Kamil Stoch nie zostawił suchej nitki na sobie. "Karygodne"

Kamil Stoch zajął dopiero 27. miejsce w niedzielnym konkursie w Wiśle. O ile w pierwszej serii Polak trafił na fatalne warunki i mógł się cieszyć z 11. miejsca, to w finale warunki miał wręcz kapitalne, ale kompletnie zepsuł swój skok i spadł niemal na koniec stawki.

- Mam swoje lata i wiem, o co w tym wszystko chodzi. To były karygodne błędy. W drugiej serii, z tak niskiego rozbiegu i przy bardzo zmiennych warunkach trzeba całą energię włożyć w odbicie, a nie rozproszyć ją po innych elementach. Ja dzisiaj nie mogłem znaleźć dobrej pozycji najazdowej i przez to w drugiej serii nawet się nie wybiłem, tylko ułożyłem się do nart. Taki skok jak w piątek utwierdza mnie w przekonaniu, że dalej potrafię. Może rzadko, ale jednak potrafię rywalizować z najlepszymi. Takie skoki chce oddawać i będę do tego dążyć - mówił po konkursie Kamil Stoch.

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków?

Stoch nie wykorzystał wielkiej szansy

121 metrów, a w drugiej serii zaledwie 104 - to wyniki Kamila Stocha, który przez wielu był wymieniany jako jeden z faworytów niedzielnej rywalizacji. Skoczek zawiódł też swoje oczekiwania, bo liczył na lepszy wynik. Niestety, o ile w pierwszej serii skok na 121 metrów można było nazwać przyzwoitym, bo z dołu zeskoku było widać, jak brakuje mu wiatru, tak w drugiej serii wyglądało to zupełnie inaczej. Stoch bardzo  zepsuł wyjście z progu, przeciął odpowiedni tor lotu i wytracił całą prędkość. I tego skoku może bardzo żałować, bo na dole wiało tak mocno pod narty, że przy dobrej próbie skoczek mógłby powalczyć o lot grubo powyżej 130 metrów. 

Dawid Kubacki tłumaczy: Przez trzy godziny nie mogłem wstać. ŁupnęłoDawid Kubacki tłumaczy: Przez trzy godziny nie mogłem wstać. Łupnęło

Kubeł zimnej wody

Być może przyczyną problemów Stocha w niedzielę były sobotnie problemy zdrowotne i fakt, że w rywalizacji drużynowej skoczek musiał zainwestować więcej energii niż zwykle w zmuszenie swojego ciała do wysiłku. - Nie chce szukać usprawiedliwień ani kopać za głęboko. Może to wszystko, co się wydarzyło w sobotę, miało jakiś wpływ na organizm. Albo po prostu chciałem za dużo. Być może część siebie zostawiłem wczoraj na skoczni, ale tego nie żałuje. Kubeł zimnej wody nikomu na początku sezonu nie zaszkodził, to było takie szybkie sprowadzenie do parteru - dodał Stoch. Stoch twierdzi jednak, że jest dobrze przygotowany do sezonu i sobotnia oraz niedzielna niedyspozycja nie powinny wpłynąć na kolejne starty.