Kamil Stoch liczy na coś zdecydowanie większego. Wymowne kilka sekund tuż po skoku

Kamil Stoch 72. raz w karierze stanął na podium Pucharu Świata i przełamał konkursową niemoc z początku sezonu! Skoczek kolejny raz potwierdził, że skocznia w Engelbergu to jeden z jego ulubionych obiektów, choć w sobotę nie było wielkiej radości. Raczej oddech ulgi, że wreszcie w konkursie udało się oddać bardzo dobre skoki. Ale ten brak wielkiej euforii pokazuje również, że Stoch liczy po prostu na dużo więcej i nawet drugie miejsce, to nie jest to, czego oczekuje.

Kamil Stoch zajął drugie miejsce w konkursie Pucharu Świata w Engelbergu. Najlepszy okazał się Halvor Egner Granerud, a trzecie miejsce zajął Anze Lanisek. Polacy zaliczyli rewelacyjny konkurs, bo aż czterech biało-czerwonych znalazło się w czołowej dziesiątce. 

Zobacz wideo Stoch walczył z własnymi ambicjami. Stękała może nam dać dużo radości

Nie było wielkiej radości, tylko oddech ulgi

Na wyświetlaczach obok nazwiska Stoch pojawia się cyfra "1", która oznacza, że skoczek już na pewno pierwszy raz w sezonie stanie na podium Pucharu Świata i będzie to co najmniej drugie miejsce, a na twarzy skoczka nie było wielkiej radości.  Było za to głębokie westchniecie i wypuszczenie powietrza. Gdyby dało się usłyszeć dźwięki emocji, to na pewno byłby to dźwięk wielkiego kamienia, który spada z serca skoczka, który w tym sezonie czarował dotąd w treningach i kwalifikacjach, ale w pierwszych seriach konkursów popełniał błędy i to również uniemożliwiło mu walkę o jedyne trofeum, którego jeszcze w karierze nie ma. Chodzi oczywiście o złoty medal mistrzostw świata w lotach. Być może dlatego też u Stocha nie było wielkiej radości po podium, bo to, co miało być najważniejsze, zdarzyło się tydzień temu i wtedy akurat medalu nie było. A dla Stocha liczyło się przecież właściwie tylko złoto. 

 

Kolejne przełamanie w Engelbergu?

Engelberg kolejny raz przyniósł jednak przełamanie w skokach Kamila Stocha! W swojej karierze skoczek z Zębu 16 razy stawał na podium PŚ w grudniu i aż 10 razy robił to właśnie w Engelbergu. Ba, w ostatnich 10 sezonach Stoch miał tylko jeden sezon, gdy wystartował w Szwajcarii i nie wrócił stamtąd z miejscem na podium. To jeden z jego ulubionych obiektów i doskonale potwierdzają to również wyniki.  W sumie dla Stocha było to już 72. podium w jego karierze w Pucharze Świata, choć wszyscy kibice zastanawiali się nawet, czy Polak tym razem nie zasłużył na 37. zwycięstwo, bo kolejny raz pojawiły się kontrowersje w notach sędziowskich dla Halvora Egnera Graneruda. Tym razem nie ma co tego jednak roztrząsać, bo w obu seriach Stoch był w sumie lepszy od Norwega o 4,5 pkt, a przegrał z nim zaledwie o 2,2 pkt. A jak sam Granerud stwierdził, to były chyba jego najlepsze skoki w sezonie. Stoch zaś kolejny raz narzekał na drobne błędy i mówił w rozmowie z TVP, że skacze na jakieś 80-90 procent swoich możliwości i nie może być jeszcze w pełni usatysfakcjonowany. A jeśli tak ma wyglądać 80 procent mocy Stocha, to boimy się o rywali, gdy Polak osiągnie 100 procent...

- Zawsze trochę tak miał. Gdy zwyciężał w Turnieju Czterech Skoczni sezon rozpoczynał od paru dobrych, ale nie fenomenalnych konkursów. I tak naprawdę rozpoczynał sezon w Engelbergu, a forma urosła mu tak, że wygrał Turniej. Więc taki tradycyjny Kamil Stoch wolno się rozpędza, ale potem lata wysoko i daleko (śmiech). Tak, na pewno będzie dla nas niebezpieczny. Spodziewałem się od niego więcej w Planicy, bo wiem, jak lubi tę skocznię i jak zawsze chce być w dobrej formie na loty, ale może to nie był dla niego idealny moment. Ale nie zapominam, jak świetnym skoczkiem jest Kamil Stoch. Pozostaje jednym z najlepszych na świecie i wiem, że wciąż może być bardzo mocny tej zimy - mówił w niedawnej rozmowie ze Sport.pl Stefan Horngacher, trener niemieckiej kadry, który doskonale zna przecież Stocha. 

Stoch na ten moment przegrywał ze sobą. Pierwszy skok decydował

Michał Doleżal jest absolutnie pewny, że Kamila Stocha nadal stać jest na zwycięstwa, a fakt, że za kilka miesięcy skończy 34 lata, nie powinien być tu aż tak dużym problemem, bo Polak jest obecnie w szczycie swojej formy fizycznej. I mówią to badania doktora Haralda Pernitscha, odpowiedzialnego za przygotowania formy skoczków. I tę formę fizyczną doskonale widać było u Stocha właśnie w treningach. 

Problemem początku sezonu u Stocha było jednak to, że skoczek nie do końca radził sobie z presją swoich oczekiwań. Własnych ambicji, które tylko sam sobie narzuca. To go blokowało i doskonale widać był to właśnie w pierwszych konkursowych, gdy pojawiał się stres, który powodował nawarstwianie się błędów. U Stocha też nie jest to żadna nowość. Jeśli skoczek czuje, że może skoczyć daleko, to w konkursie chce zaryzykować i zrobić "więcej niż w danym momencie się potrafi", u Stocha wtedy pojawiają się kolejne błędy, które obniżają jego pewność siebie. I dochodzi do spirali błędów. Tak było choćby w zeszłorocznym Turnieju Czterech Skoczni, gdy skok z pierwszej serii w Oberstdorfie kompletnie rozregulował zawodnika, który jechał do Niemiec z przekonaniem, że będzie walczył tam o najlepsze miejsca. Później trzeba było wrócić do podstaw skoków, co odłożyło wybuch jego formy aż do marca. A jak wiadomo, wszystkie plany na medal w lotach zniweczyła wówczas pandemia. Możemy mieć tylko nadzieję, że to pierwsze podium w sezonie zdejmie z niego trochę ciężaru własnych ambicji i do kolejnych konkursów przystąpi z większym luzem.