Mocne oskarżenia Ziobry: "Horngacher dokonał sabotażu. Zostawił totalną pustkę i dziurę"

Jan Ziobro był gościem magazynu "3. seria" w TVP Sport, w którym odpowiedział m.in. o czasach odstawienia go od kadry narodowej polskich skoczków, gdy trenerem był Stefan Horngacher. - To trzeba jasno powiedzieć: wtedy w polskich skokach przeprowadzało się sabotaż. Prezes nie powinien na to pozwolić - mówił.

W lutym 2018 roku Jan Ziobro zaczął się żalić w internecie na nieuczciwe traktowanie go przez ludzi ze sztabu trenerskiego. Skoczek nagrał trzy filmy, które opublikował w mediach społecznościowych, na któych tłumaczył na przykładach, jak go pomijano przy powoływaniu kadry na niektóre zawody. Polski Związek Narciarski próbował załagodzić konflikt z zawodnikiem, ale ostatecznie to się nie udało. Od tamtego czasu kariera Ziobry jest zawieszona.

Zobacz wideo "Stoch przegrał z własnymi oczekiwaniami, Stękała może dać nam dużo radości"

Po opublikowaniu wspomnianych filmików i udzieleniu kilku wywiadów, m.in. Piotrowi Majchrzakowi ze Sport.pl, po kilkunastu miesiącach ciszy skoczek we wrześniu tego roku porozmawiał z dziennikarzami i przyznał, że jest w stanie pogodzić się z władzami PZN. - Myślę, że jeżeli byłaby wola z drugiej strony pogodzenia się i wyciągnięcia sobie dłoni, to ja byłbym w stanie to zrobić. Ale już naprawdę, a nie tak, jak było kilkanaście razy, że podawaliśmy sobie dłonie, ja wychodziłem, a ten przysłowiowy nóż nadal był mi wbijany w plecy - powiedział 29-latek w rozmowie sport.interia.pl.

Ziobro: "Na polskich skokach przeprowadzało się sabotaż. Prezes Tajner nie powinien na to pozwolić"

- Tej złej krwi było dość dużo, ale nie wiem, czy coś by dało to, że teraz zadzwoniłbym do prezesa Tajnera. Przed filmikami, które publikowałem, wielokrotnie chciałem porozmawiać z prezesem, ale on mojego telefonu nie odbierał. Teraz mogłoby być tak samo. Z perspektywy czasu nie żałuję, że je nagrywałem i ludzie się dowiedzieli, jaka była prawda - tłumaczył Ziobro zaproszony do magazynu "3. seria" w TVP Sport. - Ale przestałem je nagrywać, bo nie chciałem się dłużej denerwować, a to, co ludzie usłyszeli, jest wystarczające. Wtedy nie chciałem odpowiadać każdemu z osobna na pytania: "A czemu skończyłeś, czemu dalej nie skaczesz?". Każdy może sprawdzić, jakie były wtedy moje wyniki i gdzie byłem wysyłany na zawody. Myślę, że wielu ludzi w Polsce wie, jak tak naprawdę było i dlaczego tak się skończyło. Rzucanie nazwiskami byłoby tylko pretekstem do ciągania się po sądach i takich rozwiązań, a one nie były potrzebne - ocenił Ziobro. 

 

Polak dostał pytanie, czy gdyby trenerem kadry był Michal Doleżal, a nie Stefan Horngacher, udałoby się tę sprawę załatwić polubownie. - Stefan moim zdaniem przyszedł do Polski pokazać się dla niemieckiej federacji. Wiedział, że z kilku zawodników będzie mu tu łatwo zrobić dobre rezultaty, a potem będzie mógł wrócić. Nigdy nie mieliśmy ze sobą jakiegoś konfliktu z trenerem, nie miałem do niego żadnego żalu. Gdy przychodził do Polski, to miałem nadzieję, że pomoże mi wrócić do czołówki, ale miał uprzedzenia. (...) To trzeba jasno powiedzieć: wtedy w polskich skokach przeprowadzało się sabotaż. Na zawodników nie powinny wpływać takie reguły, a prezes nie powinien na to pozwolić. Za tymi czterema zawodnikami, których Horngacher doprowadził do naprawdę dobrego poziomu, zostawił totalną pustkę i dziurę - wskazywał skoczek. 

Dawid Kubacki wraca na Turniej Czterech Skoczni rok po wielkim triumfie. Dawid Kubacki wraca na Turniej Czterech Skoczni rok po wielkim triumfie. "W skokach nie ma powtórek"

"Pewnie wielu zada sobie pytanie, dlaczego on miałby robić ten sabotaż. Żeby takiemu Markusowi Eisenbichlerowi nie zagrażał zawodnik z Polski"

- Gdzie jest dzisiaj Krzysiek Biegun, gdzie są Bartek Kłusek, Krzysiek i Grzesiek Miętus? Gdzie mamy juniorów, jaki prezentują poziom? To są nazwiska, które do polskich skoków nie wrócą i to jest efekt tego sabotażu - opisał Ziobro. - Oni nie byli tak dotknięci, jak ja, może powinni to powiedzieć, ale nie mówili. Nie wiem, w jakim stopniu byli dotknięci tym działaniem. Ale wiem, że były to czasy, kiedy zawodnicy kadry B nie mieli pieniędzy na to, żeby sobie dojechać na trening. Może dlatego skończyli kariery, bo nie mieli na chleb. Chcieli być samowystarczalni i nie mogli dalej skakać. (...) Nie mówię złego słowa na to, jakim szkoleniowcem jest Stefan Horngacher. Pewnie wielu zada sobie pytanie, dlaczego on miałby robić ten sabotaż. Otóż dlatego, żeby takiemu Markusowi Eisenbichlerowi nie zagrażał zawodnik z Polski - stwierdził. 

Piotr Żyła w wywiadzie po konkursie w EngelberguZwariowany wywiad Piotra Żyły w Engelbergu. "Nie wiem, bo byłem pijany" [WIDEO]

Jak teraz Ziobro zareagowałby na osoby ze sztabu czy związku, z którymi wtedy nie było mu po drodze? - Patrząc z perspektywy czasu, pewnie podałbym teraz rękę ludziom, z którymi pracowałem. Człowiek wierzący powinien przebaczać i ja im przebaczam. To jest najbardziej wartościowe. Ale myślę, że gdyby to choćby Andrzej Stękała był na moim miejscu, już dużo wcześniej odłożyłby narty w kąt. Chciałem to robić na 100 procent, przez 2-3 lata się męczyłem, potem stwierdziłem, że nie ma sensu - zakończył Ziobro.