Sport.pl

Dlaczego jury nie panowało nad konkursem w Lillehammer? "Krótki skok jest zawsze lepszy. Belką naprawdę zajmują się fachowcy"

- Rok temu w Zakopanem David Siegel upadł i zerwał więzadła w kolanie, a my musieliśmy się mocno tłumaczyć, dlaczego dopuściliśmy do skoków poza 140. metr. Skoki są bardzo trudne do poprowadzenia - mówi Ryszard Guńka. Ekspert próbuje wytłumaczyć, dlaczego jury konkursu w Lillehammer nie reagowało, gdy przez niekorzystny wiatr i obniżoną belkę startową dobre miejsca traciły gwiazdy skoków, w tym Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski po pierwszej serii był drugi, a ostatecznie zajął siódme miejsce.

Niezrozumiałe, dodatkowe punkty dla Eisenbichlera w pierwszej serii, brak reakcji jury na bardzo krótkie skoki czołówki w rundzie finałowej, generalnie zaskakujące ruchy dotyczące zmiany wysokości belki startowej to wszystko działo się w poniedziałkowym konkursie.

Zobacz wideo Adam Małysz i Apoloniusz Tajner o szkoleniu skoczków

Dlaczego widzom trudno było się odnaleźć w sytuacji? Pytamy Ryszarda Guńkę, naszego międzynarodowego arbitra, któremu zdarza się też występować w roli kierownika zawodów Pucharu Świata.

Łukasz Jachimiak: Jak się Panu podobał konkurs w Lillehammer?

Ryszard Guńka: No nie jest to przewidywalna skocznia. Bodajże trzy razy tam sędziowałem Puchary Świata i zawsze było tak, że od jeziora szedł wiatr do góry skoczni, a później się cofał. Przez to warunki dla części zawodników są tam dobre, a dla części złe. Wszyscy skoczkowie o tym wiedzą. W takich warunkach przeliczniki nie zawsze działają optymalnie.

W pierwszej serii po prostu zwariowały gdy skakał Markus Eisenbichler. Było widać, że doleciał do 138. metra, korzystając z podmuchu pod narty, tymczasem do noty dodano mu 6,4 pkt za rzekomo niekorzystny wiatr.

- Dziwnie wyszło może dlatego, że Niemiec przeleciał ponad wiatromierzem albo pod nim. Czasem jest też tak, że z jednej strony zeskoku wieje inaczej niż z drugiej strony. Zeskok ma 30 metrów szerokości. Wiadomo, że pomiary nie są idealne. Ale i tak już sobie nie wyobrażam skoków bez tego systemu.

Zgoda, ale trzeba pracować nad udoskonaleniem go. Przecież sytuacja z Eisenbichlerem jest tak samo jasna, jak była z Ryoyu Kobayashim w Niżnym Tagile.

- Oczywiście.

Przede wszystkim nie powinno być tak, że podmuchy są zliczane jeszcze kilka sekund po lądowaniu skoczka.

- Nie, tego to już nie ma. Problem jest generalnie taki, że wszystko jest policzone i opisane wzorami, ale jak człowiek chce to zrozumieć, to mu wyświetlą taki wzór, że nie jest w stanie tego objąć ani normalna, ani nawet lekko zaawansowana osoba. Ale proszę mi wierzyć, że co roku ten system jest poprawiany. Dowodem niech będzie Oslo. Tam zawsze przeliczniki wariowały najbardziej, a teraz nikt nie zgłaszał większych pretensji. Przeliczniki muszą być, a żeby były precyzyjne, to może skoczek musiałby mieć czujniki na kombinezonie.

Na to się na pewno nie zanosi, ale może wie Pan, co realnie może zostać zmienione?

- W Pucharze Kontynentalnym była próba zastosowania systemu dostarczanego przez inną firmę. I było bardzo dużo kłótni, pretensji, że źle wszystko działa. Nie jest to sprawa prosta. Trzeba pewnie więcej czujników wprowadzić, może umieścić je na różnych wysokościach.

Teraz czujniki są rozmieszczone wzdłuż zeskoku mniej więcej na wysokości toru lotu skoczków?

- Tak, ale jeden zawodnik ma taką technikę, że leci wyżej, a inny taką, że się prawie ślizga po zeskoku.

