Dawid Kubacki liderem TCS, ale wszyscy zapomnieli o jednym skoczku! To będzie szalony atak

Dawid Kubacki jest liderem Turnieju Czterech Skoczni, ale nie można zapominać, że jego przewaga nad rywalami jest bardzo mała. W XXI wieku tylko dwóch skoczków miało mniej zapasu punktów. Wielu kibiców kompletnie zapomniało też o zajmującym czwarte miejsce Ryoyu Kobayashim, a ten traci tylko 7 metrów do Kubackiego! Ostatni konkurs Turnieju Czterech Skoczni w poniedziałek o 17.15. Transmisja w Eurosporcie.
Zobacz wideo

Dawid Kubacki jest liderem Turnieju Czterech Skoczni przed ostatnim konkursem w Bischofshofen i ma 9,1 pkt przewagi nad Norwegiem Mariusem Lindvikiem, który wygrał dwa ostatnie konkursy. W grze jest jest także dwóch kolejnych skoczków, na których będzie trzeba szczególnie uważać, bo po Innsbrucku odrobinę zeszła z nich presja wyniku

Mała przewaga, czterech w grze

W XXI wieku przed ostatnim konkursem TCS tylko dwóch zawodników miało mniejszą przewagę od tej Kubackiego. W sezonie 2005/2006 był to Jakub Janda, który miał 2 pkt przewagi nad Janne Ahonenem (wygrali ex aequo), i Daniel Andre-Tande w sezonie 2016/2017, gdy o 1,7 pkt wyprzedzał Kamila Stocha. Norweg jest też ostatnim skoczkiem, który przegrał turniej, mimo że prowadził po trzech konkursach. W sumie takich przypadków zdarzyło się tylko siedem w całej 67-letniej historii TCS. 

Wiele osób zapomniało jednak o tym, że o zwycięstwo walczy nie dwóch, a właściwie czterech skoczków! Na trzecim miejscu ze stratą zaledwie 13,3 pkt jest Karl Geiger, a na czwartym miejscu jest Ryoyu Kobayashi, który traci tylko 13,7 pkt do Polaka. Japończyk w niedzielę prezentował się ze znakomitej strony i tylko w skoku kwalifikacyjnym odrobiłby 7,8 pkt do Kubackiego. Można więc powiedzieć, że Kubacki nad czwartym Japończykiem ma tylko ok. 7 metrów przewagi, a na skoczni w Bischofshofen jest to niewiele. Kubacki może np. oddać dwa świetne skoki na 138 metrów, a Kobayashi dwa na 141 metrów, prawdopodobnie zgarnie też wyższe noty i bez problemu wygra cały turniej. 

Kobayashi znacznie lepszy na treningach

Jeśli pod uwagę weźmiemy niedzielne treningi, to Kubacki w sumie był gorszy od Japończyka o 22,8 pkt. Najważniejsze wydarzy się jednak w poniedziałek, a Kubacki już w tym turnieju pokazywał, że najlepsze skoki oddaje właśnie w konkursach. Przecież w kwalifikacjach w Oberstdorfie był 13. w Ga-Pa 10., a w Innsbrucku 6., a zawody kończył kolejno na 3., 3. i 2. miejscu.

I tylko trzeci w klasyfikacji Karl Geiger w niedzielę wydawał się być bardzo zdemobilizowany. W kwalifikacjach zajął dopiero 16. miejsce, a skoki treningowe też pozostawiały wiele do życzenia. Wydaje się, że Niemiec zawiódł nie tylko swoje oczekiwania na Bergisel w Innsbrucku. To właśnie tam zjechało się kilkanaście tysięcy kibiców z Niemiec, którzy chcieli zobaczyć triumf swojego zawodnika, ale Geigerowi nie wyszło. Potem zaś długo musiał odpowiadać na trudne pytania niemieckich telewizji.

Kobayashi może odpalić rakietę. On już nie musi

Wydaje się, że przed ostatnim konkursem Turnieju Czterech Skoczni presja i oczekiwania skupiły się na Kubackim i Lindviku. To przecież w Polsce i Norwegii jest duże zainteresowanie skokami. To tam skoczkowie pojawiają się na pierwszych stronach gazet, a skoki są tematem, który potrafi rozgrzać cały kraj, choć w Norwegii najpopularniejszym sportowcem została akurat Maren Ludby, czyli norweska skoczkini. Na dużo większym luzie do zawodów może podejść Ryoyu Kobayashi, który może zaatakować w tzw. drugiego szeregu. A przecież ten człowiek nigdy się nie stresuje, a po Innsbrucku może być tylko bardzo podrażniony. 

W Innsbrucku Japończyk zajął dopiero 14. miejsce i był to pierwszy taki konkurs po 20 zawodach w TOP 10 z rzędu. Jakby tego było mało, Kobayashi tylko dwa z ostatnich 36 konkursów kończył poza najlepszą dziesiątką. A to nie jest dobra informacja zarówno dla Dawida Kubackiego, jak i Mariusa Lindvika.

Kibice mogą nie pamiętać, ale rok temu Kobayashi miał trzy wygrane konkursy i po pierwszej serii czwartego zajmował dopiero czwarte miejsce. Mimo to potrafił oddać taki skok, że nie dał rywalom żadnych szans i to on sięgnął po tzw. "wielki szlem" jako trzeci skoczek w historii. 

Kubacki wykorzysta doświadczenie z Seefeld?

Dawid Kubacki przed taką presją jak w poniedziałek znalazł się w dotychczasowej karierze tylko dwa razy. Pierwszy raz w 2017 roku, gdy w konkursie drużynowym Polska walczyła o złoty medal mistrzostw świata, a Kubacki trafił na bardzo trudne warunki i był ściągany z belki - wówczas poradził sobie znakomicie i właściwie zapewnił nam zwycięstwo. Drugi raz - na mistrzostwach świata w Seefeld. Wówczas w konkursie na normalnej skoczni był jednym z głównych faworytów do złotego medalu, ale w pierwszej serii nie oddał skoku, jakiego sam mógł oczekiwać, choć wydawało się, że warunki mu na to pozwalają. Po pierwszej serii zajmował więc dopiero 27. miejsce i tylko niespodziewane zrządzenie losu sprawiło, że skok z drugiej serii dał mu mistrzostwo świata. 

Na trwający Turnieju Czterech Skoczni już trzy razy pokazywał jednak, że dobrze radzi sobie ze stresem, w mimo wysokich miejsc potrafił nawet zaatakować, jak choćby w pierwszym konkursie w Oberstdorfie. Możemy mieć tylko nadzieję, że rywalizacja będzie rozegrana w porównywalnych warunkach. 

Więcej o: