Wymowny komentarz Stocha po parodii kwalifikacji w Niżnym Tagile. Błędne koło walki z oszustwami przy sprzęcie

Wiele wskazuje na to, że w weekend będziemy świadkami kolejnych loteryjnych zawodów. Doskonale widać to po trzech niezwykle różnych piątkowych skokach Kamila Stocha. Polak skomentował swoje próby i stwierdził, że każda była bardzo dobra (między najepszą i najgorszą było 38 metrów różnicy). Co interesujące, tylko 19 na 64 skoczków przekroczyło granicę 100 punktów i to pokazuje, jak kuriozalne były to kwalifikacje. A wszystko przez nieregularny wiatr pod narty i prędkości najazdowe jak na skoczniach K-90.
Zobacz wideo

Najlepiej o warunkach w Niżnym Tagile świadczą skoki Kamila Stocha. W pierwszym treningu Polak (nieoficjalnie) pobił rekord skoczni, bo poleciał 142 metry. W drugim skoku skoczył już zaledwie 104 metry, a w kwalifikacjach wypośrodkował te odległości skacząc 126,5 metra. Po skokach przyznał jednak, że jest bardzo zadowolony z każdego z tych trzech skoków, bo każdy był bardzo dobry. - Uważam, że wszystkie trzy skoki były takie same, czyli bardzo dobre. Ale nie wszystkie były dalekie. Odległość to jest ostatnia rzecz, na jaką trzeba dzisiaj patrzeć. W pierwszym skoku wiało bardzo mocno pod narty. Cieszę się, że mogłem się radować tym lotem. Zrobiłem dzisiaj bardzo dobrą robotę na skoczni. Będę chciał to kontynuować - powiedział Kamil Stoch w rozmowie z Eurosportem. 

Parodia kwalifikacji. Tylko 19 przekroczyło 100 punktów

Miejsca pozostałych Polaków nie były rewelacyjne i jest to powód do małego niepokoju, ale trzeba zauważyć, że skoczkowie musieli zmagać się z różnymi podmuchami wiatru. W połączeniu z nisko ustawioną belką sprawiało to, że przy słabszym wietrze wielu zawodników miało wielką trudność z przekroczeniem 100 punktów. W sumie na 64 skoki, tylko 19 skoczków przekroczyło tę granicę.  

Warto dodać, że w Niżnym Tagile skoczkowie znowu mieli około 86 km/h na rozbiegu (w Kuusamo było podobnie), czyli tyle co kilka lat temu osiągało się na skoczniach normalnych! Jest to efekt obcisłych kombinezonów i tego, że zawodnicy w ostatnich latach osiągają ponad 120 km/h w powietrzu. Przy wietrze pod narty trzeba więc ustawiać bardzo niskie belki, żeby zawodnicy nie przeskakiwali skoczni, ale gdy wiatr ustaje, skoczkom po prostu brakuje prędkości z rozbiegu i kończą swój lot niezwykle szybko. I właśnie to błędne koło potrafi ostatnio mocno wpływać na wyniki. 

Przykładowo Dawid Kubacki miał znakomitą pierwszą fazę lotu i wydawało się, że spokojnie poleci 130 metrów. Nagle jednak spadł z dużej wysokości i lądował na 120 metrze. - Wydawało mi się, że wszystko było dobrze, ale "nie chciało odlecieć". Musimy to przeanalizować z trenerami - dodał Kubacki w rozmowie z Eurosportem. 

Słabe kwalifikacje Polaków

Do sobotniego konkursu awansowało sześciu Polaków. 11. był Kamil Stoch (126,5 metra), 23. Dawid Kubacki (120 metrów), 29. Piotr Żyła (112,5 m), 34. Jakub Wolny (113 m), 40. Maciej Kot (107,5), 48. Klemens Murańka (105,5) O wielkim pechu może mówić Stefan Hula, któremu do awansu zabrakło zaledwie 0,3 pkt. (51. miejsce - 108 metrów). Najlepszy okazał się Johann Andre Forfang. 

Sobotni konkurs o godzinie 15.30. Seria próbna godzinę wcześniej. 

Więcej o: