Kamil Stoch nie może dołączyć do elitarnego grona. Sędziowie widzą mały problem

Kamil Stoch od lat zachwyca na skoczniach, ale jeszcze nigdy nie udało mu się dostać noty marzeń od sędziów, czyli pięciu not po 20 punktów. Nie zdarzyło się to nawet w decydującym skoku TCS, choć dwóch arbitrów uznało ten skok za idealny. Co jeszcze musi zrobić polski skoczek, by dołączyć do elitarnego grona?

Kamil Stoch od austriackiej części Turnieju Czterech Skoczni skacze niemal perfekcyjnie. Polski skoczek nie dość, że odlatywał rywalom, to robił to w stylu, o którym inni mogli tylko pomarzyć. Halvor Egner Granerud może w tym sezonie już skakał daleko, ale często jego lądowania były pokraczne i niestabilne, za co sędziowie karali go obniżonymi notami.

Zobacz wideo Kamil Stoch ruszył w pogoń za trzecią w karierze Kryształową Kulą"

Czy Stoch dostanie kiedyś pięć dwudziestek?

Kamil Stoch w Bischofshofen dostał aż trzy dwudziestki za styl. Jedną w kwalifikacjach - od czeskiego sędziego Danesa Raicha, a kolejne dwie w drugiej serii konkursowej - od Polaka Andrzeja Galicy i ponownie od Czecha. W sobotnim konkursie w Titisee-Neustadt w drugiej serii Stoch też dostał jedną dwudziestkę, ale reszta pozostałe noty były po 19,5 pkt.

Można się więc zastanawiać, czy Stoch dostanie kiedykolwiek notę marzeń, czyli 5 × 20 punktów. Polak jeszcze nigdy w swojej karierze nie dostał noty marzeń od sędziów. Z drugiej strony chyba każdy polski fan skoków wie, że przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście skoków Stocha zasługiwało na docenienie najwyższą możliwą oceną za styl.

O ile w pierwszej konkursowej serii w Bischofshofen można się było przyczepić do nieco szerokiego telemarku, to w drugiej skok i lądowanie Stocha były już idealne. Przez cały lot nie było ani jednego niepotrzebnego ruchu ręką czy nartą, a skok na 140 metrów został wykończony pięknym telemarkiem. Mimo to tylko dwóch sędziów zdecydowało się na przyznanie Polakowi maksymalnej oceny. Można się zastanawiać, co jeszcze musiałby zrobić Stoch, by wreszcie dostać zasłużone pięć dwudziestek.

Andrzej Stękała skomentował fenomenalny skok w treninguAndrzej Stękała robi furorę. Absolutny fenomen. "Polacy go pokochali"

Dlaczego Stoch nigdy nie dostał "noty marzeń"?

Zapytaliśmy sędziego międzynarodowego, Tadeusza Szostaka, gdzie sędziowie dopatrują się błędów u Kamila Stocha i dlaczego nie wszyscy są skłonni przyznać Polakowi maksymalną liczbę punktów. - Wiadomo, że Kamil w Bischofshofen latał i lądował prawie idealnie, ale jak już się zastanawiamy, dlaczego sędzia mógł odjąć te pół punktu, to mogę zauważyć, że czasem ten wypad w telemarku u Kamila jest odrobinę za krótki. Wiadomo, że między nogą z przodu a nogą z tyłu powinno być około "but różnicy". U Kamila nie zawsze tak jest. Oczywiście tuż po wylądowaniu bardzo szybko i ładnie to rozjeżdża, ale liczy się sam moment zetknięcia nart z ziemią. Wiadomo też, że tutaj dużą rolę odgrywa perspektywa z wieży sędziowskiej. Jeśli "bliżej naszej strony" jest ta bardziej wysunięta noga, to też wydaje się, że telemark jest lepiej wykonany - mówi polski sędzia. 

I dodaje: - Zdarza się też, że telemark Kamila jest odrobinę za szeroki, bo wiadomo, że między nartami powinno być jakieś 12-15 cm przestrzeni. Ale żeby być szczerym, to moim zdaniem telemark w drugiej serii w Bischofshofen był tak na odjęcie 0,25 pkt. Wiemy, że tyle się odjąć nie da, dlatego trzech sędziów dało 19,5 pkt, a dwóch dało 20 pkt i było to słuszne.

 

Dokładny protokół sędziowski zawodów w Bischofshofen pokazuje właśnie, że w drugiej serii trzech sędziów odjęło Stochowi 0,5 pkt za lądowanie, więc sędziowie musieli się tam dopatrzeć delikatnych uchybień.

Wiadomo, że nie ma to większego wpływu na klasyfikację TCS, bo Stoch i tak zdeklasował rywali o 48,1 pkt. Chodzi jedynie o "wisienkę na torcie" i zapisanie się na stałe w historii najładniej skaczących skoczków. Bo to, że Kamil Stoch jest jednym z najlepszych stylistów w historii tej dyscypliny, nie stanowi żadnej kontrowersji. Wszystkich skoków z notą marzeń nie było w historii dużo, ale nie mamy też wątpliwości, że nie wszystkie zasługiwały na takie wyróżnienie. 

Minęło 2118 dni od ostatniej noty marzeń

W całej historii zimowych konkursów w skokach narciarskich tylko dziewięć razy zdarzyło się, by sędziowie przyznali notę marzeń, czyli pięć razy dwadzieścia punktów. Pierwszy raz taka sytuacja zdarzyła się w 1976 roku i notę marzeń dostał Toni Inauer. Stało się to na mamucim obiekcie w Oberstdorfie. Trzy razy same dwudziestki oglądał także Kazuyoshi Funaki, który pięknie latał na mistrzostwach świata w lotach w Oberstdorfie w 1998 roku, a także na igrzyskach olimpijskich w Nagano, oraz w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem w 1999 roku. Ten sam skoczek dwa razy dostawał też same dwudziestki w kwalifikacjach do konkursów PŚ, a także w zawodach LGP. 

Sędziowie nie odjęli żadnego punktu także Svenowi Hannawaldowi i Hideharu Myijahirze w czasie konkursu skoków PŚ w Willingen w 2003 roku. Na kolejne dwudziestki musieliśmy czekać aż sześć lat, bo do ostatniego konkursu TCS w 2009 roku, a kapitalnym skokiem popisał się wtedy Wolfgang Loitzl. Ostatni raz notę marzeń sędziowie przyznali w 2015 roku, w czasie przedostatniego konkursu w Planicy, i to nawet dwa razy. Wówczas lot na 233 metry Petera Prevca został doceniony maksymalną notą, a kilka minut później 244 metry zanotował Jurij Tepes, który też oglądał same dwudziestki. Dla wielu kibiców było to szokiem, bo przez lata sędziowie nie byli tak hojni. 

Po pamiętnym konkursie z 22 marca 2015 roku pojawiło się sporo głosów, że sędziowie po prostu przesadzili z notami i rozdawali je lekką ręką. - Nie jest tak, że sędziowie mają jakiś przykaz, że dwudziestki daję się tylko w specjalnych okolicznościach. Jeśli dany skok podoba się sędziemu, to ma on prawo dać dwadzieścia punktów. To nie jest w żaden sposób zabronione. Wiadomo, że trzeba z tym uważać - mówił nam w poprzednim sezonie polski sędzia Ryszard Guńka, gdy pytaliśmy go o przyznawanie idealnych not.