Kamil Stoch może wyrównać historyczny rekord Pucharu Świata. Pokazał prawdziwą moc

Kamil Stoch w czwartek pokazał w Rasnowie, że jest mocny i będzie jednym z faworytów na rumuńskiej skoczni. Polak musi jednak liczyć nie tylko na swoje dalekie skoki, ale także dobre noty i trochę szczęścia, bo tych dwóch rzeczy brakowało w czwartkowych skokach. Dzięki nieobecności Ryoyu Kobayashiego Stoch może ruszyć w pogoń za jednym z rekordów Pucharu Świata.
Zobacz wideo

Przed nami dwa konkursy Pucharu Świata na najmniejszej skoczni w tym sezonie. W Rasnovie (HS97) najlepsi skoczkowie latać będą tylko około 100 metrów. Żeby wygrać, trzeba skakać nie tylko daleko, ale też w przepięknym stylu. Szalenie ważny jest również łut szczęścia. A w tym wypadku szczęście ma być przewrotne: chodzi o to, by nie trafić na kapitalne warunki.

O co chodzi? Za kapitalne warunki wietrzne odejmuje się, rzecz jasna, dużo punktów. A wiatr na mniejszej skoczni nie ma takiego znaczenia jak na dużej. Rachunek: pomoc wiatru za cenę ujemnych punktów, wypada na takich skoczniach znacznie mniej korzystnie niż na dużych. Zbyt duża liczba odjętych "oczek" za dobre podmuchy może być nie do odrobienia na skoczni, na której nie da się daleko latać. Na mniejszych skoczniach liczy się przede wszystkim siła wybicia, a faza lotu jest krótsza. Dlatego idealna sytuacja to wiatr umiarkowanie sprzyjający. Taki, który nie zabierze wielu punktów, ale pozwoli na dobre skoki. Czasem lepiej skoczyć krócej, ale w dobrym stylu i przy przeciętnych warunkach - niby takie proste, a na skoczni normalnej to sprawa kluczowa.

Najlepiej było to widać w przypadku treningowych prób Kamila Stocha z czwartku.

I trening: 15. miejsce, 92 metry (-12,8 pkt za wiatr), 14. belka

II trening: 1. miejsce, 93 metry (-0,3 pkt za wiatr), 15. belka

Na normalnej skoczni dużo większe znaczenie mają oceny za styl. Różnice w odległościach między skoczkami są znacznie mniejsze i punkty od sędziów częściej rozstrzygają o miejscach. To teoretycznie bardzo dobra informacja dla Kamila Stocha, Stefana Krafta czy Karla Geigera, którzy regularnie dostają bardzo wysokie noty za technikę. Często też noty za nazwisko, co pokazał niedzielny konkurs na Kulm i przypadek Stefana Krafta. 

Stoch czeka na wybuch

Jak ważny jest styl, pokazał skok Kamila Stocha w czwartkowych kwalifikacjach. Aż 99 metrów, ale dopiero siódme miejsce, bo Stoch lądował z podpórką. Sędziowie przyznali mu noty po 15 pkt (łącznie 45,5 pkt). Gdyby wylądował na swoim normalnym poziomie, mógłby spokojnie liczyć na dziewiętnastki od sędziów i wygrałby czwartkowe kwalifikacje.

Dla Stocha to ważny weekend, być może szansa na przełom. Mógł takim być weekend w Zakopanem, gdzie Stoch wygrał drugi konkurs Pucharu Świata w tym sezonie, czym wyrównał osiągnięcie z poprzedniego roku, gdy również wygrał dwa konkursy. Później zdarzyła się mała obniżka formy w Sapporo, w którym Polak miał wielkie problemy m.in z jetlagiem. W kolejny weekend w Willingen stanął ponownie na podium, a na skoczni do lotów w Kulm przełamał klątwę austriackiego mamuta, na którym w poprzednich dwóch konkursach nie potrafił polecieć dalej niż  214 metrów. W niedzielnym konkursie Stoch otarł się nawet o podium w pierwszej serii, zajął czwarte miejsce mimo niesprzyjających warunków. 

Szansa na wyrównanie historycznego rekordu

Czy ten przełom zdarzy się w Rasnovie? W treningach i kwalifikacjach 33-latek pokazał naprawdę rewelacyjne skoki, choć poza drugim treningiem (Stoch wygrał), wyniki znowu nie do końca to pokazują. W pierwszym skoku treningowym Polak był 15. (wpłynęło na to bardzo duże odjęcie punktów za wiatr), a w kwalifikacjach siódmy - przez złe lądowanie (choć notę netto bez ocen sędziowskich miał zdecydowanie najlepszą).

W tym momencie Kamil Stoch traci do trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 286 punktów. Dużo, ale przed Polakiem jeszcze osiem konkursów, a w dwóch najbliższych nie będzie trzeciego w klasyfikacji Kobayashiego. Przy idealnym scenariuszu Polak po tym weekendzie może tracić zaledwie 86 punktów do Japończyka, a to w Lahti (które Stoch uwielbia) i podczas Raw Air jest jak najbardziej do odrobienia. Gdyby Stochowi udała się tak sztuka, to stałby się czwartym skoczkiem w historii, który cztery razy z rzędu stanął na podium całego sezonu Pucharu Świata. Za kadencji Stefana Horngachera raz wygrał, był drugi i trzeci. Do tej pory cztery podia z rzędu zaliczali: Matti Nykaenen, Andreas Goldberger i Armin Kogler.

Najważniejszy dla Stocha będzie weekend już po zakończeniu Pucharu Świata. Czyli weekend mistrzostw świata w lotach w Planicy, 20-22 marca. Nasz skoczek stanie wówczas przed szansą zdobycia pierwszego w karierze złotego medalu w lotach. To jedyne osiągnięcie, którego mu jeszcze brakuje to skompletowania wielkiego szlema skoków: mistrzostwo olimpijskie, mistrzostwo świata, Puchar Świata, Turniej Czterech Skoczni i mistrzostwo świata w lotach. Taki zestaw zdobył dotąd tylko Fin Matti Nykaenen.

Więcej o: