Halvor Egner Granerud znów narzeka w norweskich mediach. Już znalazł wymówkę

Halvor Egner Granerud we wtorek w każdym skoku latał dalej niż Kamil Stoch, ale za każdym razem lądował dużo gorzej. W Bischofshofen Norweg ma dodatkowy problem związany ze słabo przygotowanym zeskokiem, a w obliczu jego problemów z telemarkiem może to być mała przewaga Polaków, którzy lepiej wykonują ten element. - Ten zeskok może naprawdę ukarać za błędy - narzeka Granerud.

Wtorkowe treningi i kwalifikacje pokazały, że broni w walce o zwycięstwo w 69. Turnieju Czterech Skoczni nie złożył Halvor Egner Granerud, który od pierwszego treningu popisywał się dalekimi lotami. 143, 139 i 140,5 metra to wtorkowe odległości Norwega. Jedno jest pewne 25-latek będzie tutaj bardzo mocny. Skoczek w każdym z wtorkowych skoków latał dalej od Kamila Stocha. Nawet w kwalifikacjach, w których polski skoczek był lepszy od Graneruda o 0,9 pkt.

Zobacz wideo Słowa Graneruda to akt frustracji. Przeprosił i sprawa jest zakończona"

Stoch ma przewagę w notach sędziowskich

Olbrzymią przewagą Kamila Stocha są jednak oceny sędziowskie, bo nawet we wtorkowym skoku kwalifikacyjnych Polak dostał znakomite noty. Czeski sędzia przyznał mu nawet 20 punktów, a taka nota pojawiła się dopiero drugi raz w tym sezonie. Za pierwszym razem też obejrzał ją Stoch, tyle że w pierwszym konkursie w Engelbergu.

Mimo tego, że Stoch lata daleko, to każdy skok kończy niemal perfekcyjnym telemarkiem, za co sowicie nagradzają go sędziowie. Granerud żadnego ze swoich trzech wtorkowych skoków nie wykończył ładnym telemarkiem. Ba, pierwsze dwa skoki to wręcz lądowania "na dwie nogi", za które sędziowie mogliby przyznać Norwegowie maksymalnie 17 punktów - znając obecny system oceniania w praktyce.

W kwalifikacjach Granerud dostał noty 18, 17,5, 18,5, 18 i 18 i w stylu stracił do Kamila Stocha 3,5 punktu w jednym skoku. Oznacza to mniej więcej dwa metry straty. Można więc stwierdzić, ze to co nadrobił dłuższym skokiem, stracił na lądowaniu. W tym sezonie Granerud zaimponował lądowaniem właściwie tylko raz, w kwalifikacjach w Innsbrucku. Tylko trzeba pamiętać, że to zdecydowanie mniejszy obiekt i tam akurat Norweg lądował na odległości 129 metrów. 

Niespodziewany i dodatkowy problem

Granerud od początku sezonu ma problem z dobrym wykończeniem dalekich skoków, a w Bischofshofen dochodzi kolejna trudność. Jest nią słaby przygotowany zeskok. - Jest bardzo twardo i nierówno. Cóż, takie są warunki pogodowe. Przyszedł ostry mróz. Mam nadzieję, że organizatorzy poprawią stan zeskoku - mówił Kamil Stoch w rozmowie ze skijumping.pl. - Widać, że jest taka bryła lodowa i dziury na zeskoku - dodawał Zniszczoł.

Jeśli do środy organizatorzy nie uporają się z tym problemem, to może być to mała przewaga Polaków, którzy telemark wykonują lepiej od Graneruda. A on sam po wtorku przyznawał się do problemów na zeskoku.- Nie byłem do końca zadowolony z lądowania. Trochę mną rzucało. Ten zeskok sprawia, że są duże możliwości popełniania błędów. Ten zeskok może naprawdę ukarać za błędy. To może mieć duże znaczenie w środę - powiedział Norweg w rozmowie z tv2.no.

Wiele wskazuje na to, że pogoda nie będzie zbyt łaskawa dla organizatorów i w miejscu, gdzie stoi skocznia cały czas będzie się utrzymywała temperatura w okolicach lub nawet poniżej zera stopni Celsjusza. A to może oznaczać, że zeskok będzie twardy również w środę. To miejsce słynie z dość specyficznego mikroklimatu, który jest związany również z przepływającą niedaleko rzeką i zawsze można odnieść wrażenie, że na skoczni jest dużo zimniej niż w samym mieście. 

Stoeckl będzie musiał ryzykować?

Kto wie, czy rozwiązaniem dla Stoeckla nie będzie więc próba obniżania rozbiegu. Wówczas skoczek musiałby skoczyć co najmniej 134,5 metra, by zostały mu doliczone punkty z tytułu obniżonej belki. Może się jednak okazać, że lądowanie przez Graneruda skoków poza granicą 140 metrów wcale nie dawałoby mu zbyt dużej korzyści. Podobnie jak miało to miejsce w pierwszym treningu. 

Jeśli Granerud zaliczyłby słabe lądowanie na noty po 16 pkt, to Stochowi wystarczy krótszy lot z notami 19 pkt i w ten sposób jest w stanie nadrobić pięć metrów. A przecież przewaga Polaka w klasyfikacji TCS wynosi 20,6 pkt. Austriacki trener Norwegów już w tym sezonie pokazał, że nie boi się zagrywek z obniżaniem belki i to właśnie dzięki niej Norwegowie zdobyli złoty medal w drużynie na mistrzostwach świata w lotach. Wówczas Stoeckl przechytrzył Stefana Horngachera. Miejmy nadzieję, że tym razem będzie inaczej.  Początek zawodów o godzinie 16.45.