Największa niesprawiedliwość w skokach narciarskich. Kibice mają już dość dziwnego oceniania za styl

Oceny za styl zawsze były powodem wielu dyskusji w skokach narciarskich, ale w tym sezonie liczba kontrowersji przekracza wszystkie granice. Wydaje się, że rozwiązanie problemów mogłoby być banalnie proste, a FIS dysponuje odpowiednimi narzędziami. Niestety chęci zmian nie ma u osób rządzących skokami. - Żadne zmiany nie są planowane - mówi nam Sandro Pertile, dyrektor PŚ.

Widzą to kibice, widzą trenerzy i skoczkowie narciarscy. Widzą wszyscy poza FIS-em, czego dowodem będzie poniższa rozmowa z dyrektorem Pucharu Świata Sandro Pertile. Oceny za styl w skokach narciarskich od lat budzą wielkie kontrowersje, ale w tym sezonie błędy są wręcz absurdalne. I nie jest tak, że poszkodowani są tylko Polacy i na siłę staramy się szukać usprawiedliwień w porażkach. Ostatnie mistrzostwa świata w lotach pokazały, że sędziowie bez problemu mogą przyznać 19 punktów za styl osobie, która wyląduje na dwie nogi z przysiadem, a ukarać notami skoczka, który wykona całkiem porządny telemark. Bo dlaczego nie? Zawsze można się wytłumaczyć tym, że sędzia ze swojego stanowiska niewiele widzi. Wtedy ocenia się często za nazwisko.

Zobacz wideo Kamil Stoch wymownie skomentował zamieszanie z wykluczeniem polskich skoczków

A kto wie, czy w tym Turnieju Czterech Skoczni kluczowe nie będą również noty za styl, bo czołówka imprezy jest niezwykle wyrównana i tacy skoczkowie jak Halvor Egner Granerud, Kamil, Stoch, Dawid Kubacki czy Karl Geiger prezentują niezwykle wyrównany poziom. 

GranerudGranerud pokazał coś, czego jeszcze nie robił. Klucz do zwycięstwa w Innsbrucku. Stoch blisko

Łatwe rozwiązanie, by sędziowie w skokach widzieli powtórkę lądowania

Tylko dlaczego o medalach, chwale i pieniądzach decydują ludzie, którzy niemal co tydzień tłumaczą się tym, że właściwie to oni niewiele widzieli, bo nie mają dostępu do powtórek. Tak, sędziowie w skokach narciarskich nie mają powtórek skoków i oceny przyznają tylko za to, co zobaczą na własne oczy. A wieże sędziowskie często zaprojektowane i usytuowane są źle. Do kluczowego miejsca, czyli linii HS jest kilkadziesiąt metrów. W przeszłości były próby wniesienia do sędziowskich kabin monitorów, ale tłumaczono, że powtórki się zacinały, a maszynki do wystawiania not tuż po skoku zaczynają wydawać dźwięki, które zmuszają do wystawienia ocen. Tylko że w ostatnich latach technologia mocno się rozwinęła, a skoki nadal tkwią sportowo w latach 90. 

Na każdej skoczni w Pucharze Świata jest zamontowany system firmy Swiss Timming, który składa się z czterech kamer nakierowanych na strefę lądowania. To dzięki niemu w skokach mierzona jest odległość - wybiera się odpowiednią klatkę. Wystarczyłoby, żeby obraz z kamer, które są przecież zamontowane na wieży sędziowskiej, często zaledwie kilka metrów od kabin sędziów, transmitować do pięciu monitorów w kabinach sędziów.

