pewnie wiedzą, więc warto przypomnieć, jak właściwie system dokonuje pomiarów. Na dużych obiektach dokonuje się siedmiu pomiarów z przyrządów rozstawionych naprzemiennie po obu stronach zeskoku, na normalnych skoczniach jest ich pięć, a na skoczniach do lotów dziesięć. Warunki mierzone są dla każdego zawodnika osobno i w czasie oddawania skoku. Skoczek, który wychodzi z progu, uruchamia fotokomórkę, a ta włącza czujniki. Na każdym pomiary dokonywane są cztery razy na sekundę przez okres pięciu sekund fazy lotu. 

Rejestracja prędkości wiatru na pierwszym pomiarze zaczyna się dwie sekundy przed wyjściem z progu, a kończy się trzy sekundy po tym, jak skoczek przeleci pierwszy czujnik usytuowany na 10 procent punktu K, czyli na odległości 12,5 m (do rozważań przyjmijmy standardową skocznię K-125). Rejestracja ostatniego pomiaru rozpoczyna się w momencie, gdy skoczek znajduje się w środkowej fazie lotu, a pomiar trwa również przez pięć sekund. Oznacza to, że na dużej skoczni pomiar trwa jeszcze około dwie sekundy po wylądowaniu, a na skoczni normalnej nawet blisko trzy sekundy po wylądowaniu.

Na skoczni dużej jest więc robionych ok. 140 pomiarów w czasie skoku jednego zawodnika, z czego wyciągana jest średnia ważona, która potem przekładana jest na punkty. W przypadku tej średniej najważniejsze nie są pomiary w pierwszej fazie lotu, a nad bulą. Dla skoczni K-125 pomiary powinny być umieszczone na 12., 38., 56., 75., 94., 112. i 131. metrze.

Tak wygląda średnia ważona:

  • 10 proc. wagi dla Pomiaru 1 i Pomiaru 2 (10 i 30 proc. punktu K), 
  • 20 proc. wagi dla P3 i P4 (45 i 60 proc. punktu K),
  • 15 proc. wagi dla P5 i P6 (75 i 90 proc. punktu K),
  • 10 proc. wagi dla P7 (105 proc.+ punktu K) 

Bardzo ważną kwestią jest również to, że system automatycznie wyłapuje osiągniętą odległość przez zawodnika. Można więc uniknąć sytuacji, w której skoczek miał niezwykle zły wiatr na początku i nie doleciał do miejsca, w którym ruch powietrza był bardzo korzystny. Dostaje wówczas tylko punkty za złe warunki atmosferyczne. Bazą jest jednak pierwsze pięć czujników. Jeśli skoczek leci dalej niż 94 m, potem dodaje lub odejmuje się również punkty z kolejnych dwóch pomiarów.

Wiatr w plecy nie oddaje rzeczywistości, choć Miran Tepes to poprawił 

W 2013 r. FIS postanowił wprowadzić korektę w przepisach, która o 21 proc. zwiększyła kompensację punktową za podmuchy w plecy. Inicjatorem tych zmian był Miran Tepes, który przez cały sezon 2012/2013 skrupulatnie notował wszystkie skoki i siłę wiatru. Później przedstawił wnioski, a te zostały zaakceptowane. Wciąż jednak wydaje się, że jest to zdecydowanie za mało. FIS broni się zaś tym, że chciano utrzymać element loteryjności konkursów, dlatego system rekompensaty punktów ustawiany jest na około 75 proc. realnej wartości pomiarów.

O ile Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) dokonała pewnych zmian w przepisach związanych z wiatrem w plecy, to kwestia bocznych podmuchów nadal pozostaje nie do końca rozwiązana. Jeśli wieje choć odrobinę z przodu, to liczony jest wiatr sprzyjający. I za to odejmowane są punkty. I to właśnie wydarzyło się w niedzielę w Willingen.

Więcej o: