Trener skoczków nie ma wątpliwości. "On może być zawodnikiem ścisłej czołówki. Uwierzył w to"

Michał Doleżal był usatysfakcjonowany dyspozycją polskich skoczków w piątkowych treningach i kwalifikacjach. Czeski trener dawno nie miał takiego komfortu wyboru składu na konkurs drużynowy. Sztab wprowadził także zmianę w kolejności startów polskich skoczków, a Dawid Kubacki nie będzie tym razem kończył rywalizacji.

Polscy skoczkowie z dobrej strony pokazali się w piątkowych treningach i kwalifikacjach przed inauguracją Pucharu Świata w skokach narciarskich. Najlepszy okazał się Kamil Stoch (132 metry), ale cieszyć może coś innego. W dziesiątce mieliśmy trzech Polaków, w trzydziestce sześciu, a kolejnych dwóch tuż za nią. To liczby, które w ostatnim sezonie zdarzały się dość rzadko. Dość powiedzieć, że rok temu w trzydziestce niedzielnego konkursu w Wiśle mieliśmy zaledwie trzech Polaków, a Maciej Kot awansował do niej bardzo szczęśliwie. To potwierdzałoby niedawne słowa Michala Doleżala o tym, że jest usatysfakcjonowany formą szerszej grupy kadrowiczów i widać, że faktycznie podnieśli poziom względem poprzedniego sezonu. 

Zobacz wideo Na co stać polskich skoczków? "Stoch jest zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany"

Doleżal wprowadza zmianę w kolejności startu

Dzięki niezłej formie Polaków Michal Doleżal miał większy komfort w wyborze drużyny na sobotnią rywalizację drużynową. Czeski trener zaskoczył tylko z jedną kwestią, kolejnością startu. W ostatnim czasie trenerzy decydowali się na takie ustawienie zawodników, w którym konkurs rozpoczynał Piotr Żyła, potem jechał teoretycznie najsłabszy zawodnik, a w trzeciej grupie oglądaliśmy Kamila Stocha, który w przeszłości miewał problemy w rywalizacji drużynowej i na tzw. ostatniej zmianie nie dawał tak dużo, jak w drużynówkach od wielu lat daje Dawid Kubacki. Stoch dostawał wówczas rolę skoczka w trzeciej grupie, gdzie nie miał tak dużej presji walki o wynik i to rozwiązanie nieźle się sprawdzało. Powrót do wcześniejszego rozwiązania może oznaczać po prostu, że Kamil Stoch jest najmocniejszy i najbardziej stabilny z Polaków, co zresztą można wywnioskować po samym zachowaniu skoczka:

Stoch wbijał szpilki dziennikarzom. Po kwalifikacjach zrobił coś innegoStoch wbijał szpilki dziennikarzom. Po kwalifikacjach zrobił coś innego

- W sobotę nasz skład będzie wyglądać tak, że pierwszy zacznie jak zawsze Piotr Żyła, drugi będzie Klemens Murańka, trzeci Dawid Kubacki i czwarty Kamil Stoch. Trochę się zastanawialiśmy nad tą zmianą, ale takie jest moje przeczucie, żeby zrobić tę zmianę - powiedział po piątkowych skokach Michał Doleżal. 

Komfort wyboru Czecha

Po trzech skokach wszyscy mogli się zastanawiać, czy Doleżal postawi na bardzo dobrego w treningach i nieco słabszego w kwalifikacjach (5., 8. i 28.) Murańkę, czy bardzo stabilnego Andrzeja Stękałę (18., 14. i 18.). Pierwszy raz od dawna Michal Doleżal miał więc ten większy komfort w wyborze czwartego zawodnika do drużyny i zdecydował się właśnie na Murańkę, który przekonał szkoleniowca także dobrą formą w ostatnich tygodniach. A 26-letni skoczek do drużyny powróci  aż po pięciu latach przerwy!

Zsumowaliśmy wyniki skoczków, jakby to była drużynówka. Które miejsce Polski?Zsumowaliśmy wyniki skoczków, jakby to była drużynówka. Które miejsce Polski?

- Klimek zaufał temu, o czym rozmawialiśmy. To wszystko się potem sprawdziło w treningach. On może być zawodnikiem ścisłej światowej czołówki. Uwierzył w to i pracował bardzo dobrze przez całe lato, a przez ostatnie miesiące był blisko najwyższego poziomu. Musieliśmy robić sprawdziany formy wewnątrz grupy, bo brakowało nam zawodów i Klimkowi ta rywalizacja była potrzebna. Jego skoki są bardzo stabilne w ostatnim czasie. Wszyscy wiecie, że wygrał ostatni sprawdzian w Zakopanem i teraz w piątek oddał trzy dobre skoki. Miejsce w kwalifikacjach może tego nie pokazuje, ale miał trochę gorsze warunki. Wiecie, jaką różnicę robi wiatr. Było trochę z tyłu na buli, czyli tam, gdzie skoczek mógłby nabrać wysokości. I z takich niskich prędkości trudno jest odlecieć - zauważył Michał Doleżal. A prędkości najazdowe w Wiśle były naprawdę absurdalnie niskie, bo w kwalifikacjach zawodnicy osiągali około 85/86 km/h, czyli tyle, co przed laty na skoczniach normalnych. 

Początek sobotniego konkursu o godzinie 16. Relacja w Sport.pl