Turniej Czterech Skoczni traci swój prestiż? Dawid Kubacki zarobił mniej niż Adam Małysz

Turniej Czterech Skoczni niewątpliwie jest najbardziej znanym turniejem w kalendarzu skoków narciarskich. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że z każdym kolejnym rokiem jego prestiż stopniowo maleje, a pierwszeństwo może w przyszłości przejąć norweski Raw Air, zwłaszcza jesli chodzi o nagrody finansowe.

Gdy Adam Małysz wygrywał Turniej Czterech Skoczni w sezonie 2000/2001, zarobił olbrzymie pieniądze. Od samego sponsora imprezy, otrzymał Audi A4 Quattro o wartości 50 tys. marek niemieckich. Do tego należało doliczyć także nagrody za poszczególne konkursy - za wszystkie cztery Polak zarobił 105 tys. marek niemieckich. Od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej zarobił dodatkowo 90 tys. franków szwajcarskich. Przeliczając na złotówki, łącznie wychodzi ok. 535 tys. złotych. A mówimy tylko o jednym turnieju, trwającym nieco ponad tydzień.

Zobacz wideo

Zwycięstwo Małysza od triumfów Stocha i Kubackiego dzieli kilkanaście lat. Co się zmieniło w tym czasie? Zamiast auta zwycięzca otrzymuje statuetkę złotego orła. Zmniejszyła się także nagroda finansowa - do 20 tys. franków szwajcarskich. Doliczając do tego nagrody za poszczególne konkursy i wygraną w kwalifikacjach - triumfator może zarobić maksymalnie 80 tys. franków szwajcarskich, a więc nieco ponad 300 tys. złotych. 

Dawid Kubacki zarobił mniej niż Adam Małysz!

W przypadku Kubackiego o tak wielkich zarobkach mówić jednak nie możemy. Polak nie wygrał ani razu kwalifikacji, triumfował jedynie w zawodach w Bischofshofen. Do tego dochodzą miejsca na podium w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen i Innsbrucku. Łącznie to wszystko daje kwotę 50 tys. franków szwajcarskich, a więc niespełna 200 tys. złotych. Nieco więcej zarobił Stoch w sezonie 2017/2018, który choć nie wygrywał w kwalifikacjach, zgarnął wielkiego szlema, zwyciężając we wszystkich czterech konkursach. Dzięki temu otrzymał 60 tys. franków szwajcarskich, czyli ok. 230 tys. złotych. 

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że prestiż Turnieju Czterech Skoczni staje się z roku na rok coraz mniejszy. Nie trzeba daleko szukać, by dopatrywać się wpadek organizatorów, które w zakończonej w poniedziałek imprezie groziły nawet przerwaniem zawodów przez Waltera Hofera. Gdyby nie wieloletnia historia rywalizacji w turnieju na przełomie roku, skoczkowie coraz chętniej zwracaliby się w kierunku norweskiego Raw Air, który nagrodami przebija niemiecko-austriackie zmagania na głowę.

Za samo zwycięstwo w norweskim turnieju zwycięzca otrzymuje 60 tys. euro, czyli więcej niż zarobili Kubacki i Stoch za wygrane w Turnieju Czterech Skoczni po doliczeniu nagród z poszczególnych konkursów. Do tego należy doliczyć nagrody, które zawodnicy otrzymują od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej za poszczególne konkursy cyklu, a więc po 10 tys. franków za każde zwycięstwo. Łącznie więc do zgarnięcia jest ponad 450 tys. złotych, wliczając w to także nagrody za najlepszą notę w konkursach drużynowych. 

Kamil Stoch: Raw Air to większe wyzwanie niż Turniej Czterech Skoczni

Kamil Stoch, po zwycięstwie w 2018 roku, gdy nie oddał prowadzenia od pierwszego do ostatniego skoku, przyznał, że czuł zdecydowanie większe wyzwanie przed norweskim cyklem niż przed Turniejem Czterech Skoczni. -  Im więcej takich turniejów, tym lepiej dla nas. Nie chcę mówić, że Raw Air staje się bardziej prestiżowe od Turnieju Czterech Skoczni, ale na pewno dla mnie jest to większe wyzwanie. I zdecydowanie większe nagrody... - powiedział. I trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w przyszłości to Raw Air przejmie pierwszeństwo w rankingu na najbardziej prestiżowy cykl w roku.