Już 38 tys. złotych za testy polskich skoczków. "Finowie na nich dobrze zarabiali"

Przed wyjazdem do Kuusamo - 10 tys. zł. Na miejscu - kolejne 15,7 tys. Tyle kosztowały ostatnie testy na covid wykonane kadrze polskich skoczków. W poniedziałek testy przejdzie ekipa wybierająca się do Niżnego Tagiłu. A w Rosji nasz 12-osobowy skład będzie badany dwukrotnie.

Na Puchar Świata w skokach do Kuusamo Polski Związek Narciarski wysłał 16 osób: sześciu zawodników i dziesięciu pracowników sztabu szkoleniowego. Przed wyjazdem Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Klemens Murańka, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, a także towarzyszący im trenerzy Michal Doleżal, Grzegorz Sobczyk, dyrektor Adam Małysz i inni ludzie dbający o wszystkie potrzeby zawodników, przeszli testy na COVID. Wykonano je w Wiśle i Zakopanem. Koszt każdego testu wyniósł 440 zł. Po przemnożeniu kwoty przez szesnastu badanych osób mamy rachunek na 7040 złotych. Do tego trzeba jeszcze dodać opłatę za dojazd osób testujących do naszych zawodników i sztabowców i za transport próbek - 2600 złotych.

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

"Finowie na testach dobrze zarabiali"

Z negatywnymi wynikami testów polska kadra wjechała do Finlandii, ale żeby została wpuszczona do Ruki, gdzie odbywały się zawody, każdy musiał przejść kolejny test. Za ten Finowie policzyli sobie wyjątkowo dużo - 220 euro od sztuki. To w przeliczeniu prawie tysiąc złotych (983). Z czego wynika aż taka różnica w cenie testu fińskiego i polskiego? - Metoda badania i rodzaj testu są te same. Wygląda na to, że Finowie na testach dobrze zarabiali - mówi nam Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

Dawid Kubacki jeszcze nigdy tak dobrze sezonu nie zaczął. To jest tempo na Kryształową Kulę?Dawid Kubacki jeszcze nigdy tak dobrze sezonu nie zaczął. To jest tempo na Kryształową Kulę?

Finowie zarobili bardzo dobrze - przetestowali ponad 60 zawodników i wielu więcej trenerów, serwismenów, czy dziennikarzy, którzy przyjechali do Ruki. Polska kadra skoczków za testy tam wykonane zapłaciła 3520 euro, czyli około 15,7 tys. złotych.

Rosja tańsza. Ale "tanio nie będzie"

- Wiedzieliśmy, że tanio nie będzie. Pojawiły się wydatki, których nigdy wcześniej nie było. Znaczne, choć nie chcę liczyć, ile wyjdzie na cały sezon za testy dla skoczków, biegaczy i naszych sportowców z innych dyscyplin. Mam nadzieję, ze za jakiś czas, może od połowy sezonu, konieczność ciągłego testowania ustanie - mówi nam prezes Tajner.

Co jeśli jednak nie ustanie? W poniedziałek testy w Bielsku i Nowym Targu przechodzi 12 osób, które PZN wyśle na konkursy Pucharu Świata w Niżnym Tagile. Tym razem każdy test będzie trochę tańszy niż przed wyjazdem do Finlandii. Ale 12 razy 410 złotych to znów zauważalny wydatek - 4920 zł. A do niego trzeba będzie doliczyć w sumie aż 24 testy zrobione naszej delegacji w Niżnym Tagile. - W Rosji konieczne będzie zbadanie wszystkich i na wjeździe, i na wyjeździe - mówi nam Winkiel.

Oficjalnie: Znamy skład polskich skoczków na Niżny Tagił! Duże zmiany w drużynie na konkurs PŚOficjalnie: Znamy skład polskich skoczków na Niżny Tagił! Duże zmiany w drużynie na konkurs PŚ

Na szczęście Rosjanie testy mają tanie. Cena za sztukę to 70 euro (313 złotych). Przy okazji weekendu skoków w Niżnym Tagile PZN wyda więc w sumie 4,9 tys. złotych za testy w Polsce, 3,8 tys. za badania przy wjeździe do Rosji i 3,8 tys. za testy na wyjeździe z tego kraju. To da łączną kwotę 12,5 tysiąca złotych. W sumie z wydatkami związanymi ze startem w Kuusamo będzie to już 38 tys. zł wydane przy okazji zaledwie dwóch wyjazdów na PŚ w skokach.

