Były rywal Kamila Stocha ma za sobą najgorszy sezon od lat. Wrócił do PK po 3360 dniach

W sezonie 2017/18 Richard Freitag do końca walczył z Kamilem Stochem o triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Od dłuższego czasu nie może jednak wrócić do dobrej dyspozycji, a w tym sezonie musiał wrócić do startów w Pucharze Kontynentalnym. Gdzie niemiecki zawodnik stracił tak świetną dyspozycję?

19 listopada 2017 roku - inauguracja indywidualnych zmagań skoczków w ramach kolejnego sezonu Pucharu Świata. Konkurs w Wiśle wyłonił niespodziewanego zwycięzcę. Triumfował wtedy Junshiro Kobayashi, wyprzedzając Kamila Stocha i Stefana Krafta. Czwarte miejsce zajął Richard Freitag, który wyrównał osiągnięcie sprzed dwóch lat, kiedy też uplasował się w pierwszych zawodach nowej kampanii tuż za podium. Kolejny weekend – w Ruce – i kolejna solidna postawa Niemca. Kończąc rywalizację na szóstej lokacie, Freitag okazał się najlepszym spośród pierwszej czwórki “generalki” głównego cyklu. Potem było już tylko lepiej. Po zwycięstwie i drugim miejscu w Niżnym Tagile przejął od Junshiro Kobayashiego żółty plastron lidera Pucharu Świata i nie zamierzał szybko go oddać, gdyż w Engelbergu powtórzył wyczyn ze zmagań w kompleksie Aist.

Zobacz wideo Adam Małysz: W Lahti byłem potwornie zły. Nie wierzyłem w to, co robił Karl Geiger, że to taki fighter. Czułem, że inni coś mieli

Upadek, który zmienił Richarda Freitaga

Wreszcie przyszedł czas na Turniej Czterech Skoczni. Niemieccy kibice z wielkimi nadziejami przystępowali do niego, wierząc, że to właśnie Freitag przełamie złą passę ich rodaków. Mógł to być pierwszy triumf Niemca od sezonu 2001/02 w prestiżowym turnieju. Wtedy Złoty Orzeł przypadł Svenowi Hannawaldowi, który triumfował we wszystkich czterech konkursach. Notowania Freitaga spadły jednak nieco po rywalizacji w Oberstdorfie oraz Garmisch-Partenkirchen. Na Grosse Olympiaschanze, gdzie wygrał Stoch, Niemiec stracił do Polaka łącznie 11,8 punktu i w klasyfikacji cyklu plasował się na drugiej pozycji. Karuzela Turnieju Czterech Skoczni przeniosła się do Innsbrucku, gdzie warunki atmosferyczne lubiły dorzucić swoje trzy grosze. Na Bergisel również triumf odniósł Stoch, lecz za nim nie uplasował się Freitag. Niemiec po pierwszej serii zajmował 22. lokatę, ponieważ nie ustał skoku na 130. metr. Skutki upadku okazały się na tyle groźne dla jego zdrowia, że postanowił się wycofać. Można sądzić, że ten upadek odcisnął swoje piętno na dalszej karierze Freitaga.

Po wydarzeniach w Innsbrucku, Niemiec musiał zrobić sobie przerwę od rywalizacji. Nie skakał w Bischofshofen, opuścił także weekend w Bad Mitterndorf, gdzie udało się rozegrać jeden konkurs. Wrócił 19 stycznia podczas mistrzostw świata w lotach narciarskich rozgrywanych w Oberstdorfie. I od razu odniósł sukces. Zdobył brąz w zmaganiach indywidualnych, plasując się za pierwszym Tande i drugim Stochem. Na pucharowe podium wrócił siedem dni później, gdy w Willingen zajął drugie miejsce. Wtedy Niemiec odskoczył nieco Stochowi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i śmiało można było twierdzić, że jest jednym z głównych kandydatów do odebrania w Planicy Kryształowej Kuli. Jednak koszulkę lidera tego cyklu stracił już dzień później – w niedzielę – kiedy zawody na Muhlenkopfschanze, rozgrywane w trudnych warunkach zakończył na 28. pozycji. W tej roli zmienił go Stoch, który stanął na drugim stopniu podium.

Kryzys formy

Rezulat z sobotniego konkursu Freitaga w Willingen okazał się być najlepszym do końca sezonu. Przyszła pora na Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2018 w Pjongczangu, gdzie na normalnej, jak i dużej skoczni Niemiec uplasował się na dziewiątej lokacie. Zdobył za to srebro w konkursie drużynowym. W Lahti Freitag był dopiero piętnasty, ale do końca zmagań prezentował już równą formę, nie wypadając z "dziesiątki" kolejnych zawodów. W ten sposób Niemiec dokonał swojego największego osiągnięcia w jego dotychczasowych karierze. Został drugim zawodnikiem klasyfikacji generalnej PŚ, gromadząc łącznie 1070 punktów.

Czy kolejny sezon był dla Freitaga równie dobry, co poprzedni? Nic bardziej mylnego. Rok temu skoczek z Erlabrunn zaliczył najgorszy sezon w zawodach najwyższej rangi od cyklu 2013/14, gdy był 24. Sklasyfikowano go na 21. pozycji z liczbą 331 oczek. Mało tego, najlepszym wynikiem Niemca była czwarta lokata w Willingen. Mały przebłysk Freitag miał miejsce na MŚ w Seefeld. Był dziewiątym skoczkiem rywalizacji na dużym obiekcie i piątym na normalnym w szalonym konkursie. Został też członkiem złotej reprezentacji Niemiec w rywalizacji drużyn.

Miniony sezon Freitag rozpoczął prezentując dyspozycję podobnej do tej w ciągu całego poprzedniego roku. Był 24. w Wiśle, 15. w Ruce, 18. i 30. w Niżnym Tagile. Ale następnie, w Klingenthal oraz Engelbergu, wicemistrz olimpijski kompletnie się zaciął, o czym mówią jego wyniki – lokaty w czwartej i piątej dziesiątce stawki. To był początek końca Freitaga, który przepadł w kwalifikacjach do pierwszych zawodów Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Po tym trener reprezentacji Niemiec, Stefan Horngacher, zdecydował się odstawić swojego podopiecznego.

Po treningach i odpoczynku od skakania w zawodach najwyższej rangi, zawodnik z Erlabrunn powrócił do Pucharu Świata na weekend w Zakopanem. I wtedy wydawało się, że jest już lepiej. Może nie wskazywał tego skok z pierwszego treningu na Wielkiej Krokwi (41. miejsce), ale 19. i 16. miejsce odpowiednio w drugiej serii treningowej i kwalifikacyjnej – już tak. Mimo to Horngacher nie zdecydował się wystawić Freitaga w sobotnim konkursie drużynowym, w którym Niemcy, w składzie: Constantin Schmid, Markus Eisenbichler, Stephan Leyhe, Karl Geiger, odnieśli zwycięstwo. Reprezentant naszych zachodnich sąsiadów z niecierpliwością czekał na zmagania indywidualne, lecz w niedzielę coś zawiodło. Zajął dopiero 48. pozycję. Niemiec dostał jeszcze swoją szansę podczas następnego weekendu Sapporo, ale tam również nie pokazał się z dobrej strony, kończąc rywalizację zakończył na 47. lokacie i nie awansując do drugiego z konkursów.28-latek pojechał jeszcze do Willingen, by na Muhlenkopfschanze uplasować się na jednym z najbardziej pechowych miejsc dla skoczka – 31.

Powrót po 3360 dniach

Freitag musiał wrócić do miejsca, gdzie nie było go od 3360 dni. Wziął udział w konkursie Pucharu Kontynentalnego. Ostatnio w "drugoligowych" zawodach Niemiec zaprezentował się 11 grudnia 2010 roku, kiedy zajął drugą pozycję w Vikersund za swoim rodakiem Stephanem Hocke. 

22 lutego 28-latek zmuszony był wystąpić w konkursie PK w Val di Fiemme i zajął w nim zaledwie 24. lokatę. Na drugi dzień na kompleksie Trampolino Dal Ben, znów był 24. Pojechał jeszcze do Reny, gdzie rywalizację udało się przeprowadzić tylko jednego dnia. Ale i tam było jedynie 12. miejsce. W ten sposób sezon 2019/20 z udziałem Freitaga dobiegł końca.

Od walki o Kryształową Kulę do błąkania się po Pucharze Kontynentalnym

Niemiec w kolejnych zawodach nie startował. Pojechał jedynie do Oberwiesenthal w roli lokalnego patrona mistrzostw świata juniorów organizowanych w niemieckiej miejscowości. Miniony sezon był najgorszym w karierze Niemca od 2010 roku. Wtedy w zawodach najwyższej rangi punktował tylko raz. Teraz uplasował się na 44. pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z dorobkiem zaledwie 37 punktów.

Notowania Freitaga na przestrzeni czterech lat drastycznie spadły. Walczył o Kryształową Kulę, żeby kilkanaście miesięcy później błąkać się po Pucharu Kontynentalnym. W 2017 roku przed Turniejem Czterech Skoczni była seria siedmiu miejsc na podium z rzędu (trzy zwycięstwa, cztery drugie miejsca). W kolejnych sezonach sytuacja tylko się pogarszała. Miniony był już tylko istnym koszmarem Freitaga, który teraz musi znaleźć sposób na powrót do regularnego pojawiania się w czołówce. Więcej o sportach zimowych przeczytasz na sportsinwinter.pl