Stoch miał ogromne szczęście. Jury zareagowało w ostatniej chwili [WIDEO]

Kamil Stoch kolejny raz rozbudził nadzieje kibiców kapitalnymi skokami na treningach, choć małe otrzeźwienie przyszło już w kwalifikacjach. Na uwagę zasługuje jednak to, co Stoch zrobił w momencie lądowania w drugim treningu. Skoczek pofrunął dwa metry poza oficjalny rekord skoczni i mimo niesprzyjających warunków wykonał telemark! Tak długi lot mógł się zakończyć bardzo niebezpiecznie, ale Stoch popisał się mistrzowskim opanowaniem i techniką, której inne gwiazdy mogą zazdrościć. Engelberg jest idealnym miejscem na przełamanie, bo właśnie tam wielokrotnie już do tego dochodziło.

Od początku sezonu kibice skoków narciarskich zastanawiają się, co się dzieje z Kamilem Stochem. Reprezentant Polski w tym sezonie mocno podpuszcza fanów kapitalnymi, wręcz rekordowymi skokami w seriach treningowych i kwalifikacjach, ale gdy przychodzi czas konkursu, nagle na rozbiegu widzimy kompletnie innego Stocha. Jakby zestresowanego, przytłoczonego liczbą błędów, która ni stąd, ni zowąd pojawia się w jego pozycji dojazdowej i skoczek nagle ląduje kilkanaście metrów bliżej.

Zobacz wideo Stoch przegrał z własnymi oczekiwaniami. Dlatego pojawiają się proste błędy

Stoch rozbudza nadzieję w treningach, potem przychodzi zimny prysznic

Tak było choćby w Wiśle, gdzie Stoch dobrze skakał w treningach, a kwalifikacje nawet wygrał. Tak też było w Kuusamo, gdzie tuż przed sobotnim skokiem huknął 137,5 metra, ale w pierwszej konkursowej serii było to już tylko 125,5 metra, by w finale znowu polecieć 136 metrów. Historię niedawnych mistrzostw świata w lotach wszyscy znamy, bo tam też Stoch odlatywał w treningach, a w pierwszej serii zarówno zawodów indywidualnych, jak i drużynowych popełniał drażniące go błędy. Sytuacja powtórzyła się poniekąd w Engelbergu, bo Stoch w treningach skakał "prawdziwe bomby", jak sam lubi mówić. 138 i 146 metrów to były znakomite loty.

Ba, w drugiej serii skok na 146 metrów mocno przestraszył skoczka, który tuż po wylądowaniu kręcił przecząco głową. I trudno się dziwić, bo strach pomyśleć, co by się stało, gdyby tuż przed jego próbą, w poprawiających się warunkach (to również trzeba zauważyć, że Stoch miał zdecydowanie najmniejszy wiatr w plecy) jury przytomnie nie obniżyło belki tuż przed lotem Polaka (a tak szybkie decyzje nie zdarzają się w skokach często). Niestety, gdyby tak się nie stało, to zdrowie skoczka zostałoby wystawione na wielką próbę.

Szalony lot Stocha, ale czy ktoś zwrócił uwagę na to lądowanie?

Warto jednak zauważyć jeszcze jedną ciekawą rzecz. Kamil Stoch właśnie tym lotem na 146 metrów pokazał niesamowitą klasę. 33-latek do końca utrzymał odpowiednią sylwetkę w locie i mimo dużej prędkości (skoczkowie startowali z 20. belki) i spadania z bardzo dużej wysokości (ze względu na wiatr w plecy i brak tzw. poduszki powietrznej pod nartami). Mimo to Stoch wylądował ten skok telemarkiem! Dwa metry poza oficjalnym rekordem skoczni. Oczywiście siła uderzenia o śnieg nieco wcisnęła go w zeskok, ale i tak, gdyby był to oceniany skok, to sędziowie powinni przyznać Stochowi noty po 19 punktów za styl. I byłoby to w stu procentach uzasadnione.  

O tym, jak mogło być to bardzo niebezpieczne, najlepiej świadczy to, co w podobnej sytuacji zrobił w marcu Niemiec Stephan Leyhe. Na skoczni w Trondheim skoczek przestraszył się wysokości, fatalnie podszedł do lądowania, za bardzo się usztywnił i wszystko zakończyło się dramatycznym upadkiem, a także zerwaniem więzadeł krzyżowych w kolanie. A to de facto oznacza w skokach roczną przerwę. 

