Norwegowie mają wielki kłopot! Trener grzmi: "Nasi skoczkowie mają problem z jazdą na nartach"

Poważne kontuzje w skokach narciarskich zbierają swoje żniwo. W Klingenthal groźnej kontuzji doznał Thomas Aasen Markeng, który zaliczył trzeci upadek w tym sezonie. Niestety, fatalny w skutkach. Sprawdziliśmy, że nikt tak jak Norwegowie nie igra z losem w sezonie 2019/2020, bo liczba ich upadków jest wręcz zatrważająca.
Zobacz wideo

W Klingenthal doszło do kolejnego zerwania więzadeł krzyżowych w skokach narciarskich. Tym razem poważnie ucierpiał drugi Norweg w tym roku, czyli 19-letni mistrz świata juniorów - Thomas Aasen Markeng. W lipcu podobnego urazu doznał Anders Fannemel. A przecież w poprzednim sezonie kontuzjowany był Tande, a Andreas Stjernen po poważnym upadku zdecydował się na zakończenie kariery. Niestety, Norwegowie od samego początku tego sezonu też igrali z losem, bo nikt tak często nie zaliczał upadków, jak właśnie zawodnicy Alexandra Stoeckla.

Liczba upadków Norwegów jest zatrważająca 

Już w Wiśle Markeng upadał dwa razy, a przy praktycznie każdym skoku miał problemy z lądowaniem. Na polskiej skoczni przewrócił się też Marius Lindvik, który również mógł przyprawiać trenera o szybsze bicie serca w większości skoków, a przecież na koniec sezonu w Planicy także zaliczył koszmarny upadek. Bliski kontakt ze śniegiem miał już na ostatnim obozie przed sezonem. W pierwszy weekend sezonu upadł też Robert Johansson, a później leżał przecież w sobotnim konkursie w Niżnym Tagile. Jakby tego było mało, upadek zaliczył także Daniel Andre Tande, który nie utrzymał równowagi w kwalifikacjach przed niedzielnym konkursem w Rosji, a po lutowym wypadku w Lahti przyznał, że uszkodził kolano na tyle, że już nigdy nie będzie mógł kucać.

Poprzednie upadki z tego sezonu na szczęście nie przyniosły żadnych poważnych konsekwencji. Niestety w przypadku Markenga sprawdziło się powiedzenie "do trzech razy sztuka". I skoczek będzie musiał pauzować przynajmniej pół roku.

Stoeckl: Nasi skoczkowie mają problem z jazdą na nartach

Sprawdziliśmy, z czego może wynikać tak duża liczba upadków norweskich skoczków i czy jest ona po prostu zwykłym przypadkiem. Wątpliwości w tej sprawie nie ma trener Norwegów. - Nasi skoczkowie mają problemy z jazdą na nartach - mówi otwarcie Alexander Stoeckl w rozmowie ze Sport.pl 

I dodaje: - Jednym z problemów może być właśnie poziom podstawowych umiejętności jazdy na nartach u niektórych skoczków. Innym powodem jest przygotowanie skoczni, które było złe z powodu warunków pogodowych. Skoczkowie nie są przyzwyczajeni do trenowania w takich warunkach. Dyskutujemy na temat upadków i staramy się analizować problemy, które mamy tej zimy. Jest to dość skomplikowana sprawa, ponieważ sportowcy są różni, używają innego sprzętu, a przyczyny upadków i urazów są trudne do połączenia ze sobą - twierdzi trener norweskich skoczków.

W przypadku większej liczby upadków jakiejś ekipy warto zerknąć na takie elementy, jak choćby wiązania i fakt, czy różnią się one czymś od tych stosowanych przez konkurentów. Norwegowie, jak większość ekip, używają zakrzywionych metalowych bolców, ale jak już popatrzymy na plastikowe kostki wiązań, to niektórzy skoczkowie skaczą w nieco większych niż np. Polacy. - Nie uważam, że używamy innych kostek niż pozostałe zespoły. Nasze wiązania kupujemy u największego sprzedawcy w skokach narciarskich, jakim jest Slatnar, i każdy dostaje te same elementy - dodaje Stoeckl.

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Norwegowie muszą sprawdzić sprzęt

Norwegowie mają jednak duży problem, nad którym poważnie debatują. W tym momencie muszą sobie radzić bez Fannemela, który niedawno przeszedł już trzecią operację kontuzjowanego w lipcu lewego kolana, bo dwie poprzednie były nieudane. Można mieć tylko nadzieję, że w przypadku Markenga takich kłopotów uda się uniknąć. Norwegowie wiedzą jednak, że najpierw muszą wyeliminować swoje błędy. - To, co możemy zrobić, to położenie większego nacisku na lądowanie. Trzeba się lepiej do niego przygotowywać. Możemy także doskonalić jazdę na nartach na treningach. Musimy przyjrzeć się również sprzętowi, żeby sprawdzić, czy jesteśmy w stanie poprawić bezpieczeństwo naszych zawodników bez strat w skuteczności - mówi nam trener norweskiej kadry.

Skoki narciarskie walczą o bezpieczeństwo skoczków

Liczba kontuzji kolan szokuje nie tylko ekspertów czy kibiców, ale coraz uważniej przygląda się jej również Międzynarodowa Federacja Narciarska. Na razie jednak nie ma oficjalnych konkluzji, a co za tym idzie - walki z problemem.

Były norweski skoczek Johan Remen Evensen w NRK twierdzi, że wiązania zostały zaprojektowane w sposób umożliwiający płaskie prowadzenie nart w powietrzu, ale w przypadku gorszego lądowania dochodzi do dużych przeciążeń w kolanie. Kolano często kieruje się do środka i to powoduje urazy. Dodatkowo np. Adam Małysz podkreśla, że przeciążenia powodują także wkładki do butów, przez które noga znajduje się w nienaturalnej pozycji w trakcie lądowania.

- Uważamy, że każdy upadek ma swoje uzasadnienie i swój konkretny powód. Gdybyśmy mieli jasny pomysł na rozwiązanie przyczyn wszystkich upadków, z pewnością zrobilibyśmy wszystko, by rozwiązać ten problem. Ale na razie nie mamy takich informacji - mówi nam dyrektor norweskiej kadry - Clas Brede Brathen.

Podobnego zdania jest Stoeckl. - Naprawdę trudno jest dojść do ogólnych wniosków. W każdym przypadku przyczyna może być inna. Jeśli zapytasz kogoś, kto prowadzi jakieś badania, powie - "statystycznie może to być pech". Uważam jednak, że te przypadki musimy traktować bardzo poważnie. Debatujemy wewnątrz naszego sztabu, a także z innymi federacjami. Musimy być przekonani, że nasz sport zostanie bezpieczny - dodaje Austriak.

Walka z przepuszczalnością nie przeszkadza kolanom?

Według ekspertów duża liczba kontuzji w skokach narciarskich może być spowodowana również zmianami w kombinezonach - o czym pisaliśmy m.in tutaj. Jeszcze 20 lat temu na skoczniach dużych osiągało się prędkości przekraczające 100 km na godz. na rozbiegu, teraz rzadko kiedy przekraczają one 90 km na godz., ale i tak przy lądowaniu zawodnicy osiągają ponad 120 km na godz., a to mocniej obciąża kolana i stawy. - Prędkość podchodzenia do lądowania i tak spadła w ostatnich latach, więc nie sądzę, aby to było problemem dla zawodników - zauważa Stoeckl.

Co ciekawe, w Kuusamo Sepp Gratzer zdyskwalifikował np. trzech Norwegów za niedozwoloną przepuszczalność stroju. Co w połączeniu z licznymi upadkami Norwegów powinno nas zmusić do zastanowienia, czy miało to jakiś wpływ na lądowanie. Wiadomo jednak, że zbyt mała przepuszczalność stroju mogłaby raczej wyhamowywać skoczka w powietrzu (tworząc lepszą powierzchnię nośną), dzięki czemu skoczek leciałby dalej i nieco wolniej. Dlatego akurat w przypadku kontuzji jest to raczej zły trop.