Testy na covid będą droższe niż innowacje Horngachera?

To dużo. Dla porównania: kiedy w 2016 r. kadrę objął Stefan Horngacher, przełomem było znalezienie w związkowej kasie 150 tysięcy złotych na zakup dwóch platform dynamometrycznych (na nich pod okiem profesora Haralda Pernitscha skoczkowie regularnie badają moc) i kilku kamer do instalowania w torach najazdowych w celu nagrywania pozycji dojazdowej. Natomiast trochę ponad 40 tys. zł (10 tys. euro) wystarczyło do zakupu maszyny do pomiaru tkanki tłuszczowej i wielu innych parametrów ciała.

Na same testy na covid dla skoczków zimą 2020/2021 PZN zapewne wyda więcej niż na tamte innowacje kluczowe dla rozwoju kadry. A przecież PZN płaci za testy również biegaczy, narciarzy alpejskich, snowboardzistów i kombinatora norweskiego Szczepana Kupczaka. - Przez cały sezon na testy dla wszystkich naszych zawodników możemy wydać 600-700 tys. zł, jeśli zostanie utrzymany obecny rygor - szacuje Winkiel.

Czy nie zabraknie pieniędzy dla juniorów?

Skąd PZN weźmie te pieniądze?

- Ministerstwo Sportu pozwoliło nam rozliczać wydatki na testy tak, że możemy korzystać ze środków budżetowych przekazanych nam na szkolenie - odpowiada prezes Tajner.

To dobrze, że resort reaguje na trudną sytuację. Ale czy nie ma zagrożenia, że wobec wydania części dotacji na testy dla gwiazd pieniędzy zabraknie na szkolenie młodzieży? - Zawody niższych kategorii są odwoływane i juniorzy we wszystkich dyscyplinach bardziej się szkolą niż szykują na starty - mówi Tajner.

Nowi sponsorzy mimo pandemii

- Ale przede wszystkim PZN mimo pandemii radzi sobie dobrze. Mamy przedłużoną umowę sponsorską z firmą Fortuna oraz z Milką, cały czas są z nami kluczowi partnerzy, Lotos i Grupa Azoty. A nawet w tym trudnym czasie pozyskaliśmy nowego sponsora, czyli Blachotrapez - dodaje prezes.

Tajner podkreśla, że stabilność finansową polskiemu narciarstwu gwarantują przede wszystkim sukcesy skoczków. - Analizy zwrotów medialnych pokazują sponsorom, że bycie ze skokami jest dla nich wciąż bardzo opłacalne - mówi.

Jego wypowiedź uzupełnia sekretarz Winkiel. - Czasy są bardzo trudne, bo firmy mają pościnane do zera budżety marketingowe. Dlatego musimy zreorganizować współpracę z 4F - mówi. - Ale z drugiej strony udało nam się znaleźć sponsorów na kaski dla młodszych zawodników: Klemensa Murańki, Andrzeja Stękały i Pawła Wąska - dodaje.

Dla tych zawodników to kluczowa sprawa. Dzięki comiesięcznym wypłatom od sponsorów nie muszą godzić skakania z pracą zarobkową.

Grzegorz Sobczyk zirytował się na decyzję SedlakaKamery pokazały złość trenera Polaków. Wiemy, o co poszło. "Skoczek nie powinien nawet siedzieć na belce"

- To moja przedostatnia zima w roli prezesa. Rzeczywiście wyjątkowa, organizacyjnie bardzo trudna. Ale śpię spokojnie. Mimo pandemii w zasadzie funkcjonujemy normalnie i poradzimy sobie z większymi niż zwykle wydatkami - podsumowuje Apoloniusz Tajner.