Rekordowa obsada PŚ w Wiśle! Wszyscy chcą wykorzystać polskie przepisy

Inauguracja Pucharu Świata w Wiśle ściągnie rekordową liczbę skoczków z całego świata. Udział potwierdziło 80 zawodników, a to liczby, których w obecnych skokach się nie ogląda. W sobotniej drużynówce może wystąpić aż 12 zespołów i tego też dawno nie było. Wszystkie drużyny, w tym te dużo słabsze, chcą wykorzystać polskie przepisy, które nie wymagają testu na koronawirusa przy przekroczeniu granicy.

Puchar Świata w Wiśle zaplanowano na dni 20-22 listopada i już oficjalnie wiadomo, że zawody odbędą się bez udziału publiczności. Przygotowania do imprezy idą za to znakomicie, a na skoczni leży już gruba warstwa śniegu. Imprezie mógłby przeszkodzić tylko potężny lockdown zamykający granicę i uderzający w przyjezdnych sportowców i branżę hotelarską. Wszak organizacja tego typu imprezy wymaga około 250 miejsc w hotelach dla członków ekip i samych organizatorów.

Zobacz wideo Dawid Kubacki o problemach na tym etapie przygotowań

Rekordowa liczba zgłoszeń. Wszyscy chcą wykorzystać polskie przepisy

Ważnym elementem tego startującego wkrótce sezonu będą testy na obecność koronawirusa. FIS nie będzie ich wymagał, ale wymagają tego kraje organizujące zawody. Właściwie wszystkie poza Polską. Liberalne przepisy w naszym kraju chcą wykorzystać drużyny startujące w skokach narciarskich, bo może się okazać, że dla niektórych ekip mogą to być pierwsze i ostatnie zawody na kilka miesięcy. Nie chodzi tylko o utrudniony dojazd na konkursy, lecz także koszt takiego wyjazdu, bo do standardowych wydatków trzeba będzie doliczyć opłaty za testy. I to niemałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że średnio na jednego zawodnika przypada też jedna osoba ze sztabu. I każdy musi przejść test, który w polskich warunkach kosztuje ok. 500 zł. Wielu federacji po prostu nie będzie na to stać, a FIS w żaden sposób nie wziął na siebie odpowiedzialności za testy. Wiele wskazuje również na to, że Puchar Kontynentalny i FIS Cup będą traktowane po macoszemu i kraje zrezygnują z jego organizacji, wszak i w normalnych okolicznościach trzeba do niego dokładać. I to sporo.

Na ten moment udział w Wiśle potwierdziło aż siedemnaście drużyn. W ostatnim czasie z przyjazdu zrezygnowali Francuzi, bo początkowo mówiło się o osiemnastu zespołach. Na starcie treningów powinno się więc pojawić aż 80 skoczków i to rekordowa liczba zawodników zgłoszonych na zawody w Wiśle! To też liczba, której obecnie w skokach też się już nie ogląda, a gdy na liście pojawia się ok. 70 nazwisk, mówi się o bardzo bogatej obsadzie. Dla porównania - przed rokiem w Wiśle na starcie kwalifikacji pojawiło się 71 skoczków, a przed dwoma laty 68.

Kamil Stoch gotowy na nietypowy sezon. Kamil Stoch gotowy na nietypowy sezon. "Sytuacja jest wyjątkowa. Cel uświęca środki"

Tak dużej "drużynówki" nie było od dawna

Okazale może wyglądać także sobotnia drużynówka. Latem FIS wprowadził zmiany, które obniżyły minimalną liczbę krajów, które mogą wziąć udział w konkursie drużynowym do zaledwie sześciu (wcześniej było to osiem drużyn). Ten trudny sezon może się jednak zacząć bardzo dobrze, bo w wiślańskim konkursie drużynowym jest duża szansa na występ aż 12 zespołów. Tyle ekip ma wziąć do Wisły minimum czterech zawodników. Są to: Polska, Niemcy, Austria, Norwegia, Słowenia, Japonia, Szwajcaria, Czechy, Finlandia, USA, Rosja i Włochy. Ponadto w Wiśle powinniśmy zobaczyć skoczków z Bułgarii, Kanady, Estonii, Kazachstanu i Ukrainy, ale oni według zgłoszeń mają przywieźć do Polski mniej niż czterech zawodników.

W sezonach 2019/2020 i 2018/2019 w konkursach drużynowych wystartowało łącznie 10 i 11 państw - i to jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie rozgrywane zawody. Ostatni raz 12 drużyn na starcie konkursu drużynowego Pucharu Świata oglądaliśmy 3 marca 2018 roku w Lahti. W ostatnich dwóch sezonach musieliśmy się cieszyć, gdy na starcie pojawiało się regularnie tylko dziewięć czy dziesięć drużyn.

Niestety, nie oznacza to, że ponownie nadchodzą dobre czasy dla skoków narciarskich, a jedna z idei Sandro Pertile, który obejmował funkcję dyrektora PŚ z wizją ekspansji skoków na inne kraje, staje się faktem. Są to tylko raczej miłe złego początki, a niektóre drużyny rzucają wszystkie siły na inaugurację, bo mają świadomość, jak trudno może być im później. 

Robert KubicaMiażdżące informacje ws. przyszłości Roberta Kubicy! Nie ma już żadnych szans. Absolutnie

Skoki narciarskie to nie F1, wystarczy duży samolot

Od wielu miesięcy Puchar Świata w skokach narciarskich stał pod dużym znakiem zapytania. Nowy dyrektor skoków narciarskich Sandro Pertile jeszcze w sierpniu nie wiedział dokładnie, jak będzie wyglądała zimowa rywalizacja i FIS przygotowywał się na różne scenariusze. Pierwszą opcją było rozegranie normalnego sezonu według wcześniej przyjętego kalendarza, ale myślano również o regionalizacji konkursów i ulokowaniu ich blisko siebie w tzw. blokach, by uniknąć dalekich wyjazdów do Rosji i Finlandii i szybkiego powrotu do innego kraju. FIS zdecydował się na pierwszą opcję, ale podjęto decyzję o zorganizowaniu lotów czarterowych, które mają zabierać skoczków z Monachium (jako lotniska często wykorzystywanego przez różne zespołu) do Finlandii czy potem z Finlandii do Jekaterynburga. Nie jest to opcja idealna, nie jest też tania, bo ryczałt wprowadzony przez FIS jest drogi. Daje jednak możliwość zorganizowanego transportu. Opcja z regionalizacją kalendarza jest o tyle niepotrzebna, że skoki narciarskie to nie Formuła 1, gdzie liczba sprzętu i ludzi jest wręcz horrendalna. Przy organizacji wyścigu F1 pojawia się kilka tysięcy osób, a cały cyrk skoków narciarskich można zapakować dosłownie w jeden duży samolot. Bo do organizacji Pucharu Świata potrzebne jest około 250 osób (licząc z zawodnikami i sztabami) oraz sprzęt techniczny FIS-u o wielkości jednej ciężarówki. I to zdecydowanie ułatwia FIS-owi sprawę.