Najpierw było 10 miejsce (najwyższe w karierze) w konkursie indywidualnym. A w niedzielę brązowy medal w drużynowym. - Andrzej Stękała medalista w lotach, jak to brzmi? - zapytał reporter TVP. A Andrzej Stękała tylko ciężko westchnął ze łzami w oczach. - Nie wiem, czy wam coś powiem - odparł, a później próbował tłumaczyć, że to był dla niego bardzo stresujący dzień. - Do momentu przyjazdu na skocznie.
Reporter TVP nie męczył Stękały, ale o tym, jak stresujący był to dla niego dzień, opowiedział później Adam Małysz, dyrektor ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej PZN. - Andrzej mówił, że w hotelu cały się trząsł, ale tu - na skoczni - potrafił opanować emocje. Wykonał super robotę. Te dwa skoki to jedne z jego najlepszych - powiedział Małysz i dalej chwalił Stękałę: - Miał na barkach dużą odpowiedzialność. Były momenty, że zamierzał kończyć karierę. Dzisiaj pokazał, że warto było wytrwać.
Polska w niedzielę wywalczyła brąz. W dużym stopniu właśnie dzięki Stękale, który skakał znakomicie. Za dwa skoki - 228 i 229 metrów - zdobył 430,2 pkt. Więcej w naszej drużynie, ale niewiele więcej, uzyskał tylko Piotr Żyła (226 i 234 metry; 431,6 pkt). Gorzej skakali Kamil Stoch (205,5 i 224 metry; 410,7 pkt) i Dawid Kubacki (211 i 209 metrów; 393 pkt). Konkurs wygrała Norwegia, która ostatnim skokiem (Halvora Egnera Graneruda - 234,5 metra z obniżonej belki) wyprzedziła Niemców. I trzeci raz z rzędu zdobyła złoto na MŚ w lotach.
Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a
Sport.pl Live .