Kuriozalny pasek TVP Info ws. skoków. "Głupsze niż rzucanie śnieżkami w Hannawalda"

Dominik Senkowski
Mieszanie się polityków może zaszkodzić polskim skokom narciarskim jeszcze bardziej niż niemiecki sanepid. Najlepszym tego przykładem są ostatnie dni i afera z pierwotnym niedopuszczeniem Polaków do konkursu w Oberstdorfie.

Politycy chętnie wykorzystują sport - zwłaszcza takie zamieszania, jak z naszymi zawodnikami w Oberstdorfie. Od poniedziałkowego poranka obserwowaliśmy wzrost zainteresowania skokami ze strony świata polityki. Zareagowali m.in. premier Mateusz Morawiecki, poseł Arkadiusz Mularczyk i wicepremier Piotr Gliński.

Zobacz wideo Kamil Stoch wymownie skomentował zamieszanie z wykluczeniem polskich skoczków

Krzysztof RatajskiHistoryczny sukces Krzysztofa Ratajskiego! Po dramatycznym meczu awansował do ćwierćfinału MŚ

Politycy i media o skokach

- Dla nas Polaków zima zaczyna się zawsze, gdy zaczynają się skoki narciarskie. To jeden z naszych sportów narodowych, a rodzinne oglądanie skoków to już pewnego rodzaju tradycja niczym niedzielny rosół. Tym bardziej bolą mnie osobiście doniesienia z Oberstdorfu. Nie możemy lekceważyć zagrożenia wynikającego z epidemii, ale nie może być też zgody na rażącą niesprawiedliwość, jaka spotkała naszą reprezentację skoczków narciarskich w rozpoczynającym się za chwilę Konkursie Czterech Skoczni - napisał Morawiecki na Facebooku.

Wpis Mularczyka był jaskrawą próbą wplątania polskich skoków w bieżącą politykę. 

Leo MessiRealizator uchwycił Messiego w końcówce meczu Barcelony. Te obrazki mówią wszystko!

Z kolei Gliński swoimi informacjami publikowanymi na Twitterze wprowadził opinię publiczną w błąd. Napisał, że we wtorek skoczkowie przejdą szybkie testy, a w rzeczywistości przeszli testy już w poniedziałek wieczorem i to metodą PCR. Ich wyniki poznali we wtorek rano - były negatywne - i na tej podstawie mogli przystąpić do konkursu w Oberstdorfie, gdzie Kamil Stoch zajął drugie miejsce. Pomylił się też w sprawie godziny konkursu, bo ten nie ruszał o 16, a o 16.30. 

Wicepremier, który jest także m.in. ministrem sportu, wprowadził niepotrzebny zamęt. Zasiał dezinformację, powoływały się na niego inne media. Na końcu napisał: "Najważniejsze, że wystartujemy". W momencie publikowania tamtego wpisu nie było to pewne, bo Polacy czekali przecież na wyniki PCR. Wicepremierowi zabrakło precyzji w komunikacji.

Temat podchwyciły także m.in. media publiczne. Pasek TVP Info "Niemcy łamią praworządność w skokach narciarskich" to kolejny przykład niepotrzebnego wciągania skoczków w politykę. 

- To się dzieje w niektórych polskich mediach z Niemcami w skokach jest głupsze niż rzucanie w Hannawalda śnieżkami - ocenił dziennikarz Michał Zawada.

Wielkie ryzyko

Reakcja części mediów i internautów była do przewidzenia. Nie dość, że w absurdalnych okolicznościach organizatorzy Turnieju Czterech Skoczni chcieli nas pozbawić udziału w konkursie, to jeszcze tymi organizatorami są Niemcy. Dobrze, że polska dyplomacja na poziomie konsulatu w Niemczech zaangażowała się w pomoc skoczkom w Oberstdorfie. Uczynienie z tego jednak afery politycznej o zasięgu ogólnokrajowym, wmieszanie skoczków w bieżącą politykę, stanowi wielkie ryzyko. Polaków łączy z roku na rok coraz mniej i szkoda, by skoki narciarskie także zostały upolitycznione.