Kamery na wieży sędziowskiejKamery na wieży sędziowskiej scren YT FIS

Kamery na wieży sędziowskiejKamery na wieży sędziowskiej scren YT FIS

Żeby ułatwić im ocenę sytuacji, obraz mógłby być opóźniony o kilka sekund, by sędzia mógł obejrzeć go tuż po skoku. I praktycznie nie wydłużyłoby to czasu wystawienia oceny, a jeśli już to o 2-3 sekundy. Dwie minuty dłuższy konkurs dla sędziów, to chyba niezbyt wygórowana cena za większą sprawiedliwość rywalizacji. Ba, kilka lat temu już tak było i sędziowie dysponowali "swoją kamerą", która w kabinach pokazywała zapętlone lądowanie na małych wyświetlaczach. Brak odpowiedniej widoczności to pewnie także efekt niezwykle rozrzuconych ocen Dawida Kubackiego z konkursu w Ga-Pa. Polak w swoim rekordowym locie pofrunął 144 metry i dostał oceny od 17,5 - od szwajcarskiego sędziego, przez trzy noty po 18,5 pkt, aż po 19 pkt od Niemca. Wydaje się, że najbardziej optymalną notą było właśnie to 18,5 pkt, bo choć był to rekordowy skok, to Kubacki wylądował go telemarkiem, ale telemark był zbyt szeroki, a siła grawitacji wcisnęła też nieco Kubackiego w zeskok. Niestety, 17,5 pkt Szwajcara oznacza po prostu... że prawdopodobnie nie uznał on nawet telemarku, a przecież on został wykonany. To jednak nie była duża kontrowersja, bo w tym sezonie zdarzało się ich zdecydowanie więcej. Choćby na MŚ w lotach, gdzie lot Hayboecka zakończony brzydkim lądowaniem został oceniony notami po 19 pkt, a ładny telemark Geigera otrzymał noty po 16 czy 17 pkt. A takich przykładów było więcej. 

Zadaliśmy ważne pytania do Sandro Pertile. Odpowiedzi były nieco zaskakujące

Kibice często w swoich komentarzach dopominają się zmian w ocenach za styl, właśnie dlatego wystosowaliśmy oficjalnego maila do Sandro Pertile, dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich. Opisaliśmy w nim kontrowersyjne sytuacje z tego sezonu, wraz ze screenami i zacytowaliśmy przepisy, które naszym zdaniem nie są odpowiednio respektowane. Zadaliśmy także najbardziej nurtujące wszystkich pytania. Poniżej prezentujemy zapis całej rozmowy, której ocenę pozostawiamy Wam.

Piotr Majchrzak: Czy FIS widzi jakieś problemy z ocenami za styl w skokach narciarskich?

Sandro Pertile: Sędziowie są subiektywną częścią naszego sportu i dlatego musimy zaakceptować różnicę w wynikach sędziów. Jak na razie, jak w każdym sezonie, oceniamy pracę sędziów w skokach narciarskich i oceniamy wszelkie rozbieżności.

Czy FIS planuje wprowadzenie powtórek telewizyjnych dla sędziów? Wystarczyłby tylko obraz ze strefy lądowania i odjazdu.  Przecież na skoczni są już kamery, które służą do pomiaru odległości i pokazują właśnie to kluczowe miejsce. Nie trzeba więc montować kolejnych.

- To jest coś, czego używamy dla sędziów skoków tylko na poziomie Pucharu Świata i mistrzostw świata. 

(na pytanie, o to dlaczego nie użyć tego systemu właśnie w Pucharze Świata, nie dostaliśmy odpowiedzi)

Czy w związku z dużymi kontrowersjami FIS planuje jakiekolwiek zmiany w ocenach za styl?

- Żadne zmiany nie są planowane.

Dlaczego sędziowie praktycznie nie odejmują zauważalnych punktów za błędy przy odjeździe. Jak patrzę na zestawienia FIS-u to, rzadko kiedy jest to więcej niż 1,5 pkt. A zgodnie z przepisami, większe lub mniejsze problemy ze stabilnością powinny kosztować od 0,5 do 3 punktów.  W sumie sędziowie mogą odjąć ich aż siedem (np. przy upadku).

- Musimy oceniać każdy przypadek osobno.

A może rozwiązaniem byłoby umieszczenie dodatkowych sędziów tylko w strefie lądowania. Przy zeskoku stoją też przecież osoby, które zabezpieczają kamerowy system pomiaru odległości?

- Uważamy, że nasz system jest dobrze zorganizowany, stawiamy na edukację i praktykę.

Dlaczego skoczkowie, którzy mają silny wiatr w plecy, są dodatkowo karani? Jeśli ktoś skacze na 120 metrów i za wiatr od tyłu uzyska 18 punktów, to dostanie niższe oceny za styl niż gdyby ktoś skoczył 130 metrów i dostał 0 punktów za wiatr pod narty. A przecież łącznie dostali tyle samo punktów. Następnie sędziowie powiedzą, że skoczek „nie korzystał z pozycji aerodynamicznej” - dlatego poleciał bliżej i dostał niższe noty! Ale to absurd, ponieważ obaj mieliby taką samą liczbę punktów. Jest to więc podwójne karanie!

- Zawsze omawiamy ten temat na naszym regularnym seminarium edukacyjnym dla sędziów skoków. Większość sędziów potrafi wziąć pod uwagę wiatr. 

Czy nie uważa pan, że to duży problem PR-owy dla skoków narciarskich? Fani się z tego śmieją, jest wiele memów. Fatalne błędy obrzydzają kibicom oglądanie skoków. Piłka nożna rozwiązała ten problem za pośrednictwem VAR. Skoki narciarskie są nadal w sporcie lat 90.

- Mamy inne zdanie. Rozmawiamy o jakimś jednym przypadku. Większość przypadków jest okej.

Na koniec mam pytanie, czy istnieje coś takiego jak ranking sędziów? Czy sędziowie otrzymują oceny za swoją pracę po każdym konkursie? Obserwując zawody trudno nie oprzeć się wrażeniu, że są osoby, które mocno faworyzują zawodników ze swojego kraju. 

- Mamy system, który karze tych sędziów skoków, którzy działają w ten sposób. Jest on rejestrowany w ujęciu rocznym.

FIS nie widzi problemów. FIFA też uważała, że futbol powinien być wszędzie taki sam

Jak widać, FIS nie widzi większych problemów w ocenach za styl i trudno się spodziewać zmian w najbliższym czasie, mimo że niektóre problemy i kwestię powtórek dla sędziów można by rozwiązać zaledwie w kilka godzin. Potrzebne byłoby tylko pięć dodatkowych monitorów, kilkanaście metrów kabla, prosta konsola do realizacji i łatwy program do realizacji obrazu. Koszt przedsięwzięcia jest do zamknięcia w kwocie tysiąc euro, a warto zauważyć, że każdy organizator, który chce mieć na swojej skoczni laserową linię "to beat", czyli tą, co jest wyświetlana na zeskoku musi zapłacić firmie Swiss Timming około siedem razy więcej. 

FIS broni się tym, że ten system jest dostępny tylko w Pucharze Świata i na najważniejszych imprezach, ale jeszcze niedawno piłka nożna broniła się przed wprowadzeniem systemu VAR, twierdząc, że futbol na najwyższym poziomie oraz na poziomie klasy okręgowej powinien wyglądać tak samo. Dziś już mało kto o tym pamięta, a VAR pozwala uniknąć wielu błędów. Nie wszystkich, ale większości. Podobnie mogłoby być w skokach narciarskich, a FIS ma już właściwie gotowe rozwiązanie, tylko nie chce z niego skorzystać.

FIS prosi się o kolejny koronawirusowy skandal. Kuriozalny terminarz testówFIS prosi się o kolejny koronawirusowy skandal. Kuriozalny terminarz testów

Podwójne karanie, bo sędziowie nie widzą też punktów za wiatr i belkę

Inną kwestią, którą wspomnieliśmy w rozmowie z Sandro Pertile jest fakt karania skoczków notami za krótkie skoki. Furtką dla sędziów jest zawarte w przepisach sformułowanie o tzw. aerodynamicznej pozycji w locie, która pozwala na bardzo dalekie skoki. A według niej, im bardziej aerodynamiczna sylwetka, tym dłuższy lot. I to jest pytanie, na które FIS nie jest w stanie odpowiedzieć już od 2010 roku, gdy wtedy pojawiły się rekompensaty za wiatr. Sędziowie w swoich kabinach nie widzą przecież czy w danym momencie wieje w plecy, czy pod narty. Nie mają również informacji, czy obniżana jest np. belka. - Zgadzam się, że skoczkowie są surowo karani za krótkie skoki z wiatrem z tyłu. Zatem albo sędziowie powinni brać pod uwagę wszystkie czynniki, albo punkty za wiatr powinny rekompensować również utracone punkty za styl - mówi w rozmowie ze Sport.pl trener Norwegów Alexander Stoeckl.

