96 - tyle osób pod koniec marca straciło prace w Norweskim Związku Narciarskim. Norwegowie od kilku tygodni borykają się z ogromnymi problemami finansowymi, wywołanymi pośrednio przez pandemię koronawirusa. Pośrednio, bo bezpośredni wpływ na kłopoty miało odwołanie Raw Air, do którego doszło właśnie przez rozprzestrzenianie się choroby.
Jednak nie tylko pandemia ma wpływ na dramatyczną sytuację finansową w Norweskim Związku Narciarskim. Finansową lawinę rozpoczęli bowiem Chińczycy, którzy bez zapowiedzi wycofali się ze wspólnego projektu olimpijskiego. W jego ramach chińscy skoczkowie mieszkali i trenowali w Norwegii, przygotowując się do IO. W pewnym momencie po prostu jednak wyjechali. Spakowali się i bez słowa opuścili hotele opłacone przez Norwegów. Do tego wszystkiego doszło jednak wycofanie się jednego z głównych sponsorów norweskich skoczków, który z NSF zakończył współprace kilka miesięcy temu.
Jeżeli sytuacja szybko się nie poprawi (a nic na to nie wskazuje), Norwegowie mogą pójść w ślady Finów, których problemy finansowe doprowadziły do sportowej zapaści w skokach narciarskich. - Krwawimy finansowo, oszczędzamy na wszystkim, nawet na kawie dla pracowników, która była darmowa. Teraz wyłączyliśmy maszyny do jej przygotowania - w ten sposób sytuację w związku zobrazowała Ingvild Bretten Berg, sekretarz generalna NSF cytowana przez sport.interia.pl.
Czarny scenariusz dla norweskich skoków przedstawił natomiast Alexander Stoeckl, trener norweskiej kadry A. - "Wygląda na to, że zlikwidowana zostanie kadra B i zmniejszona kadra A. Zostanie zredukowana część aparatu pomocniczego, w tym trenerzy, którzy z powodu swoich kwalifikacji i know-how z łatwością znajdą pracę u naszych rywali. Redukcja będzie miała poważne konsekwencje. Od zmniejszenia kwot narodowych z powodu braku zawodników, bo dopływ juniorów się zmniejszy, utrata wielkich zawodów międzynarodowych i w końcu stopniowe zmniejszanie się wpływów od sponsorów... aż do ich odejścia" - powiedział Stoeckl, cytowany przez sport.interia.pl.
Przeczytaj także: