Adam Małysz dla Sport.pl: Otwieramy i zamykamy tabelę. Cieszymy się i martwimy

- Bardzo pozytywne jest to, że Dawid wygrywa, że Kamil fajnie skacze, że Piotrek bardzo dobrze, ale widzimy, że nie jest wesoło z resztą - mówi nam Adam Małysz. Z dyrektorem Polskiego Związku Narciarskiego ds. skoków i kombinacji norweskiej rozmawialiśmy po słodko-gorzkim piątku w Zakopanem.

Jakub Wolny nie zakwalifikował się do konkursu indywidualnego, a znalazł się w składzie Polski na sobotnią drużynówkę. Stało się tak, bo poza Dawidem Kubackim, Kamilem Stochem i Piotrem Żyłą nasi skoczkowie spisywali się w piątek w Zakopanem bardzo słabo.W dwóch seriach treningowych i w kwalifikacjach zajęli oni następujące miejsca:

  • Jakub Wolny: 31., 52., 56.
  • Maciej Kot: 44., 39., 48.
  • Aleksander Zniszczoł: 48., 49., 46.
  • Stefan Hula: 52. 42., 53.
  • Andrzej Stękała: 51., 59., 57.
  • Adam Niżnik: 56., 54., 54.
Zobacz wideo

Kwalifikacje wygrał Dawid Kubacki, ale w niedzielnym konkursie indywidualnym zobaczymy tylko pięciu Polaków. W sobotę odbędzie się drużynówka. Start o godzinie 16.15, relacja na żywo na Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Polacy wygrali wszystkie piątkowe serie w Zakopanem, ale też w każdej mieliśmy Polaków na końcu tabeli wyników. Na co bardziej patrzysz?

Adam Małysz: Widzę, że otwieramy i zamykamy tabelę. Bardzo pozytywne jest to, że Dawid wygrywa, że Kamil fajnie skacze, że Piotrek bardzo dobrze, ale widzimy, że pozostali zawodnicy po raz kolejny nie są w stanie przenieść skoków ze spokojnych treningów na serie w Pucharze Świata. Nie jest wesoło z tą resztą. Trudno jest cokolwiek zrobić, bo nie mamy kim zastąpić tych zawodników. Jest Olek Zniszczoł, który się zakwalifikował, i to jest plus. Ale generalnie jest ciężko.

Słyszałem, jak mówiłeś innym dziennikarzom, że nie jest dobrze, kiedy się pojawia zbyt wielu doradców, że zawodnicy muszą ufać trenerom, z którymi są na co dzień. A może właśnie warto byłoby wpuścić do dołującej części kadry fachowca z zewnątrz, na przykład doświadczonego Jana Szturca, który wiele razy pomagał tobie? Może spojrzenie kogoś nowego coś by zmieniło?

Na pewno problem jest taki, że coraz mniej jest trenerów w klubach i zawodnicy z kadry A nie mają takiej możliwości, jaką ja miałem. Ja w kłopotach mogłem pojechać do swojego trenera klubowego i z nim popracować. Taki trener na pewno popatrzył z innej strony, miał inną perspektywę. Na pewno jest tak, że trenerzy, którzy są z zawodnikami codziennie, mogą szczegółów nie widzieć tak, jak zobaczy trener rzadziej mający kontakt z zawodnikiem. Ale Maciek Kot czy Stefan Hula nigdy z Jasiem Szturcem nie skakali, trudno byłoby ich teraz wysyłać do Jasia, żeby on im coś podpowiedział. Oczywiście każdą radę bierzemy pod uwagę, ale chłopaki przede wszystkim muszą sobie sami ze sobą poradzić. Duży problem jest w głowie. Na treningach jest wszystko okej, a przychodzą zawody i chłopaków odcina.

Może w takim razie przydałby się znów psycholog na etacie w kadrze?

Oni pracują z psychologami, każdy indywidualnie.

Nie każdy.

Ale myśmy już tak pracowali, że był psycholog dla całej grupy i to się nie sprawdzało. Każdy zawodnik jest inny i każdy potrzebuje innego psychologa, innego podejścia, innej metody. Dlatego Polski Związek Narciarski postanowił, że jeżeli ktoś chce pracować ze specjalistą, to związek w tym pomoże, ale niczego nikomu nie będzie narzucał i będzie to robione indywidualnie.

A ty się czujesz na siłach, żeby podnieść na duchu np. Stefana Hulę, który podłamany powiedział nam, że pora się spakować i jechać do domu, a co dalej, to on nie wie?

Wiele razy rozmawiałem ze Stefanem. Gadałem z nim długo ostatnio w Neustadt. Mówiłem mu, jak ja robiłem, kiedy mi nie szło, na czym się koncentrowałem. Ale mi pewne rzeczy mogły pomagać, a jemu nie muszą. W takich trudnych momentach, w jakich teraz są Stefan czy Maciek, my jako team musimy dawać wsparcie, ale zawodnicy naprawdę muszą sobie przede wszystkim poradzić sami.

Co ty robiłeś, poza tym, że jeździłeś po pomoc do trenera Szturca?

Mnie bardzo pomógł Jasiu Blecharz. Na początku moich wielkich sukcesów podpowiedział mi wiele metod na radzenie sobie w różnych stresowych sytuacjach. Oczywiście później pracowałem też z innymi psychologami, ale zawsze wracałem do rzeczy od Jasia Blecharza, do jego metod. Chłopakom mogę mówić, że ich rozumiem, bo wiem, pamiętam, jak bardzo trudno jest podnieść swój poziom w trakcie sezonu, gdy są zawody za zawodami. Trening był wiosną, latem i jesienią. Na koniec jesieni byliśmy tu na Wielkiej Krokwi i naprawdę Maciek i Stefan skakali dobrze. Maciek wcale nie skakał gorzej od Piotrka Żyły i Kamila Stocha. Wszystko się skończyło w Wiśle. Przyjechał i nie wiemy, co się stało. Czy znowu za szybko i za bardzo chciał wygrywać, czy co się stało, ale przestał iść stopniami, którymi przez całe lato szedł stabilnie. Bardzo trudno jest pomóc tym zawodnikom, bo problem jest w ich głowach.

Powiedz szczerze: z trzema mocnymi, ale czwartym bardzo niepewnym zawodnikiem będziemy walczyć o podium w sobotniej drużynówce?

Chcielibyśmy bardzo. I na pewno będziemy walczyć. Wiadomo, że brakuje nam mocnego czwartego, bo żeby walczyć o zwycięstwo, to czwarty musiałby być w czołowej dwudziestce. Ale może jakiś cud się zdarzy i ten czwarty dostanie jakiegoś olśnienia? To się czasem zdarza. Bywa, że nagle zawodnik się budzi i skacze swoje dobre skoki.

Gdybyś ty miał wybrać tego czwartego, to tak jak Michal Doleżal wskazałbyś na Jakuba Wolnego?

Nie wiem. Chyba wybierałbym między Maćkiem Kotem i Olkiem Zniszczołem, bo to są zawodnicy, którzy się zakwalifikowali do konkursu i skakali w miarę równo. Kuba Wolny na pewno miał dobry pierwszy skok, a później im dalej, tym było gorzej. Było widać, że zaczął kombinować, niepotrzebnie coś chciał poprawić. Szkoda, że w kwalifikacjach wrócił do złego skakania, ale ostatnie treningi pokazały, że jest z nim zdecydowanie lepiej.