Po takim skoku zawsze pojawia się pytanie, jak na drugi dzień nogi zawodnika zareagują na aż tak potężne obciążenie. Istnieje duża obawa o to, czy nie dojdzie do zakwaszenia mięśni i czy Łukaszowi Gębali, fizjoterapeucie polskiej kadry uda doprowadzić Stocha do absolutnie pełnej sprawności. Wszak w przeszłości Stochowi zdarzało się już narzekać na nogi, dzień po tak dalekich lotach.

Horngacher się nie mylił. Stoch odleciał w Engelbergu. Horngacher się nie mylił. Stoch odleciał w Engelbergu. "Najlepszy skok tej zimy"

Stoch na ten moment przegrywa ze sobą. Decydujący pierwszy skok

Michał Doleżal jest absolutnie pewny, że Kamila Stocha nadal stać jest na zwycięstwa, a fakt, że za kilka miesięcy skończy 34 lata, nie powinien być tu aż tak dużym problemem, bo Polak jest obecnie w szczycie swojej formy fizycznej. I mówią to badania doktora Haralda Pernitscha, odpowiedzialnego za przygotowania formy skoczków. I tę formę fizyczną doskonale widać u Stocha właśnie w treningach. Nikt bez doskonałego przygotowania nie byłby w stanie lądować prawie czystym telemarkiem 146 metrów.

Problemem początku sezonu u Stocha jest jednak to, że skoczek nie do końca radzi sobie z presją swoich oczekiwań. Własnych ambicji, które tylko sam sobie narzuca. To go na razie blokuje i doskonale widać to właśnie w pierwszych konkursowych pojawia się stres, który powoduje nawarstwianie się błędów. U Stocha też nie jest to żadna nowość. Jeśli skoczek czuje, że może skoczyć daleko, to w konkursie chce zaryzykować i zrobić "więcej niż w danym momencie się potrafi", u Stocha wtedy pojawiają się kolejne błędy, które obniżają jego pewność siebie. I dochodzi do spirali błędów. Tak było choćby w zeszłorocznym Turnieju Czterech Skoczni, gdy skok z pierwszej serii w Oberstfdorfie kompletnie rozregulował zawodnika, który jechał do Niemiec z przekonaniem, że będzie walczył tam o najlepsze miejsca. Później trzeba było wrócić do podstaw skoków, co odłożyło wybuch jego formy aż do marca. A jak wiadomo, wszystkie plany na medal w lotach zniweczyła wówczas pandemia.

Fatalny start polskich zawodniczek. Kruczek: Nie można mówić o żadnych rezultatachFatalny start polskich zawodniczek. Kruczek: Nie można mówić o żadnych rezultatach

Stoch tylko raz świetnie zaczął sezon, Engelberg idealny na przełamanie

Jeśli jednak popatrzymy na historię Kamila Stocha, to taki początek sezonu wcale nie powinien nas dziwić. W formie w grudniu był właściwie tylko raz. Było to w sezonie 2018/2019, gdy wszyscy Polacy kapitalnie rozpoczęli zimę, a Stoch w pierwszym periodzie Pucharu Świata był kolejno 4., 2., 3., 7., 4., 9. i 3. Ale biało-czerwoni zapłacili za to swoją cenę, bo końcówka sezonu i koniec ery Stefana Horngachera należał już do bardzo bladych. Jeśli zaś popatrzymy na sezony, w których Stoch zdobył Puchar Świata, to wówczas zaczynał zimę od dużo niższych miejsc. 

W sumie w dotychczasowej karierze w grudniu Kamil Stoch stawał na podium PŚ 15 razy, a dziewięć razy miało to miejsce właśnie w Engelbergu. Dlatego tym razem znowu można upatrywać nadzieję na przełamanie w magicznej mocy Gross-Titlis Schanze, która zawsze pasowała polskiemu skoczkowi.

Niestety, w kwalifikacjach, które były już małą rywalizacją, Stoch popełnił drobne błędy, po których nie mógł być do końca zadowolony i doskonale było widać to po jego minie. Wymowne były też słowa w rozmowie z Eursportem, gdy przyznał, że w tym trzecim skoku "coś mu uciekło" i skoczek zajął siódme miejsce. Możemy mieć jednak nadzieję, że w konkursie uda się wszystkiego upilnować i w konkursie wreszcie zobaczymy skoczka z treningów. Bo Stocha niewątpliwie na to stać.