Legenda skoków zmarnowała wielką szansę. Czy to koniec wspaniałej historii?

Noriaki Kasai w fatalnym stylu odpadł w kwalifikacjach do sobotniego konkursu w Sapporo, a dla Japończyka była to jedna z ostatnich szans na powrót do zawodów Pucharu Świata. Przez lata wydawało się, że mijający czas oszczędza legendarnego skoczka, ale koniec jego kariery jest coraz bliżej. Na kolejne powroty do PŚ będzie musiał solidnie zapracować w drugiej lidze skoków, a i to przychodzi mu z coraz większym trudem.
Zobacz wideo

Noriaki Kasai w piątkowych kwalifikacjach do sobotniego konkursu w Sapporo poleciał zaledwie 84,5 metra. Była to najkrótsza odległość eliminacji i 55. miejsce dla blisko 48-letniego zawodnika. W treningach wcale nie było dużo lepiej, bo Kasai zajmował 54. i 50. miejsce. Skoczek, który debiutował w Pucharze Świata 17 grudnia 1988 roku (dla porównania Stoch urodził się w maju 1987 roku), a pierwsze zwycięstwo odniósł 22 marca 1992 roku, w świadomości polskich kibiców nadal żyje jako skoczek, który w sędziwym dla sportowca wieku osiąga wielkie sukcesy. Prawda jest jednak taka, że ostatni naprawdę dobry sezon Kasaiego to 2015/2016, w którym Japończyk zdobył 909 punkty w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Sezon później było to już jednak tylko 401 punktów. W kolejnych sezonach zdobywał odpowiednio 164, 88, a obecnie 0 punktów. I jedno jest pewne, tak źle z jego formą jeszcze nie było. I trudno spodziewać, się, że wróci do świetnych skoków, bo coraz mocniej narzeka też na problemy z kolanami i plecami. 

Kasai musi walczyć w Kontynentalu

Słabe skoki sprawiły, że Kasai stracił miejsce w Pucharze Świata i o powrót do pierwszej ligi musiał walczyć w Pucharze Kontynentalnym. Powrót do drugiej ligi po 18 latach przerwy nie był najlepszy, bo zawodnik zajmował 37, 31 i 33. miejsce, ale ostatnie trzy konkursy były nieco lepsze, bo Kasai był 7., 14. i 12. Dzięki temu znalazł się w grupie krajowej na konkursy w Sapporo. - Kasai wciąż deklaruje chęć jak najszybszego powrotu do Pucharu Świata, ale według planu Japończyków w kolejnych dwóch weekendach po Sapporo powinni startować najlepsi zawodnicy w klasyfikacji generalnej po Zakopanem. Przynajmniej w teorii wyniki konkursów w Sapporo nie powinny mieć wpływu na skład. I ten prawdopodobnie pozostanie niezmieniony. Jeśli tak się stanie, to Kasai w połowie lutego będzie startował w krajowych zawodach na Okurayamie, a pod koniec lutego pojedzie z zapleczem na PŚ do Rasnova, w którym kadra A ma nie startować. Trudno się jednak spodziewać cudów na skoczni normalnej, więc kto wie czy nie najważniejszymi startami tej zimy będzie dla niego PK w Renie (29.02-01.03) i Lahti (07-08.03) - analizuje Konrad Rakowski, wielbiciel japońskich skoków i jeden twórców skokowego profilu localSJresults na Twitterze.

I dodaje: Jeśli dobrze się tam zaprezentuje, to istnieje dla niego furtka dołączenia na Raw Air i mistrzostwa świata w lotach. Potrzebna jest nie tylko jego dobra forma, ale też kryzys części kadry A, który ułatwiłby mu wskoczenie do składu. Sytuacja Kasaiego jest więc trudna, ale w teorii skoczek może jeszcze zakończyć sezon medalem MŚwL w drużynie. Gorzej wygląda sytuacja z powrotem do PŚ w przyszłym sezonie - tutaj uratowałby go jesienny tytuł mistrza Japonii na dużej skoczni, który gwarantuje miejsce w składzie. 

Późno się postarzał

W tym sezonie 48-latek wystąpił w sześciu konkursach PŚ i aż 4 razy odpadał w kwalifikacjach. Noriaki Kasai to jednak absolutny rekordzista w stawce Pucharu Świata. Japończyk wystąpił do tej pory w 568 konkursach. Drugi w klasyfikacji jest Simon Ammann ma 432, a trzeci Janne Ahonen 411 występów. O karierze Japończyka wiele mówi również fakt, że na 568 startów aż 462 razy udawało mu się wskakiwać do drugiej serii, a 213 razy był w najlepszej dziesiątce. W tej klasyfikacji lepszy jest tylko Janne Ahonen (248 miejsc w „top 10’’). Utrzymywanie tak dobrej formy na przestrzeni niemal trzydziestu lat musi robić ogromne wrażenie.

Kasai dzierży również rekord najstarszego indywidualnego zwycięzcy zawodów PŚ. Dokonał tego ponad pięć lat temu (29 listopada 2014 roku w Kuusamo) i już wtedy był starszy od drugiego w rankingu Takanobu Okabe o ponad cztery lata. Japończyk dzierży także rekord najstarszego skoczka na podium PŚ. Dokonał tego 26 marca 2017 roku, na zakończenie sezonu w Planicy. Miał wówczas 44 lata, 9 miesięcy i 20 dni.

Sekret na sportową długowieczność

Kasai przez wiele lat nie chciał wiązać się z żadną kobietą, bo miał w pamięci traumatyczne przeżycia związane ze śmiercią matki i chorobą siostry. Przełom nastąpił jednak w 2014 roku, gdy wziął ślub z młodszą od siebie Reiną. Trzy tygodnie po śmierci siostry na świat przyszła córka Kasaiego – Rina, był wówczas koniec stycznia 2016 roku. Japończyk wspominał, że był to najdziwniejszy czas w jego karierze, bo smutek z powodu straty siostry mieszał się z wielkim szczęściem, jakim było pierwsze dziecko. 

Kasai twierdził, że to właśnie córka daje mu największą motywację do uprawiania skoków narciarskich. Rodzina to jednak także nowe obowiązki, których Kasai nie miał przez całą swoją karierę i wyróżniało go to w stawce Pucharu Świata. Brak żony i dzieci mógł być także jednym z sekretów na sportową długowieczność. Gdy inni zmagali się z problemami rozłąki z rodziną, a dzieci wychowywały się praktycznie bez ojców, Kasai mógł realizować się sportowo i całe swoje życie poświęcał skokom narciarskim. Teraz sytuacja się zmieniła, bo pod koniec 2019 roku na świat przyszło drugie dziecko Japończyka i tym razem jest to syn.

Czas 48-letniego Kasaiego w profesjonalnym sporcie mija i wydaje się, że teraz coraz trudniej będzie mu łączyć rolę skoczka narciarskiego z rolą ojca. Tym bardziej, że wyników od dawna nie ma i nic nie wskazuje na to, żeby mogły powrócić. Kasai może pochwalić się jednak tym, że to on był zawodnikiem, który przez lata ratował honor japońskich skoków i połączył klamrą erę Funakiego, Harady czy Mijahiry z erą młodych i odnoszących sukcesy skoczków, jak Yukija Sato, czy Ryoyu Kobayashi.