Polskie skoki mają nowego bohatera! A Horngacher wyrzucił go z kadry. "Skakał z dużą rezerwą"

Łukasz Jachimiak
- Gdy Andrzej założył sponsora na głowę, to zmienił się, jakby go ktoś dotknął czarodziejską różdżką - mówi Maciej Maciusiak. Trener opowiada, jak Andrzej Stękała przez prawie pięć lat rzucał skoki, ale na szczęście ich nie rzucił. W niedzielę w Planicy został bohaterem polskiej drużyny, która zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w lotach narciarskich.

Stękała ma 25 lat. Pięć sezonów wstecz debiutował w Pucharze Świata. Spisywał się dobrze, regularnie zbierał punkty. W najlepszym konkursie w życiu był szósty w Trondheim. Później zniknął. Już bardziej pracował jako kelner niż trenował. Jak to zrobił, że teraz, debiutując na MŚ w lotach, indywidualnie zajął 10. miejsce, a z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim i Piotrem Żyłą zdobył brąz, będąc najmocniejszym obok Żyły zawodnikiem polskiej drużyny?

Słowenia. Zawody w skokach narciarskichKubacki i Stoch nie byli sobą, więc medal zaserwował nam kelner. "To nie złoto, ale powiedzcie mu, że nie ma się z czego cieszyć"

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

Łukasz Jachimiak: Wzruszyłeś się, kiedy w TVP Sport Andrzej Stękała ze łzami w oczach mówił, że to Tobie zawdzięcza, że nie rzucił skoków i teraz zdobył medal mistrzostw świata w lotach?

Maciej Maciusiak: Ja się wzruszyłem już po drugim skoku Andrzeja w drużynówce! Prawdę mówiąc, nie wierzyłem, że on aż tak dobrze będzie latał. Wiedziałem, że stać go na dużo, ale że na aż tyle? A on tak odlatywał w skokach z jeszcze dużymi rezerwami! To dla mnie naprawdę wielka niespodzianka. I wielkie wzruszenie. Ja bardzo mocno kibicuję całej naszej drużynie, a Andrzejowi szczególnie, bo dużo razem przeżyliśmy. Kiedy się widzi takie próby i taką radość, to się zapomina o wszystkich trudach pracy. Dla takich momentów warto chłopaków trenować.

Stękała opowiadał już na inauguracji sezonu w Wiśle, że przez te prawie pięć lat poza Pucharem Świata zawsze gdy chciał rzucić skoki, Ty dzwoniłeś i potrafiłeś go przekonać, żeby tego nie zrobił. Jak?

- Wiedziałem, że ma wielki potencjał i mu o tym mówiłem. Szkoda mi było, że miałby odejść chłopak, który tak fajnie zaczął karierę w Pucharze Świata. Sezon 2015/2016 przepracowaliśmy bardzo dobrze w kadrze B i wydawało się, że od kolejnego sezonu Andrzej zacznie odnosić spektakularne sukcesy, bo przyszedł Stefan Horngacher. Niestety, potoczyło się to w całkiem przeciwną stronę. Po roku w kadrze A został przesunięty do B, a później wyrzucony z kadr całkowicie. Byłem wtedy w kadrze juniorskiej i na prośbę moją, mojego sztabu i Adama Małysza, Andrzej dołączył do juniorów. Prezes Tajner też tego chciał. Ale inni byli bardzo przeciwni, już nie będę mówił kto. Super, że się udało. I ubolewam, że nie udało się uratować Krzyśka Bieguna. On teraz, w nowej formule kadry, też by sobie radził. Bartek Kłusek też. To jest wielka strata dla naszych skoków, że z trójki Stękała, Biegun, Kłusek dwóch już nie skacze. Andrzej pokazał, że można wrócić. Teraz on powinien być wzorem do naśladowania dla młodych, którzy mają trudne chwile. Pamiętajcie: warto się starać, nie rezygnować.

Andrzej Stękała, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Kamil Stoch na podium na MŚ w PlanicyMałysz o polskim bohaterze dnia: W hotelu cały się trząsł, ale na skoczni wykonał super robotę

Stękała i Horngacher po prostu nie przypadli sobie do gustu czy była jakaś zapalna sytuacja?

- Wszyscy u Stefana ze swoimi umiejętnościami szli do góry, a Andrzej został z tyłu, ale czym to było spowodowane, to nie mi oceniać.

Andrzej mówił, że Horngacher chciał mu całkowicie zmienić technikę. I on nie umiał się w tych zmianach odnaleźć.

- Może to też. Ale musimy zauważyć, w jak trudnej sytuacji rodzinnej Andrzej wtedy był. Zmarł mu ojciec, to były dla niego bardzo ciężkie czasy. Był przytłoczony i skoki wtedy na pewno nie były u Andrzeja na pierwszym planie. On nie miał w głowie myślenia o treningach i o skoczni.

Naprawdę Stękała ma jeszcze duże rezerwy?

- Tak myślę. W sobotę jak z nim pisałem, to nawet mu przekazałem, że w drugim skoku spierdzielił, delikatnie mówiąc. Chciał wtedy zrobić więcej, niż w tym momencie potrafi, niepotrzebnie zaryzykował. A generalnie w telewizorze może nie widać tak dokładnie, ale i tak widziałem, że druga faza lotu jest jeszcze do poprawy.

Już w najbliższy weekend w Engelbergu? To ważne miejsce dla Andrzeja. Tam pięć lat temu debiutował w Pucharze Świata. I od razu zdobył punkty.

- Engelberg to zdecydowanie fajne miejsce. I forma tak fajna, że można myśleć o dużych rzeczach.

Jeśli uwolni rezerwy, to może się zakręcić koło podium?

- Może. Ale żeby się zakręcić koło podium, to trzeba mieć jeszcze troszeczkę szczęścia do warunków.

Opowiedz o warunkach, w jakich od kilku miesięcy pracują Stękała, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek. Wiemy, że to dzięki stworzeniu jednej, dużej kadry każdy z nich już tej zimy błysnął. Jak ta Wasza jedna, wspólna kadra działa?

- Dodaj jeszcze Tomka Pilcha, bo on też w każdej chwili może odpalić. Już świetne skoki pokazywał na treningu. A wszyscy, których wymieniłeś, już ładnie punktują i chociaż jeszcze może oszałamiających wyników nie zrobili, to wreszcie wierzą we własne możliwości. Widzą, że nie trzeba kombinować, tylko wystarczy robić swoje.

Oni dostali lepszy sprzęt? Mają wreszcie takie same kombinezony jak Stoch czy Kubacki? Ze Stochem, Kubackim i Żyłą codziennie mogą się na treningach porównywać i skoro bywają lepsi, to wierzą, że na sporo ich stać? A może służą im trenerskie burze mózgów, bo teraz patrzysz na nich i Ty, i patrzą Doleżal czy Sobczyk?

- Wszystkie rzeczy, o których powiedziałeś, składają się na sukces cegiełka po cegiełce. Ale najważniejsze jest, że chłopaki wreszcie mają dostęp do najlepszego sprzętu, do świetnych kombinezonów. Pieczę nad tym trzyma Michał. A on jest świetnym specjalistą. Chłopaki mają absolutny spokój, że sprzęt jest topowy, czują to, przekonali się. Nasza współpraca też jest bardzo fajna. W świetnej atmosferze trwa walka między zawodnikami. Wszystko jest fair, każdy podnosi swoje umiejętności i nie jest niepotrzebnie stawiany pod presją. Już nie jest tak, że przychodzi jeden Puchar Świata, w którym oni muszą wypaść super, bo to ich jedyna szansa. Wtedy oni chcieli dawać z siebie po 130 procent. I nie wychodziło, bo nie mogło. A teraz codziennie duży sztab patrzy na wszystkich i wiemy, kto, w jakiej dyspozycji się znajduje, kogo gdzie warto wysłać. Dobrym przykładem jest sytuacja Pawła Wąska. Pojechał do Kuusamo, bo wiedzieliśmy, że zasługuje. A gdyby karty były trzymane po staremu, to on by nie pojechał, skład by pewnie był inaczej ułożony. I wtedy wszystko by poszło w inną stronę, a tak Paweł w następnym tygodniu był szósty w Niżnym Tagile. Chwała Michałowi, że się podjął szefowania tej całej grupie. I że tak to robi. U nas naprawdę działa zasada jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jeszcze jedna ważna rzecz - sponsorzy.

Właśnie miałem Cię pytać o loga na kaskach i czapkach.

- Andrzej, Paweł, Klimek mają sponsorów i tu należą się wielkie podziękowania dla Polskiego Związku Narciarskiego. A szczególnie zasługują na nie Adam Małysz i Jan Winkiel [sekretarz generalny PZN]. Na moją prośbę oni załatwili coś, z czym się przez lata borykaliśmy. Od momentu gdy Andrzej założył sponsora na głowę, to można powiedzieć, że zmienił się, jakby go ktoś dotknął czarodziejską różdżką. Od tej chwili on się stara jeszcze mocniej, a wszystko zaczęło mu sprawiać wielką przyjemność.

Andrzej StękałaAndrzej Stękała ze łzami w oczach przed kamerami TVP. "Nie wiem, czy wam coś powiem"

Normalna sprawa - miło dostawać wypłatę za pracę.

- Dokładnie tak. Chociaż nie wiem, czy oni już dostali te pierwsze wypłaty, czy czekają na koniec miesiąca.

Sponsorzy na pewno zapłacą. A gdyby nie, to teraz chyba szybko znaleźliby się inni.

- Ci pierwsi sponsorzy, którzy zainwestowali, są najważniejsi. Zawodnicy zawsze będą pamiętali, kto im pomógł.

Jak Wąsek znosi to, że po szóstym miejscu w Niżnym Tagile nie załapał się ani na MŚ w Planicy, ani na Puchar Świata w Engelbergu?

- Paweł pojedzie do Kuusamo, na Puchar Kontynentalny. Tam wystartuje piątka Polaków. Nie wykorzystamy kwoty startowej.

Dlaczego?

- Kacper Juroszek i Jarek Krzak nie mają jeszcze takich umiejętności, żebyśmy im pozwolili skakać w Kuusamo. Wiadomo, jak przewrotna jest tamtejsza skocznia. Chłopcy są młodzi, mogliby z nią sobie nie poradzić. Dlatego pojedzie tylko pięciu.

Cel to jak najszybsze zdobycie dodatkowego, siódmego miejsca dla Polski w Pucharze Świata? Żeby Wąsek mógł startować.

- Paweł albo Tomek, albo Maciek Kot, który miał dobre treningi w Zakopanem.

A i Kuba Wolny na pewno by chciał wrócić.

- Oczywiście. Jest duża rywalizacja. Super, że my, trenerzy, mamy taki ból głowy. Musimy wszystko tak poukładać, żeby każdy zawodnik był zmotywowany. Musimy się mierzyć z tym, do czego sami doprowadziliśmy, ha, ha. A o tym, jaka jest rywalizacja i jak nieprzewidywane są skoki, przekonuję się z tygodnia na tydzień. Im dłużej się w tym sporcie jest, tym mniej się go chyba rozumie. Dla mnie niewiarygodne jest to, że wracamy z Rosji, w której Stefan Hula się okropnie męczył, a przychodzi pierwszy trening na Wielkiej Krokwi i on jest najlepszy. No po prostu niezrozumiałe.