Potworny pech faworytów Turnieju Czterech Skoczni. Jury patrzyło i nic nie robiło

Kamil Stoch we wspaniałym stylu wygrał trzeci konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku! Polski skoczek został nowym liderem TCS, a wielkiego pecha mieli dwaj dotychczasowi liderzy, Karl Geiger i Halvor Egner Granerud. Nie będziemy zdziwieni, jak tym razem norweskie i niemieckie media będą złe, tak jak to zdarzało wielokrotnie nam, gdy tracili Polacy. Bo nie dość, że nasi rywali nie trafili na najlepsze warunki, to nie wytrzymali presji i popełniali błędy.

Kamil Stoch zdeklasował konkurencję w czasie trzecie konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Polak pokonał drugiego Anże Laniska o 12 punktów, a trzeciego Dawida Kubackiego o 13,3 pkt! Kapitalnie wypadł także Piotr Żyła, który zajął  czwarte miejsce! Po tym konkursie dużo będzie się jednak mówiło o wietrze i pracy jury. Bo to znowu się nie popisało. Choć pierwszy raz od dawna, to akurat Polacy nie stracili na warunkach. Nie chcemy w żaden sposób umniejszać niewiarygodnej postawie Stocha czy znakomitej formie Kubackiego, ale zwrócić uwagę na kolejny systemowy problem w skokach. Mianowicie popularny "taniec z belkami". Często mocno opóźniony w stosunku do wydarzeń na skoczni.

Zobacz wideo Stoch przegrał z własnymi oczekiwaniami, Stękała może dać nam dużo radości"

Start konkursu zapowiedział problemy

Konkurs w Innsbrucku zaczął się od skoków z 11. belki i już po trzech pierwszych próbach wiedzieliśmy, że prędzej czy później jury może mieć spore problemy. A to dlatego, że pierwsi skoczkowie latali ponad HS skoczni Bergisel przy mocnym wietrze pod narty. Po kilkunastu skokach obniżono belkę do pozycji numer 10, a po chwili do belki numer 9. Skoki nie były już tak okazałe, ale w pamięci trzeba było mieć to, że jeśli warunki by się tylko odrobinę pogorszyły, to skoczkowie mieliby duże problemy z osiąganiem dobrych skoków. Głównie ze względu na niskie prędkości najazdowe i fakt, że skocznia Bergisel nie należy do łatwych i tutaj każdy dodatkowy błąd karany jest dużo krótszym skokiem.

Kamil Stoch podczas Turnieju Czterech SkoczniKlasyfikacja generalna Turnieju Czterech Skoczni. Dwóch Polaków na czele! Ogromne zmiany po konkursie w Innsbrucku!

Pech faworytów TCS, ale też błędy

I pech chciał, że w pierwszej serii trafiło na faworytów. Tuż przed Karlem Geigerem warunki zaczęły się pogarszać, a sam Geiger skoczył przy wietrze ok. 0,6 m/s pod narty, ale były to dużo gorsze warunki niż w przypadku najlepszych. Skoczek poleciał 117 metrów i tylko systemowi KO zawdzięcza to, że awansował do drugiej serii. Oczywiście skok też nie należał do najlepszych, widać było niestabilny lot, ale mogło to również wynikać z faktu, że złe warunki po prostu przyciągały jego narty do zeskoku.   Jeszcze większego pecha miał Halvor Egner Granerud, który za wiatr miał odjęte tylko 3,3 pkt. I skończył pierwszą serię na 30. miejscu. A gdyby nie fakt, że konkursy rozgrywane są w systemie KO, to Norweg skończyłby pierwszą serię na 35. miejscu. - Popełniłem też błąd na progu i za szybko spadłem - dodawał Granerud dla norweskich mediów. Po konkursie miał więcej do powiedzenia i... zaskakująco odniósł się do Polaków. - Zdecydowanie mieli więcej szczęścia niż ja, ale dziś mieli też więcej szczęścia niż Geiger. To irytujące - mówił Granerud. To dziwne, bo takie słowa w stawce Pucharu Świata raczej nie padają, a skoczkowie mają do siebie niezwykle dużo szacunku, bo wiedzą, że raz szczęścia uśmiecha się do jednego, a innym razem do drugiego.  

Niektórzy powiedzą, że Kamil Stoch i Dawid Kubacki nie mieli dużo lepszych warunków w pierwszej serii.  I jest to prawda. Widać było jednak, że tuż przed skokami Geigera czy Krafta też coś niedobrego dzieje się z tzw. termiką na skoczni. Wobec tego warto docenić skok Stefana Krafta, który w pierwszej serii skakał z bardzo słabym wiatrem, a mimo to potrafił polecieć ponad punkt K. 

W drugiej serii Karl Geiger już się zrehabilitował. Niemiec poleciał aż 128,5 metra i dzięki temu zajął 16. miejsce. Podobnie było w przypadku Halvora Egnera Graneruda, który w drugiej serii oddał skok na 127,5 metra i to pozwoliło mu uzyskać 15. miejsce. 

Zawodnicy numer 1. i 2. w klasyfikacji generalnej TCS (przed Innsbruckiem) ponieśli jednak dość spore straty w TCS. Granerud stracił do Kamila Stocha 27,3, a Geiger 27,4 pkt! Obecnie dalej liczą się w klasyfikacji Turnieju, ale do prowadzącego Stocha tracą już bardzo dużo. Granerud traci już 20,6, a Geiger 24,7 pkt. 

Stoch przebił wszystkich! Wspaniałe zwycięstwo w Innsbrucku! Dwóch Polaków na podium!Stoch przebił wszystkich! Wspaniałe zwycięstwo w Innsbrucku! Dwóch Polaków na podium!

Tym razem Polacy nie stracili, ale problem jest systemowy

Tym razem na loterii dużo zyskali Polscy skoczkowie i nasi kibice nie mają co narzekać na loterię w Innsbrucku, ale prawda jest taka, że problem FIS-u jest systemowy. Chyba każdy fan, który na bieżąco śledzi skoki narciarskie wiedział, że takie ustawienie belki na początku rywalizacji może oznaczać problemy w dalszej fazie konkursu, a gdy pojawią się gorsze warunki, to jury, które składa się z delegata technicznego (W Innsbrucku jest to Ivo Greger, Czech), asystenta delegata technicznego (Mathias Huber, Szwajcar), a także szefa zawodów (Stefan Wolf, Austriak). Niestety, zwykle każde jury reaguje na wszystkie wydarzenia z dużym opóźnieniem i często dochodzi do sytuacji, w której kilku skoczków puszczanych jest na tzw. stracenie. A decyzja jest po prostu spóźniona o kilka skoków. 

To nie Borek Sedlak decyduje o belce, ale też mógłby pomóc

O belce nie decyduje więc Borek Sedlak, który jest asystentem dyrektora PŚ, a właśnie wspomniane jury. Rolą Borka Sedlaka mogłoby być umożliwienie choćby najlepszym skoczkom rywalizacji w dość porównywalnych warunkach.  Niestety, Sedlak często tłumaczy się tym, że jeśli wiatr jest w przyjętym przed zawodami korytarzu, to nie ma możliwości niepuszczenia skoczka. Bo wówczas automatycznie zapala się żółte światło, które pozwala wejść na belkę. Wydaje się jednak, że odpowiedzialny za kontrolę nad warunkami Sedlak powinien mieć jakąś kontrolę i możliwość reakcji, by bezstronnie umożliwiać najlepszym skoczkom świata rywalizację na równym poziomie