Drastycznie wzrosły wydatki na organizację konkursów skoków w Polsce. "To dla nas ogromny wysiłek"

Decyzja o zawodach Letniego Grand Prix w skokach narciarskich w Polsce i Kazachstanie została odłożona do 6 lipca - poinformował FIS. Organizatorzy konkursów w Wiśle pracują tak, jakby te miały się odbyć we wrześniu, ale Andrzej Wąsowicz zdradza, że ich odwołanie przyjąłby ze spokojem. - Sandro Pertile nie będzie za nie umierał - mówi dyrektor skoczni im. Adama Małysza.

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdecydowała o przesunięciu terminu podjęcia decyzji o zawodach Letniego Grand Prix w skokach narciarskich na 6 lipca. Wtedy dowiemy się, co stanie się z konkursami w Wiśle oraz w Kazachstanie. Początkowo planowano, że cykl rozpocznie się w Polsce w dniach 17-19 lipca. Później ze względu na epidemię koronawirusa przesunięto termin na 21-23 sierpnia i to wciąż oficjalna propozycja FIS.

Zobacz wideo Adam Małysz: W Lahti byłem potwornie zły. Nie wierzyłem w to, co robił Karl Geiger, że to taki fighter. Czułem, że inni coś mieli

Letnie Grand Prix tylko we wrześniu i z kibicami

Wiadomo już jednak, że zarówno federacja, jak i organizatorzy zawodów w Wiśle chcieliby spróbować przeprowadzić je we wrześniu. Cały sztab przygotowuje plan wydarzenia tak, jakby konkursy miały się odbyć. Wstęp na skocznię miałaby ograniczona liczba kibiców. - To nasza propozycja i do jej realizacji będziemy dążyć. To w jej sprawie będzie podejmowana decyzja w lipcu - mówi dla Sport.pl Andrzej Wąsowicz. - Czekamy i rozciągamy to w czasie, bo chcemy, żeby było potwierdzenie, czy na obiekt weszłaby choćby część kibiców. Przychody z biletów to około 1/3 całego budżetu, więc są dla nas kluczowym wyznacznikiem w sprawie organizacji imprezy - ocenia. 

Zakażony Śląsk nie pomaga, ale Beskidy są czyste

Decyzja należy jednak do członków komisji FIS. Mogą na nią wpływać różne czynniki, a w tym choćby fakt, że Wisła znajduje się na Śląsku, czyli w strefie mocno dotkniętej nowymi zachorowaniami na koronawirusa. Wąsowicz nie obawia się jednak, że ten aspekt będzie kluczowy dla federacji. - W Wiśle w tym momencie nie mamy żadnego aktywnego przypadku, a od marca było ich zaledwie sześć. W okolicznych miastach koronawirus nie pojawiał się o wiele częściej, więc jesteśmy czyści. Ta ogólna opinia o Śląsku na pewno nam nie pomaga, bo wpływa negatywnie na mniej dotknięte wirusem Beskidy - twierdzi prezes Śląsko-Beskidziego Związku Narciarskiego. 

Inauguracja PŚ musi się odbyć. Wąsowicz: "Pertile nie będzie umierał za przeprowadzenie LGP"

Już wcześniej Wąsowicz mówił o tym, że być może korzystniejszą decyzją w sprawie Letniego Grand Prix dla Wisły, byłoby odwołanie cyklu. Przyniosłoby potrzebne organizatorom oszczędności. - Wszystko drożeje, obecnie zużywamy dużo energii na wyciąg po wznowieniu działalności turystycznej na skoczni i wzrost kosztów to około 30 procent. To dla nas ogromny wysiłek i zdajemy sobie sprawę, że tak może być w niemalże każdej dziedzinie naszych wydatków - zapowiada działacz. 

Pieniądze przeznaczone byłyby na kluczową imprezę dla Wisły i Polski - inaugurację Pucharu Świata w skokach zaplanowaną na listopad. - Już wdrażamy nowe rozwiązania. Chcemy zakupić pompy, które wykorzystamy do lepszej produkcji śniegu. Jest jeszcze kilka innych inwestycji, więc chcemy mieć pewność, że impreza zostanie zorganizowana. Dla naszych interesów zawody w zasadzie muszą się odbyć, podobnie mówi o tym Sandro Pertile, dyrektor PŚ. On nie będzie umierał, jeśli trzeba będzie odwołać Letnie Grand Prix. Gdy zamknięto go na 10 dni podczas zawodów w Norwegii pod koniec sezonu, zrozumiał powagę sytuacji - opisuje Wąsowicz. Zdradził także deadline, po którym Wisła musi zacząć przygotowania do zimowej inauguracji. - To 15 października. Wtedy musimy wiedzieć, czy się odbędą i od tamtego momentu ruszą ostateczne przygotowania, żebyśmy ze wszystkim zdążyli - wskazuje. Konkursy zaplanowano na dni 21-23 listopada. 

W Wiśle skaczą i będą skakać polskie kadry. Ale chciały przyjechać też zagraniczne

Obecnie na skoczni w Wiśle-Malince można już przeprowadzać treningi. Trenują tam polskie skoczkinie, a zaplanowane zgrupowanie mają także zawodnicy z kadry narodowej prowadzonej przez Michala Doleżala, Macieja Maciusiaka i Grzegorza Sobczyka. Może się ono nawet przedłużyć, jeśli Polacy nie będą mogli wyjechać na zagraniczny obóz do słoweńskiej Planicy. O dostępność obiektu pytali także przedstawiciele zagranicznych kadr. - Chcieli przyjeżdżać Słoweńcy, Czesi czy Rosjanie. Na razie nie jestem jednak przekonany co do wpuszczania na obiekt innych ekip niż nasze. Może w kolejnych tygodniach albo miesiącach zmienię zdanie - zaznacza Andrzej Wąsowicz.

Przeczytaj także: