Już był bardziej kelnerem. Teraz jest największym wygranym wśród Polaków

Czekał na to prawie pięć lat. Andrzej Stękała znów z punktami Pucharu Świata. W niedzielę w Wiśle zajął 19. miejsce. Już był bardziej kelnerem niż skoczkiem. Nadal pracuje w restauracji, ale ostatnio rzadko. - Przez pandemię w listopadzie byłem w pracy tylko raz. Moim skokom wyszło to na dobre - mówi trzeci najwyżej sklasyfikowany Polak we właśnie rozpoczętym sezonie.

- O kurdeee! Ja nie mogę! Po prostu jestem megazadowolony! Tak mocno trenowałem, tak mocno się starałem, że cieszę się bardzo, że w końcu to idzie w dobrym kierunku - wyrzucał z siebie Andrzej Stękała chwilę po zawodach.

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

Kibic na drzewie, który krzyczał do Kamila StochaKibic z drzewa nagle ryknął do Kamila Stocha po fatalnym skoku. "Słyszałem te okrzyki z lasu"

Nie polubił Horngachera. A Horngacher jego

W czerwcu skończył 25 lat. Kiedy miał 20, miał taki sezon w Pucharze Świata, po którym powinien pójść za ciosem i ze skoczka solidnego stać się bardzo dobrym. To była zima 2015/2016. Z kadrą żegnał się Łukasz Kruczek. Przez lata osiągnął z naszymi skoczkami wiele sukcesów, ale końcówkę miał bardzo nieudaną. Debiutujący w PŚ Stękała i będący z nim w kadrze B (u trenera Macieja Maciusiaka) Dawid Kubacki oraz Maciej Kot nierzadko skakali lepiej niż Kamil Stoch. Stękała 13 z 19 konkursów skończył z punktami Pucharu Świata (w sumie uzbierał ich 105). Rekord życiowy ustanowił w Trondheim, zajmując szóste miejsce. Imponującą "życiówkę" jeśli chodzi o długość lotu ustanowił w Vikersundzie - 235 metrów. W Zakopanem był trzeci w drużynówce. To było jedyne polskie podium tamtej zimy. A on w tym sukcesie miał swój udział.

Ale po tamtej zimie dla Stękały wszystko się skończyło. U Stefana Horngachera nie umiał się odnaleźć. Nie potrafił wprowadzić zmian w technice, a tego wymagał Austriak. Kiedy Horngacher odszedł prowadzić kadrę Niemiec, Stękała przyznał, że obaj za sobą nie przepadali. To było widać. Stękała został skreślony z centralnego szkolenia. I tylko dzięki Maciusiakowi trenował z jego kadrą, choć kadrowiczem nie był. Sport godził z pracą. Zarabiać na życie zaczął w karczmie Chata Zbójnicka w Zakopanem. Pracuje tam do tej pory. Choć ostatnio, z powodu pandemii, rzadko.

Pracy nie rzuci. "Nawet jak w skokach będę zarabiał megawielkie pieniądze"

- Dalej łączę skakanie z pracą. Teraz pojawił się sonsor [na kasku Andrzej ma logo Soluxtec - firmy produkującej moduły fotowoltaiczne], więc będzie lżej. Cieszę się z tego bardzo, ale pracy na razie nie rzucam. I chyba jej nie rzucę. Bo bardzo lubię tam chodzić - mówił w piątek w rozmowie ze Sport.pl

Już wtedy zanosiło się na jego dobry występ w Wiśle. W treningach i kwalifikacjach trzymał równy poziom. W każdej z trzech serii był w Top 20.

- Jak wygląda twój grafik? Ile dni w miesiącu pracujesz, a ile poświęcasz na skakanie? - zapytaliśmy. - W tym miesiącu w pracy byłem raz. Bo karczma jest zamknięta. Pandemia mi służy, jeśli chodzi o skoki - odpowiedział. - Ale nie służy, jeśli chodzi o zarobki - dodał.

Po niedzielnym konkursie Stękała twierdzi, że jeszcze mocniej skupi się na skokach. Ale też, że z pracy w karczmie całkiem na pewno nie zrezygnuje. - Nawet jak w skokach będę zarabiał megawielkie pieniądze, to i tak Chaty Zbójnickiej nie opuszczę. Oni też cegiełkę do mojego powrotu dołożyli - mówi.

"Jak tylko chciałem przestać skakać, to był telefon"

Też? Tak, bo przede wszystkim Stękała oddaje zasługi Maciusiakowi. - Gdyby nie Maciek Maciusiak i sztab szkoleniowy kadry B, gdyby oni nie napierali na mnie, to myślę, że nie kontynuowałbym kariery. Wiara trenerów nie pozwoliła mi odejść. Jak tylko chciałem przestać skakać, to był telefon i słyszałem: "Ty się nie poddawaj, jest coś w tobie i masz skakać" - mówi. - Długo walczyłem z myślami. Nie wierzyłem, że mogę skakać dobrze. Wiadomo, że to też nie jest jakiś wielki sukces [19. miejsce w Wiśle], nie mogę mówić, że już jestem w megaformie. Ale samo to, że pracuję ciężko, nie tylko w skokach, ale ogólnie w życiu, i widzę efekty, jest najważniejsze - cieszy się Andrzej.

Piotr Żyła obawia się podróży do Finlandii. Piotr Żyła obawia się podróży do Finlandii. "Możemy popłynąć"

W Planicy ostatnie punkty, w Planicy mistrzostwa?

We wtorek Stękała razem z Kamilem Stochem (27. miejsce w Wiśle), Dawidem Kubackim (11.), Piotrem Żyłą (5.), Klemensem Murańką (22.) i Pawłem Wąskiem (48.) wyruszy w długą podróż do Kuusamo, gdzie za tydzień odbędą się kolejne konkursy Pucharu Świata. Wielkim celem dla wszystkim na pierwszą część sezonu są mistrzostwa świata w Planicy (10-13 grudnia). - Kawał czasu minął, odkąd tam ostatnio latałem. Wierzę, że tam wrócę. Robię wszystko, żeby tam pojechać. Żeby już nie schodzić do Pucharu Kontynentalnego, bo szczerze go nie cierpię - mówi Stękała.

W marcu 2016 roku w Planicy zdobył ostatnie do teraz punkty Pucharu Świata, zajmując 25. miejsce. W Wiśle przypomniał sobie i nam, że stać go na więcej.