Małysz musiał pokonać Japonkę, by przejść do historii. "Po tym, co zrobił, stała jak zamurowana"

Adam Małysz 277 punktów, Simon Ammann mniej aż o 21,5, a Thomas Morgenstern o 22 - tak wyglądało podium konkursu MŚ na skoczni normalnej w Sapporo. Szwajcar i Austriak nosili na barkach Polaka, który wygrał zawody tej rangi z największą przewagą w historii. A w ekipie Małysza wszyscy czuli ulgę po organizacyjnej wpadce. - Przyjechaliśmy na styk. I jak się okazało, że Adam nie ma akredytacji, a kontrole były bardzo skrupulatne, to zrobiło się nam gorąco - wspomina ówczesny fizjoterapeuta kadry, Rafał Kot.

Małysz to czterokrotny mistrz świata. Żaden inny skoczek w historii nie zdobył indywidualnie aż tylu tytułów. Po swoje złota "Orzeł z Wisły" polecoał w 2001 roku w Lahti, dwa razy w 2003 roku w Predazzo i na koniec w Sapporo, 3 marca 2007 roku.

Zobacz wideo Najgorszy moment w historii konkursów w Zakopanem:

Konkurs na obiekcie Miyanomori był popisem niespełna 30-letniego Polaka, który w ostatniej części sezonu 2006/2007 imponował formą. Małysz był nie do zatrzymania w zawodach kończących tamte mistrzostw i później w Pucharze Świata. Po Sapporo wygrał sześć z siedmiu konkursów PŚ (nie wygrał tylko wietrznej loterii w Oslo, gdzie zdmuchnięty na buli ratował się przed upadkiem i zajął 54. miejsce) i w Planicy odebrał czwartą w karierze Kryształową Kulę za wygranie klasyfikacji generalnej PŚ. 

- Takich chwil grozy jak w Oslo nie przeżyłem chyba na skokach nigdy. Pamiętam, że na gorąco powiedziałem: "Jezu, Adam, ty jesteś blady jak ściana". A on na to: "Ty popatrz na siebie". Wtedy tylko rutyna pozwoliła Małyszowi uniknąć potwornego upadku i bardzo groźnej kontuzji - mówi Rafał Kot.

Adam Małysz był nie do zatrzymania. Nawet przez pewną Japonkę

Ciekawe, jak wszystko by się potoczyło, gdyby w drodze na złoty konkurs w Sapporo Małysza zatrzymała pewna Japonka. Odpowiadała za sprawdzanie, czy osoby wchodzące na skocznię są do tego uprawnione.

Rafał Kot przez wiele lat pracował w kadrze jako fizjoterapeuta. Małyszowi towarzyszył w wielu jego sukcesach i opowiedział, jak wyglądała wspomniana sytuacja. - Na swój złoty konkurs Adam nie wziął akredytacji. Zapomniał o niej, została w hotelu. A tam od miasta do skoczni jest spory kawałek. Przyjechaliśmy na styk, żeby się nie stresować, nie czekać niepotrzebnie na skoczni. I jak się okazało, że Adam nie ma akredytacji, a kontrole były bardzo skrupulatne, to zrobiło się nam gorąco. W Japonii ludzie zawsze sprawdzają wszystko od A do Z, wiedzieliśmy, że nie ma szans przejść niezauważonym. Patrzymy: wszyscy zawodnicy wychodzą z autobusu i przechodzą przez bramkę, przy której stoi starsza Japonka. Kobieta każdego zatrzymuje, bierze jego akredytację, przysuwa sobie przed oczy, dokładnie ogląda i dopiero przepuszcza, mówiąc "ok". Myśmy już nie wiedzieli co zrobić, baliśmy się, że obrócić nie zdążymy. I wtedy Adam nas zaskoczył. Podszedł do tej Japonki, złapał akredytację, którą miała na szyi, przysunął sobie pod oczy, popatrzył, powiedział "ok" i poszedł. A kobieta stała jak zamurowana - opowiada Rafał Kot.

3 marca ostatni tył i 3 marca koniec kariery

Dla Małysza Sapporo to ostatni triumf w mistrzostwach świata, ale nie ostatni wielki sukces. W 2010 roku zdobył dwa srebrne medale igrzysk olimpijskich w Vancouver, a w 2011 roku wywalczył brąz MŚ w Oslo. W stolicy Norwegii Małysz ogłosił też zakończenie kariery. Zrobił to 3 marca 2011 roku, czyli równo dziewięć lat temu i dokładnie cztery lata po zwycięstwie na MŚ w Sapporo.

Do dziś Małysz ma najwięcej medali wywalczonych indywidualnie na dwóch najbardziej prestiżowych imprezach, czyli igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata. Na igrzyskach zdobył cztery krążki (trzy srebra i brąz), a na MŚ aż sześć (cztery złota, srebro brąz), co łącznie daje 10 medali. Po osiem wywalczyli Matti Nykaenen (cztery na igrzyskach i cztery na MŚ), Jens Weissflog (3+5) i Simon Amman (4+4).