W drugiej serii w Lillehammer prawie wszyscy z czołówki ślizgali się po zeskoku, tak ich zduszał wiatr. Dlaczego jury najpierw obniżyło belkę po wcale nie rewelacyjnym skoku Constantina Schmida, a później jej nie podniosło?

- Ze zmianami belki sprawa naprawdę nie jest łatwa i naprawdę zajmują się tym fachowcy. O długości rozbiegu decyduje trzech ludzi - delegat techniczny, który jest na wieży sędziowskiej, asystent, który jest przy trenerach i cały czas z nimi rozmawia, a tym trzecim jest kierownik zawodów, który znajduje się koło delegata.

Pan był kierownikiem zawodów ostatnio na Pucharze Świata w Zakopanem, a teraz proszę, żeby Pan sobie wyobraził, że był nim w poniedziałek w Lillehammer. Co by Pan zrobił po skoku Schmida na 132,5 metra? Obniżyłby Pan belkę? Przypomnijmy, że skocznia ma HS na 140. metrze.

- Sam bym nie decydował. Byłoby głosowanie w trójce, którą wymieniłem. A doradziłby nam jeszcze Borek Sedlak, który ma bardzo duże doświadczenie, bo pracował już na każdej skoczni, był wszędzie po wiele razy i zna specyfikę obiektów. My wszyscy mamy szczegółowe dane dotyczące wiatru, widzimy czy ma się zmienić, czy nie, wiemy, że na przykład idzie 10-minutowa fala warunków takich albo takich.

Dobrze, pół biedy, że po skoku Schmida belka poszła w dół. Ale dlaczego nie poszła w górę nawet gdy Michael Hayboeck przez bardzo mocny wiatr spadł na 113. metr? Przecież po pierwszej serii był ósmy [konkurs skończył na 29. miejscu], a ostatnio w Lahti stanął na podium, czyli jest w formie. Albo dlaczego nie podniesiono belki po tylko 123 metrach Karla Geigera?

- Po prostu nie podjęto ryzyka.

A może pędzono z konkursem, bo na swoje skoki czekały już kobiety?

- Nie, na pewno nie. Przecież skocznia w Lillehammer ma światła, nie byłoby problemu, żeby trochę opóźnić skakanie kobiet. Ze swojego doświadczenia wiem, że obniżenie belki jest koniecznością. Jeśli jest daleki skok, to przepis ci nakazuje zareagować. Jeśli zawodnik uzyska 95 proc. rozmiaru skoczni, to musi być głosowanie jury czy kontynuować, czy obniżyć.

Ale 132,5 metra to nie jest 95 procent rozmiaru skoczni w Lillehammer.

- Ja wiem, ale to też daleko i to już też jest wskazanie, że jury powinno się spotkać, a właściwie skonsultować przez krótkofalówki. Asystent stojący przy trenerach ma cały czas podgląd pomiaru wiatru, analizuje to, rozmawia z trenerami. I oni wcale nie mają takich wielkich pretensji. A o podniesieniu belki trudno jest zdecydować wszystkim, bo jak się podniesie, a warunki są zmienne, to może być tak, że ze dwóch zawodników skorzysta, odleci i po nich będzie trzeba znów belkę obniżać, przez co będzie krytyka za złą decyzję. Krótki skok zawsze jest lepszy niż przeskoczenie skoczni. Kwestia bezpieczeństwa jest dla jury najważniejsza. A naprawdę skoczkowie z pierwszej 30, a nawet z pierwszej 40 Pucharu Świata są tak lotni, że przy małym podmuchu odlatują. W Zakopanem w tym roku mieliśmy w miarę równe warunki, a gdy tylko trochę lepsze dostał Yukiya Sato, to ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi. W Lillehammer w drugiej serii z tej niskiej, 10. belki Stephan Leyhe odleciał na 133. metr. A co by zrobił, gdyby miał podniesioną belkę?

A mógł mieć, bo jechał tuż po Hayboecku.

- Powiem panu, że delegat czy Borek widzą tyle skoków i mają takie doświadczenie, że wiedzą, kto w danym momencie w jakiej jest dyspozycji i kogo na co stać. Po Hayboecku widać, że po kiepskim sezonie zaczyna dobrze skakać. Ale czy już jest na tyle ustabilizowany, żeby nie zepsuć? Może nie tylko przez wiatr i niską belkę wylądował blisko. Trzeba bardzo uważać na zawodników. Rok temu w Zakopanem mieliśmy bardzo dużo kłopotów po tym jak David Siegel upadł i zerwał więzadła w kolanie. Musieliśmy się mocno tłumaczyć, dlaczego dopuściliśmy do skoków poza 140. metr. Skoki są bardzo trudne do poprowadzenia, ale do oglądania są fajne, bo tu nigdy nie ma zdecydowanego faworyta.

Nie wiem czy na pewno fajne do oglądania są takie konkursy jak w Lillehammer.

- Ale generalnie emocji nie brakuje, a koniec końców sezon i tak wygrywają najlepsi.

Więcej o:
  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Stefan Kraft 1613
    2 Karl Geiger 1495
    3 Dawid Kubacki 1131
    4 Ryoyu Kobayashi 1099
    5 Kamil Stoch 895
    6 Marius Lindvik 834
    7 Stephan Leyhe 828
    8 Daniel Andre Tande 695
    9 Peter Prevc 644
    10 Piotr Żyła 604
    37 Jakub Wolny 58
    43 Maciej Kot 37
    46 Stefan Hula 31
    51 Aleksander Zniszczoł 18
    61 Klemens Murańka 8

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Austria 4720
    2 Niemcy 4578
    3 Norwegia 3975
    4 Polska 3832
    5 Słowenia 3437
    6 Japonia 3123
    7 Szwajcaria 698
    8 Czechy 335
    9 Finlandia 229
    10 Rosja 155
    11 Bułgaria 48
    12 Kanada 20
    13 USA 14
    14 Estonia 11
    15 Kazachstan 9
    16 Włochy 0
    16 Korea 0
    16 Ukraina 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Dawid Kubacki 1131.6
    2 Marius Lindvik 1111
    3 Karl Geiger 1108.4
    4 Ryoyu Kobayashi 1096
    5 Stefan Kraft 1086
    6 Johann Andre Forfang 1051
    7 Domen Prevc 1050.9
    8 Peter Prevc 1048.8
    9 Daiki Ito 1039
    10 Stephan Leyhe 1037.5
    13 Kamil Stoch 1023.6
    14 Piotr Żyła 1016.7
    31 Maciej Kot 571.9
    35 Stefan Hula 506

    • Lider turnieju
Komentarze (7)
Dlaczego jury nie panowało nad konkursem w Lillehammer? "Krótki skok jest zawsze lepszy. Belką naprawdę zajmują się fachowcy"
Zaloguj się
  • karawa81

    Oceniono 1 raz 1

    Guńka pamiętamy jak okradłeś Stocha z medalu olimpijskiego i jak opowiadałeś na łamach tejże gazety że naszych oceniasz surowiej bo tak jest lepiej dla twojej kariery bo nikt ci nie zarzuci stronniczości. Pamiętamy, nie zapomnimy. A gazeta dlaczego lansuje tego karierowicza? Nigdy nim nie był i nie będzie

  • karawa81

    Oceniono 1 raz 1

    Guńka pamiętamy jak okradłeś Stocha z medalu olimpijskiego i jak opowiadałeś przed konkursem na łamach tejże gazety że naszych to oceniasz surowiej bo tak jest lepiej dla twojej kariery bo nikt ci nie zarzuci stronniczości. Pamiętamy, nie zapomnimy, komu teraz do tyłka włazisz? A gazeta dlaczego lansuje tego karierowicza i dlaczego nazywa go ekspertem? Nigdy nim nie był i nie będzie

  • xzyzzy

    0

    czy ktoś jeszcze czyta te wypierdy o filozofii śnieżnego, państwowego kuglarstwa w świecie bez śniegu w czasach globalnej zarazy ?

  • race444

    Oceniono 1 raz -1

    Zakonczyc sezon jutro i bedze po problemie. W Planicy na MS w lotach zrobic losowanie mistrzem zostanie Kot, vice-mistrzem Zniszczol a Kubacki bedzie trzeci i znowu bedzie larmo

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX