Kamil Stoch wygrał dzięki ryzykownemu pomysłowi Doleżala. To nie zdarzało się nawet w czasach najlepszej formy

Kamil Stoch we wspaniałym stylu wygrał konkurs Pucharu Świata w Engelbergu. Polak w sobotę zaliczył kapitalną serię, która potwierdziła, że duże i ryzykowne zmiany wprowadzone latem przez Michala Doleżala przynoszą oczkiewany skutek. Stoch świetne wyglądał nie tylko w prędkościach najazdowych, ale jeszcze lepiej trafiał w próg skoczni. To rzadko zdarzało się nawet w czasach jego najlepszej formy.

Kamil Stoch po skokach na 138 i 136 metrów odniósł 34. zwycięstwo w swojej karierze w PŚ. Polak awansował także na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów, jeśli chodzi o liczbę zwycięstw w Pucharze Świata, a w sobotę wyprzedził legendarnego Jensa Weissfloga.

Nie wypadł z "TOP 2"

Wszystkie cztery sobotnie skoki Kamila Stocha były na niezwykłym poziomie, a w tym sezonie się to jeszcze nie zdarzyło, bo nasz najlepszy skoczek skakał mocno w kratkę. W czterech seriach w Engelbergu był zaś 1.,2.,1.i 2., a kroku dotrzymywał mu tylko Stefan Kraft. - Bardzo lubię tutaj skakać, od pierwszego skoku czułem się dobrze. Robiłem swoje, a przy tym dobrze się bawiłem. To był jeden z takich dni, gdzie czułem, że mogę zrobić dobrą robotę - powiedział Stoch w rozmowie z reporterem TVP Sport. Jakby tego było mało, w Engelbergu Stoch staje na podium od czterech lat z rzędu, a w sumie ma już tam dziewięć miejsc w czołowej trójce.

Praca Doleżala przyniosła sukces

Zwycięstwo Kamila Stocha w Engelbergu jest potwierdzeniem, że spore zmiany w jego technice wprowadzone przez Michala Doleżala przynoszą efekt. Jeszcze rok temu Polak tracił bardzo dużo w prędkościach najazdowych do swoich konkurentów. Zdarzało się nawet, że Stoch jadący z tej samej belki osiągał 1,4 km/h mniej niż Stefan Kraft, a przecież Austriak mierzy i waży mniej od Polaka! Do reszty światowej czołówki też tracił, i to minimalnie 1 km/h. Doleżal był jednak pewny, że zmiany muszą zostać wprowadzone, jeśli Stoch chce nadal wygrywać. 

Horngacher przez ostatnie lata nie chciał mocno ingerować w pozycję najazdową Polaka, bo wiadomo, że jest to bardzo ryzykowne i czasem nawet najmniejsza zmiana może kompletnie rozstroić technikę skoczka. Doleżal podjął się jednak wyzwania i już w kwietniu wiedział, że będzie to główny cel na lato. I choć jeszcze w lipcu pod skocznią można było usłyszeć plotki ekspertów, że więcej w tym zapowiedzi niż realnych zmian. A jak faktycznie do nich dojdzie, to  technika Polaka może się rozsypać. Nad zmianami pracowano jednak długo i sumiennie. Trenerowi pomogło również to, że sam Stoch był przekonany do małej rewolucji w swoich skokach. - Nigdy nie będę demonem prędkości, ale po prostu musiałem dać sobie większy margines błędu. Jeździłem jakby z trzech belek niżej. Moim celem jest trzymanie się w granicach średniej prędkości konkursu - mówił w październiku.

Efekt jest taki, że w tym sezonie Stoch jeździ po rozbiegu znacznie szybciej, i to powinno też przekładać się na lepsze skoki. 

W pierwszej serii sobotniego konkursu Stoch pojechał tak samo szybko jak Kraft, a w drugiej stracił do Austriaka 0,4 km/h, co pokazuje, że nawet mimo wielkiego stresu (Polak jechał ostatni i wiedział, że musi skoczyć naprawdę daleko) baza, którą Stoch wypracował przez lato jest na wysokim poziomie. - Dzisiaj było widać wielką radość. Jego pozycja najazdowa też była bardzo "luźna". Widać było, że czuje się bardzo pewnie i z tego należy się tylko cieszyć - przeanalizował Szturc. 

Zobacz wideo

Takie "petardy" na progu nawet dla Stocha nie są codziennością

Lepsza pozycja dojazdowa to klucz do dobrych skoków. Przez lata Stoch tracił w prędkości na najeździe i bardzo spóźniał skoki, co było też po części efektem nieodpowiedniej pozycji. Mimo to potrafił wygrywać konkursy, dzięki niezwykłej umiejętności radzenia sobie w powietrzu i szybkości, w jakiej wykonywał odbicie. Poprawa pozycji dojazdowej przełożyła się jednak również na lepsze trafianie w próg. W obu sobotnich skokach Stoch odbijał się niemal idealnie, czyli na końcu rozbiegu kąt rozwarcia kolan wynosił około 140 stopni. A to u Stocha zdarzało się naprawdę rzadko. Polak sam tłumaczył, że u niego nawet 30-40 centymetrów "spóźnienia" jest do przyjęcia, a przecież zdarzały się skoki, że przejeżdżał próg nawet o prawie metr.  

O ile w pierwszych konkursach sezonu Stoch też nieźle trafiał w próg, to bywał bardzo markotny i powtarzał, że próg po odbiciu nie oddaje mu odpowiedniej energii. Ta przyszła właśnie w Engelbergu. - Zawodnik czuje, jeśli próg mu oddaje moc. Jeśli jednak odbicie nie jest poprawne, to skok jest ładny technicznie, ale czasem brakuje tej energii - dodał Szturc. Dla Stocha było to już 34. zwycięstwo w karierze, ale dopiero piąte odniesione w pierwszej części sezonu, czyli przed "nowym rokiem".

- To było świetne zwycięstwo Kamila Stocha, a w drugiej serii można było skoczyć jeszcze lepiej. Biodro nie wyszło odpowiednio przy odbiciu, dlatego wytracił trochę prędkości. Ale w locie Kamil Stoch czuje się jak ryba w wodzie, dlatego mógł polecieć daleko. - Myślę, że taka wygrana powinna dodać skrzydeł, a do niedzielnego konkursu Stoch stanie z bardzo dobrym nastawieniem - stwierdził legendarny polski trener. 

Więcej o: