Od tego weekendu zależy przyszłość skoków narciarskich. "Na pewno zima nie będzie taka, jak ostatnio"

Skoki narciarskie wróciły po 162 dniach! Zawody w czasie pandemii wyglądają inaczej niż wcześniej. Organizatorzy PŚ w Wiśle przygotowali aż trzy tysiące maseczek, dezynfekowane są także plastrony startowe. - Na pewno zima nie będzie taka, jak w poprzednich latach - mówi zamaskowany Dawid Kubacki. Jak wyglądają skoki narciarskie w czasie pandemii? I ile maseczek wykorzystają skoczkowie?

Kamil Stoch we wspaniałym stylu wygrał prolog o Puchar TVP Sport przed zawodami Letniego Grand Prix w Wiśle. 33-letni skoczek zaprezentował bardzo dobrą formę i w ocenianej serii poleciał 133,5 metra i o 4,3 pkt pokonał Dawida Kubackiego, który zajął drugie miejsce. Forma tych dwóch polskich skoczków nie jest przypadkiem, bo zarówno Kubacki, jak i Stoch świetnie skakali także w treningach. Pierwszy trening wygrał ostatni zwycięzca TCS, a Stoch był drugi. W kolejnej serii treningowej zamienili się pozycjami. 

Prawie wszyscy w maseczkach 

FIS zorganizował pierwsze zawody po ponad 160 dniach przerwy spowodowanej pandemią. W Wiśle wszystko wydaje się być zapięte na ostatni guzik, a weekend w Polsce jest prawdziwym testem dla wszystkich. Od niego może zależeć, jak będzie wyglądał zimowy Puchar Świata. Stąd można odnieść wrażenie, że we wszystkich jest dość duży niepokój. Na skoczni każdy z obsługi technicznej, dziennikarzy i skoczków nosi maseczkę i faktycznie jest to przestrzegane. Niestety, gorzej wygląda to u kibiców, którzy znajdują się po drugiej stronie zeskoku i nie mają żadnego kontaktu z zawodnikami, dziennikarzami czy obsługą. Tam dostrzeżenie maseczki bywa trudnym zadaniem, co może niepokoić nawet nie w kontekście bezpieczeństwa zawodów, ale po prostu w kontekście podejścia społeczeństwa do pandemii. 

Zobacz wideo

- Do tej pory zawsze były tutaj tysiące kibiców. Teraz jest trochę inaczej. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że zgromadzenia nie są wskazane, a poza tym ciągle jest bardzo wysokie ryzyko zakażenia. Rywalizujemy w takich warunkach, jakie mamy i trzeba do tego przywyknąć - powiedział Dawid Kubacki po piątkowych skokach. Kamil Stoch dodawał z kolei, że co prawda kibiców jest mniej, ale dobrze ich słychać na górze skoczni, co powoduje, że atmosfera konkursu jest dobra. Zmieniła się również praca dziennikarzy. Jest ich zdecydowanie mniej i rozmawiają z zawodnikami z większej odległości. 

Skoki w czasie pandemii

Jak zasady "covidowe" działają w praktyce? Każdy skoczek ma na sobie maseczkę zarówno w drodze na górę skoczni, jak i w momencie, gdy ściąga narty. Na skoczni są również rozmieszczone automaty do dezynfekcji rąk. Zabawne może wydawać się to, że każdy skoczek schodzi z zeskoku i musi wziąć czystą maseczkę od obsługi. Bo przecież nie skacze razem z tą, której używał w drodze na górę skoczni. - Ogólnie to nie przeszkadza, chociaż ja akurat przez maseczkę nie widzę czy mam gogle na szyi i jest to trochę stresujące, bo dotykam je ręką i sprawdzam, czy je mam. A potem dotykam jeszcze dziesięć razy - śmieje się Aleksander Zniszczoł. 

Biorąc pod uwagę, że skakało 46 skoczków i każdy robił to trzy razy, to sami skoczkowie zużyli 138 maseczek. Przez cały weekend będzie to około 400 maseczek dla samych skoczków. Do tego należy doliczyć oczywiście przedskoczków. Organizatorzy w sumie przygotowali aż trzy tysiące maseczek! Po serii kwalifikacyjnej każdy skoczek musiał oddać swój plastron, a te zostaną zdezynfekowane przed sobotnimi skokami.

Nieformalny zjazd FIS-u w Wiśle

Kilka dni temu FIS opublikował protokół dt. postępowania w sprawie przeciwdziałania covid-19. Wynika z niego, że każdy skoczek, działacz, trener czy dziennikarz będzie musiał przed każdymi zawodami przechodzić test na koronawirusa. Wydaje się, że w tym protokole będzie trzeba dokonać zmian, bo wielu drużyn po prostu nie będzie stać na przeprowadzanie regularnych testów. Do Wisły zjechało wielu ważnych przedstawicieli FIS-u, którzy pierwszy raz od dawna mają możliwość spotkania się w większym gronie. Można uznać, że w Wiśle dochodzi do takiego nieformalnego kongresu FIS-u, a w kuluarowych spotkaniach będą omawiane różne problemy nadchodzących miesięcy. Wiele wskazuje na to, że Puchar Świata, jaki znamy z ostatnich kilkunastu lat, tym razem się zmieni. FIS analizuje różne możliwości i ma plan A oraz B rozegrania zimowej rywalizacji. 

- Na pewno zima nie będzie taka, jak w poprzednich latach. Epidemia wciąż trwa i niewiele się zmienia. W Polsce notujemy rekordowe zachorowania. Ludzie wariowali, kiedy było mało przypadków w naszym kraju, a teraz jest blisko tysiąca. Trzeba się pilnować. Liczę się z tym, że zima może być albo bez kibiców, albo z ograniczoną ich liczbą. Na pewno ucierpi na tym widowisko i atmosfera. Mam tylko nadzieję, że nie będą odwoływane konkursy - mówi Dawid Kubacki

Więcej o: