Wstrząsające kulisy śmierci brata Tandego sprzed dwóch lat. Myśleli, że płakał ze szczęścia

Forma Daniela Andre Tandego w obecnym sezonie skoków narciarskich wystrzeliła. Norweg stracił cały poprzedni rok ze względu na kontuzje i chorobę, ale za tymi problemami kryła się dużo dramatyczniejsza historia. Historia samobójstwa jego brata, która dopiero teraz została opowiedziana przez Norwega w telewizji TV2. Po dwóch latach stało się jasne, dlaczego dekoracja medalowa na MŚ w lotach była opóźniona o kilka minut, a płacz przed kamerami NRK wcale nie był łzami szczęścia.
Zobacz wideo

Daniel Andre Tande jest niekwestionowanym liderem trwającego sezonu Pucharu Świata. Skoczek wygrał pierwsze dwa konkursy i ma komplet 200 punktów, czyli niemal dwa razy tyle, ile udało mu się zgromadzić w całym poprzednim sezonie (106). Poprzedni był dla Tandego bardzo trudny. Zaliczył fatalny początek zimy i kompletnie nieudany Turniej Czterech Skoczni. Gdy wydawało się, że jego forma się poprawia, upadł na skoczni w Lahti i doznał kontuzji, która zakończyła jego zmagania w Pucharze Świata. 

Norwegowie wracają do historii sprzed dwóch lat

Ostatnim wielkim sukcesem 25-letniego Norwega było mistrzostwo świata w lotach w styczniu 2018 roku. W tle rozegrała się jednak niezwykle wzruszającą historia, której szczegóły poznaliśmy dopiero po prawie dwóch latach. Żeby dobrze ją wytłumaczyć musimy cofnąć się do września 2017 roku, gdy w norweskich mediach pojawiła się informacja o śmierci Hakona-Kristoffera Tandego, czyli młodszego brata Daniela. Teraz w norweskiej TV2 Tande opowiedział o wszystkim, co wydarzyło się wspomnianego wieczora w Oberstdorfie i kilka miesięcy wcześniej, gdy jego brat targnął się na życie. 

Ceremonia medalowa się opóźniała. Telewidzowie do końca nie wiedzieli dlaczego. Reporterka norweskiego NRK czekała na rozmowę ze zwycięzcą, ale ten tylko przemknął przed kamerami. Płakał. - Siedziałem w szatni i płakałem. Pierwszy raz chciałem, żeby był tam ze mną - zdradza po prawie dwóch latach Tande.

Udana próba samobójcza brata Tandego

W norweskim programie "Vårt lille land" rodzina Tandego pierwszy raz tak szczerze opisała tragiczną historię. 6 września 2017 roku mama Tandego dostała informacja, że jej syn Hakon został znaleziony w lesie w bardzo ciężkim stanie. Norwega natychmiast przetransportowano do szpitala w Oslo, walka o życie trwała 9 dni. Lekarzom nie udało się jednak uratować brata znanego skoczka. 

- Początkowo lekarze poinformowali, że trzeba wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej, żeby uniknąć obrzęku mózgu. Z każdym kolejnym dniem miałem jednak wrażenie, że jest coraz gorzej - wspomina Tande.

Hakon również był skoczkiem. Legendarny Norweg Arne Scheie, powiedział nawet, że Hakon był większym talentem niż starszy brat Daniel. - Jak byliśmy młodzi, to naszym celem było zostanie kolejnymi braćmi w stawce Pucharu Świata. Wtedy skakali bracia Hautamaeki, a my chcieliśmy być kolejnymi - twierdzi obecny lider Pucharu Świata. 

Zdjęcia pokazują, że młodszy brat Daniela był bardzo do niego podobny. Obaj byli ze sobą zżyci.  - Dzieciństwo to był bardzo miły okres. Jeździliśmy z tatą po całej Norwegii i startowaliśmy w zawodach. Zarówno latem, jak i zimą. Hakon skakał na skoczniach K-10, ja na K20 lub K40 - mówi Tande. 

 

Daniel kilka lat temu przeniósł się do Oslo, ale jego rodzina cały czas mieszka w Kongsbergu. Po śmierci brata Daniel uciekł w treningi i unikał wracania w rodzinne strony. Po latach zaczął jednak mówić o swoim bracie. - Chciałem tego uniknąć. Musiałem sobie zdać sprawę, że jego tam nie ma. Spodziewasz się, że go tam spotkasz, ale jego nie ma. To bolało - podkreśla. 

Zagrożenie życia Daniela i wybuch wielkiej formy

Śmierć młodszego brata była tylko początkiem zakulisowych problemów Daniela, bo on sam kilka miesięcy później zachorował na zespół Stevensa-Johnsona, który jest chorobą immunologiczno-dermatologiczną pojawiającą się w wyniku zażycia leków. Prowadzi ona do ostrych zmian w błonach śluzowych, a także na skórze, a w najgorszych przypadkach może powodować nawet śmierć. - Zaczęło się od zwykłego przeziębienia na początku maja. Lekarz przepisał mi pewien antybiotyk, ale ja zacząłem czuć się coraz gorzej. Pewnego ranka spojrzałem w lustro i wpadłem w panikę, bo całe moje usta były jedną olbrzymią raną, a ja miałem poważne problemy z oddychaniem - mówił Tande cytowany przez NRK. 

Skoczek natychmiast trafił do szpitala, co pozwoliło uratować jego zdrowie. - Myślałem, że umieram. Lekarze stwierdzili, że znalazłem się w szpitalu w najlepszym możliwym momencie i zdążyłem przed rozprzestrzenianiem się choroby. Lekarze powiedzieli, że gdy rany wynoszą 10 procent powierzchni ciała, to aż 30 procent pacjentów umiera - opowiada Tande.

W wyniku choroby Tande stracił trzy kilogramy masy mięśniowej, co w przypadku szczupłych skoczków powoduje wielkie problemy. Za tym poszły także inne urazy, z którymi Norweg zmagał się nawet latem 2019 roku. Ostatnie 6 tygodni przed Pucharem Świata przepracował jednak bardzo solidnie, a na jednym z ostatnich treningów jego forma po prostu wystrzeliła. Najważniejsze jest jednak pytanie, czy 25-latek wytrzyma fizycznie cały sezon. 

Więcej o: