Polscy skoczkowie zmarnowali 150 tys. zł. Najpierw śmiech, potem tylko cisza

Polska zorganizowała konkursy Letniego Pucharu Kontynentalnego głównie po to, żeby zyskać dodatkowe siódme miejsce na pierwszy zimowy period i zawody Pucharu Świata. Wyniki kadry były jednak zbyt słabe i można powiedzieć, że około 150 tysięcy złotych przeznaczone na organizację zawodów zostało zmarnowane. - Zawodnicy powinni się zaprezentować lepiej - ocenia dla Sport.pl Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

W niedzielnym konkursie LPK w Wiśle ponownie wygrał Niemiec Martin Hamann po świetnym skoku na 137,5 metra z drugiej serii. Najlepszym z Polaków był ósmy Stefan Hula. W klasyfikacji generalnej drugiego periodu nowego sezonu Pucharu Kontynentalnego z polskiej kadry najwyżej był szósty Aleksander Zniszczoł. Przez pryzmat tego, kto zajął trzy najwyższe pozycje w tej klasyfikacji, określa się, komu przypadnie dodatkowe miejsce w kwocie startowej na pierwszy zimowy period PŚ (zawody od Wisły do Engelbergu). Zamiast Polaków wywalczyli je Niemcy, Norwegowie i Słoweńcy.

Zobacz wideo Michal Doležal ocenił formę polskich skoczków

Polska bez dodatkowego miejsca w Pucharze Świata

Można zatem powiedzieć, że Polacy zmarnowali około 150 tysięcy złotych na organizację zawodów, które zrobiono głównie po to, żeby powiększyć kwotę startową. W piątek polscy działacze za kulisami śmiali się, że zawodnicy sami zapłacą za hotel. W sobotę nikt już nic nie mówił. Wyniki takie, jak 100 metrów Jakuba Wolnego nie wymagały komentarza. - Szkoda, że nie udało nam się zyskać tego siódmego miejsca, bo przydałoby się nam na zimę. Stawka w Wiśle okazała się mocna, a nasi zawodnicy mogli zaprezentować się lepiej. Nie martwię się jednak ich dyspozycją. Na zimę będą gotowi - mówił Sport.pl Apoloniusz Tajner.

Kwoty startowe są kwestią szczególnie ważna przez problemy, z jakimi organizatorzy Pucharu Świata będą borykać się zimą. Poszczególne konkursy mogą być przekładane, a kwota startowa się zmniejszać. Stracą na tym zawodnicy, którzy chcieliby startować w PŚ, ale nie mogą zabierać miejsca silniejszym. Czyli większość Polaków startujących w ten weekend w Wiśle. - Nie skupiam się na kwocie startowej - mówił po sobotnim konkursie Aleksander Zniszczoł. Trener Maciej Maciusiak wskazywał, że żeby o tym myśleć, trzeba najpierw oddawać swoje najlepsze skoki. Tego w przypadku Polaków brakowało.

Polacy nie przełożyli formy z treningów na zawody

- To nie były takie skoki jak te oddawane przez nas na treningach - ocenił w niedzielę Tomasz Pilch. - Jestem zadowolony z możliwości rywalizacji i poprawiania poszczególnych elementów, ale już niekoniecznie wyników - wskazywał skoczek. Kolejnymi zawodami dla polskich skoczków będą letnie mistrzostwa Polski, które odbędą się w Szczyrku w dniach 17-18 października. Później zostanie jeszcze miesiąc do inauguracji Pucharu Świata, które może zostać opóźniona do grudnia.

Przeczytaj także: