Kibic z drzewa nagle ryknął do Kamila Stocha po fatalnym skoku. "Słyszałem te okrzyki z lasu"

"Kamil, nic się nie stało!" - ryknął jeden z kibiców, gdy Kamil Stoch skoczył tylko 104 metry. Przez pandemię koronawirusa na Pucharze Świata w Wiśle fanów miało nie być. I oficjalnie nie było. Polscy skoczkowie żartują, że w lesie blisko skoczni pojawili się grzybiarze. I znajdowali wyjątkowe okazy, dlatego bardzo się emocjonowali.
Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

Zdjęcie ma fatalną jakość (sektor dziennikarzy jest usytuowany jakieś 200 metrów od "sektora leśnego"), ale widać, że tam na drzewie siedzi kibic, prawda? Ten człowiek krzyczał do Kamila Stocha. I Kamil Stoch to słyszał.

- Bez kibiców jest dziwnie, ale chociaż słyszałem te okrzyki z lasu - mówi mistrz, który nowy sezon Pucharu Świata zaczął od dopiero 27. miejsca. Stoch bardzo zepsuł drugi skok. Po lądowaniu na 104. metrze spadł pod koniec "trzydziestki" z 11. miejsca po pierwszej serii.

Kamil Stoch nie zostawił suchej nitki na sobie. Kamil Stoch nie zostawił suchej nitki na sobie. "Karygodne"

Po konkursie Stoch nie tylko analizował swoje błędy. Zwrócił się też do kibiców. Poprosił o wsparcie. Choćby sprzed telewizorów.

"Polscy fani po raz kolejny zasłużyli na reputację szczególnie szalonych"

Wsparcie od fanów w Wiśle zauważyli Niemcy. "Wciąż pełni entuzjazmu: niektórzy polscy fani skoków narciarskich po raz kolejny zasłużyli na reputację szczególnie szalonych" - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". - To było bardzo fajne - mówi Andreas Wellinger. - Zauważyłem to i szczerze mówiąc, pomyślałem, że to było naprawdę fajne - mówi Karl Geiger. - Oczywiście jest to również trochę wątpliwe w czasach pandemii, gdy nie można wpuścić nikogo na trybuny skoczni. Podczas serii próbnej puszczono przez głośniki doping kibiców - dodaje.

Trybuny pod skocznią w Wiśle-Malince zawsze wypełniały się po brzegi. Co roku część kibiców wybierała też ten dziki, leśny "sektor", nie płacąc za bilety.

"Grzybiarzy było słychać. Niezłe okazy musieli znajdować"

Teraz, w dobie pandemii i zamykania dla widzów sportowych aren, nasi skoczkowie żartują, że w lesie wcale nie zgromadzili się kibice. - Mówicie o grzybiarzach? Ja się dziwię, że jeszcze sezon trwa - śmieje się Dawid Kubacki. - Grzybiarzy było słychać, niezłe okazy musieli tam znajdować - dodaje. - Z jednej strony to miłe, że chcieli zaryzykować i przyjść tych grzybów poszukać - podsumowuje mistrz świata.