Wydaje się, że prostym rozwiązaniem byłoby ustawienie monitorów Swiss Timming w kabinach sędziowskich, by każdy bez problemu widział, w jakich warunkach skaczą zawodnicy, a jeśli system rekompensat faktycznie doda lub odejmie określoną liczbę punktów, sędziowie mogą sobie to przełożyć na realne metry i wtedy dokonać realnej oceny skoku. Inną opcją są jaśniej określone reguły oceniania i dokładniejsze rozliczanie sędziów z wystawianych ocen, bo te czasem naprawdę bywają kuriozalne. 

Ocenianie za nazwisko. Doleżal był wkurzony

Ocenianie stylu skoczków za nazwisko nie jest niczym nowym. I doskonale opisuje to anegdotka Piotra Fijasa, którą opowiedział w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem. - Na mistrzostwach świata w Oslo w 1982 roku to najlepiej wyszło. Tam była taka mgła, że - jak się okazało - sędziowie z wieży zupełnie nie widzieli zawodów. Mnie zachwiało, wypięło mi nartę, wywróciłem się, a sędziowie wypunktowali mnie na 17-17,5 punktu. Jak takie noty wyskoczyły na świetlnej tablicy, to publiczność zaczęła tupać, gwizdać, buczeć. Ludzie widzieli, że siedzę na tyłku, a sędziowie nie widzieli. Nawet zachowałem sobie na pamiątkę zdjęcie z jakiejś norweskiej gazety, na którym ja siedzę po upadku i obok tej fotografii są wypisane noty, które dostałem. A pod zdjęciem i notami jest jeszcze dziennikarski komentarz. Zamieszanie się zrobiło duże i odliczono mi po 10 punktów od każdego sędziego - mówi Fijas w tej rozmowie.

W niedawnej rozmowie z magazynem "Trzecia seria" na YT TVP Sport Michal Doleżal stwierdził, że był wręcz wkurzony na sędziów, którzy w Wiśle i Kuusamo zupełnie nie doceniali lotów lądowań młodego polskiego skoczka Pawła Wąska, który w locie przypomina wręcz Kamila Stocha, a trudno się również przyczepić do jego telemarków. Mimo tego zupełnie nie znajduje to odzwierciedlenia w notach za styl, bo skoczek nie ma jeszcze wyrobionego nazwiska. 

Dawid KubackiNiuans zdecydował, że Kubacki lata kilkanaście metrów dalej. Klucz do sukcesu w TCS

Eksperci są zgodni. Oceny potrzebują zmian

Niestety, wiele wskazuje na to, że w skokach w najbliższym czasie nic się nie zmieni. FIS nie widzi wszak problemu w tym, że właściwie co weekend mamy wielkie kontrowersje, które wynikają z tego, że sędziowie rzadko kiedy widzą więcej niż zwykły kibic przed telewizorem. Wystawiane przez nich oceny często wystawiane są przez pryzmat nazwiska zawodnika, a sami arbitrzy często nie mają wystarczającej wiedzy na temat tego co dzieje się na skoczni.

- Zgadzam się, że sprawa sędziów musi zostać omówiona, ponieważ lądowanie ma ogromny wpływ na punkty za styl. Moim zdaniem sędziowie powinni być umieszczeni bliżej miejsca, w którym odbywa się cała akcja. Czyli po prostu powinni być umieszczeni w pobliżu rozmiaru skoczni.  Kibice dyskutują i mają swoje opinie, a to jest dobre dla sportu, bo ludzie o nas mówią. W sumie powinniśmy być szczęśliwi, że mamy zarówno subiektywny osąd kibiców, jak i obiektywny dystans sędziów. Nie ma prawie żadnego sportu, który łączy oba te czynniki - dodaje Stoeckl.  

Więcej o: