Największy wygrany polskiej kadry w Planicy! Wielki smutek, a po chwili eksplozja radości

Polscy skoczkowie w Planicy skakali dobrze, ale na ogół poniżej swoich i kibiców oczekiwań. Jedynym skoczkiem, który pozytywnie zaskoczył, był Andrzej Stękała. 25-latek niespodziewanie zajął dziesiątce miejsce. I właściwie do ostatniego skoku rósł z każdą próbą. Ostatni sobotni lot to był jednak prawdziwy rollercoaster emocji, bo po locie na 212 metrów Stękała myślał, że przegrał wielką szansę na miejsce w czołówce. Szybko eksplodował jednak radością.

Nie tak miały wyglądać indywidualne skoki polskich zawodników na mistrzostwa świata w lotach w Planicy. Po złoto sięgnął Karl Geiger, który prowadził po każdej z czterech serii. Drugie miejsce zajął Halvor Egner Granerud, a trzeci był Niemiec Markus Eisenbichler. Najlepszy z Polaków był zaś siódmy Piotr Żyła. Ósmy był Kamil Stoch, dziewiąty Andrzej Stekała, a 15. Dawid Kubacki, który sam przyznał, że w ostatniej próbie podjął duże ryzyko ataku i skok mu niestety nie wyszedł. Michał Doleżal nie może być zadowolony z prób swoich zawodników, bo nawet w zeszłym tygodniu w studiu TVP przyznał, że jego drużyna jedzie do Planicy po medale, także te indywidualne.

Zobacz wideo Jak działają przeliczniki za wiatr

Największy wygrany w polskiej kadrze

Okazało się, że polscy zawodnicy przygotowali dobrą i równą formę, bo tak należy uznać obecność aż trzech zawodników w czołowej dziesiątce zawodów. Niestety inni skakali rewelacyjnie i o 10-15 m dalej. Największym zaskoczeniem i największym wygranym reprezentacji Polski w Planicy można jednak nazwać Andrzeja Stękałę. 25-letni skoczek z Dzianisza to jednak z największych sensacji tych mistrzostw świata, być może obok Jewgienija Klimowa, po tych zawodnikach chyba nikt nie spodziewał się aż tak dalekich skoków i miejsca w czołowej dziesiątce mistrzostw świata w lotach.

224,5m, 215,5m, 224,5m i 212 metrów - to wyniki Andrzeja Stękały w mistrzostwach świata w lotach narciarskich. A żeby się na nie dostać, wcale nie było łatwo, bo skoczek w dwóch czwartkowych treningach musiał wygrać rywalizację z Klemensem Murańką i Aleksandrem Zniszczołem. Ale Stękała to zrobił i widać było jak rozkręca się z każdą kolejną próbą. 

Jedyny słabszy moment zdarzył się tylko w ostatnim locie na 212 metrów. W przekazie telewizyjnym początkowo widzieliśmy, że Stękała jest absolutnie załamany. Jakby zdawał sobie sprawę, że krótki lot pozbawił go szans na miejsce w dziesiątce mistrzostw, ale gdy koło jego nazwiska pokazała się dwójka, to stało się jasne, że 25-latek nie wypadnie z czołówki! Wtedy eksplodował radością i w kilka sekund wrócił ze skokowego piekła, do swojego nieba. Bo tak należy nazwać 10. miejsce zawodnika, który kilka tygodni temu przerwał serię 1710 dni bez punktu w Pucharze Świata. 

Zachwycony Andrzej StękałaZachwycony Andrzej Stękała screen TVP Sport

Zachwycony Andrzej StękałaZachwycony Andrzej Stękała screen TVP Sport

Stękała wrócił do żywych

W czerwcu skończył 25 lat. Kiedy miał 20, miał taki sezon w Pucharze Świata, po którym powinien pójść za ciosem i ze skoczka solidnego stać się bardzo dobrym. To była zima 2015/2016. Z kadrą żegnał się Łukasz Kruczek. Przez lata osiągnął z naszymi skoczkami wiele sukcesów, ale końcówkę miał bardzo nieudaną. Debiutujący w PŚ Stękała i będący z nim w kadrze B (u trenera Macieja Maciusiaka) Dawid Kubacki oraz Maciej Kot nierzadko skakali lepiej niż Kamil Stoch. Stękała 13 z 19 konkursów skończył z punktami Pucharu Świata (w sumie uzbierał ich 105). Rekord życiowy ustanowił w Trondheim, zajmując szóste miejsce. Imponującą "życiówkę" jeśli chodzi o długość lotu ustanowił w Vikersundzie - 235 metrów. W Zakopanem był trzeci w drużynówce. To było jedyne polskie podium tamtej zimy. A on w tym sukcesie miał swój udział.

Ale po tamtej zimie dla Stękały wszystko się skończyło. U Stefana Horngachera nie umiał się odnaleźć. Nie potrafił wprowadzić zmian w technice, a tego wymagał Austriak. Kiedy Horngacher odszedł prowadzić kadrę Niemiec, Stękała przyznał, że obaj za sobą nie przepadali. To było widać. Stękała został skreślony z centralnego szkolenia. I tylko dzięki Maciusiakowi trenował z jego kadrą, choć kadrowiczem nie był. Sport godził z pracą. Zarabiać na życie zaczął w karczmie Chata Zbójnicka w Zakopanem. Pracuje tam do tej pory. Choć ostatnio, z powodu pandemii, rzadko. Więcej można było o tym przeczytać u Łukasza Jachimiaka.

W niedzielę Stękała stanie zaś przed dużą szansą na drużynowy medal mistrzostw świata w lotach. Skoczek znalazł się w drużynie na niedzielny konkurs i będzie rywalizował w drugiej grupie. Doleżal zaskoczył jednak ustawieniem na te zawody i najbardziej dziwić może miejsce Dawida Kubackiego.