Kuriozalna sytuacja w trakcie konkursu w Wiśle. Kibice nie wiedzieli, co się dzieje

- Czy trzeba jej pomóc? Zielona linia zaliczyła "zwiechę" - dziwili się kibice skoków narciarskich w czasie niedzielnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Tzw. linia "to beat" narobiła dużo zamieszania i mogła wprowadzić w błąd. Zapytaliśmy, co się właściwie stało.

Zielona linia w skokach narciarskich pozwala ocenić, jak daleko powinien skoczyć zawodnik, by objąć prowadzenie w konkursie. A raczej powinna pokazywać, bo w czasie niedzielnego konkursu indywidualnego system miał potężne problemy. Kibice oglądający konkurs przed telewizorami w pewnym momencie mogli czuć się zaskoczeni i zdezorientowani, gdy skoczek lądujący daleko przed zieloną linią nagle obejmował prowadzenie lub odwrotnie. 

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

"Zielona linia umarła"

Najpierw system "to beat" kompletnie zwariował na początku rywalizacji, gdy Paweł Wąsek miał skoczyć ponad 120 metrów do objęcia prowadzenia, a zielona linia pokazywała, że powinien skoczyć około 100. Później linia pokazywała zupełnie nieadekwatne wyniki, a następnie na kilka długich minut zatrzymała się w jednym miejscu. Niezależnie od tego, czy skoczek leciał dalej, czy bliżej, to ciągle znajdowała się w jednej pozycji. 

Sprawę szybko zauważyli organizatorzy PŚ w Wiśle, którzy zgłosili to do firmy Swiss Timing, która na skoczni zarządza całą aparaturą odpowiedzialną za pomiary na Pucharze Świata. Nie był to wiec błąd polskiego realizatora. - Ta linia jest po stronie Swiss Timingu, który obsługuje nam zawody. Musiał wydarzyć się jakiś defekt techniczny - powiedziała Agnieszka Baczkowska, kierownik wiślańskich zawodów. 

Ponad 50 tys. kibiców na stadionie! Żadnych ograniczeń. Koronawirus opanowanyPonad 50 tys. kibiców na stadionie! Żadnych ograniczeń. Koronawirus opanowany

Taka loteria, że system zwariował

Próbowaliśmy ustalić, co wpłynęło na tak duże problemy w graficznej realizacji konkursu i na podstawie informacji z kilku źródeł ustaliliśmy, że największe problemy mogły wywołać wręcz katastrofalne warunki w pierwszej serii, które zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zdecydowanie częściej i szybciej niż zwykle.

Wiele wskazuje na to, że system po prostu nie nadążał z liczeniem punktów i przekazywaniem ich na systemy graficzne. A wiatr potrafił zmieniać swoją siłę o 1 m/s sekundę na przestrzeni zaledwie kilku sekund. I jeśli zawodnik ruszał z belki przy prędkości 1,8 m/s pod narty, a w czasie najazdu wiatr osłabł o 1 m/s, to przekładało się to na ponad 10 punktów rekompensaty więcej. Czyli de facto zawodnik musiał skoczyć krócej, niż pokazywałaby to zielona linia, której miejsce wyświetlania zatrzymuje się w momencie, gdy zawodnik wychodzi z progu. 

W rezultacie tak szybkie zmiany mogły spowodować zatrzymanie całego systemu, który w pewnym momencie kompletnie zwariował i przestał pokazywać jakiekolwiek zmiany. Większe problemy z zieloną linią skończyły się w drugiej serii, która była już rozegrana w zdecydowanie bardziej sprawiedliwych warunkach.

Dawid Kubacki tłumaczy: Przez trzy godziny nie mogłem wstać. ŁupnęłoDawid Kubacki tłumaczy: Przez trzy godziny nie mogłem wstać. Łupnęło

Wisła pierwszy raz zebrała tak duże gratulacje

Problemów w Wiśle nie było jednak z zeskokiem. I pierwszy raz w historii inauguracji organizatorzy nie zbierali cięgów za nie najlepiej przygotowany zeskok. Ba, pojawiło się nawet tak dużo gratulacji, że naszą rozmowę z Agnieszką Baczkowską musieliśmy opóźnić o kilka minut, bo ciągle ktoś podchodził i gratulował. 

- Mam nadzieje, że gratulacje były szczere - śmiała się Baczkowska. I dodała: "Cały weekend był bardzo pozytywny. Jeśli chodzi o te wszystkie inauguracje, to była zdecydowanie najlepsza, ale nie najłatwiejsza, ze względu na ten wiatr. Skocznia była tak dobrze przygotowana, że nie mieliśmy za wiele pracy i nawet tego ostatniego dnia zeskok i trudny wybieg z przeciwstokiem utrzymał się w dobrym stanie. W tym roku nie było żadnych pretensji, wręcz przeciwnie. Słyszeliśmy gratulacje od zawodników i trenerów". 

Według ekspertów bony turystycznie nie są pomocą dla branży turystycznej. Na zdjęciu: Polana Szymoszkowa, ZakopaneRząd zamyka stoki, Apoloniusz Tajner reaguje. "Mamy porozumienie"

Niedzielny konkurs indywidualny wygrał Markus Eisenbichler, zostając pierwszym liderem klasyfikacji generalnej nowego sezonu. Najlepszy z Polaków okazał się Piotr Żyła, który zajął piąte miejsce >>