Piotr Żyła opowiedział o dramatycznie wyglądającym upadku w Wiśle. "Oczy nadal mam opuchnięte"

W trakcie indywidualnego konkursu PŚ w Wiśle Piotr Żyła zaliczył groźne wyglądajacy upadek. Start reprezentanta Polski w Kuusamo jest jednak niezagrożony. W rozmowie z TVP Sport 32-latek przyznał, że nieszczęśliwe zdarzenie sprzed kilku dni nie zakłóciło w większym stopniu jego przygotowań do zawodów Finlandii.

Indywidualny konkurs skoków narciarskich w Wiśle odbył się w skandalicznych warunkach. Wiało od samego rana, już podczas serii próbnej. Pierwsza seria zawodów rozpoczęła się o 11.30. Nie było równych warunków dla wszystkich, bo wiatr zmieniał się. W takich sytuacjach nie pomagają też przeliczniki za wiatr. Jedni po skoku otrzymywali plus 7, inni minus 12. Pełna loteria, nie pierwszy raz na skoczni narciarskiej. Gorzej, że wietrzna pogoda oznacza nie tylko wypaczenie rywalizacji sportowej, ale i zagrożenie dla zdrowia skoczków.

Piotr Żyła opowiada o swojej kolejnej metamorfozie. Nic go nie cieszyło

Zobacz wideo

Przekonał się o tym Piotr Żyła, który zaliczył groźnie wyglądający upadek. Stracił na chwilę przytomność, a oglądający to Adam Małysz powiedział: „O Jezu.” Skończyło się na strachu i na zakrwawionej twarzy wściekłego Żyły.

Piotr Żyła opowiedział o swoim wypadku w Wiśle. "Położyłem się na śniegu. Niestety twarzą"

Reprezentant Polski przez kilka kolejnych dni dochodził do siebie, ograniczając komunikację jedynie do mediów społecznościowych. Tuż przed startem PŚ w Kuusamo Żyła postanowił jednak opowiedzieć o wypadku na antenie TVP Sport. "Dramatyczny? E tam, nie było tak źle. To w sumie był łagodny wypadek, dopiero na powtórkach zobaczyłem, że mógł wydawać się groźny. Przykantowało mi trochę nartkę, a później położyłem się na śniegu. Niestety twarzą. Po upadku miałem nieco opóźnione reakcje. Wydawało mi się że wstałem, a tak naprawdę leżałem - stwierdził będący jak zwykle w znakomitym humorze Żyła. 

"Szybko skontrolowałem czy mózg ma połączenie z resztą ciała. Po chwili poczułem pieczenie na twarzy i sporo złości. Bo jak coś boli i piecze to człowiek jest zły. Włączyło mi się 200 procent mocy i chciałem wejść na górę, by oddać drugi skok. Jednak nie miałem narty i w sumie nie zakwalifikowałem się do 2. serii" - żartował Żyła

Żyła przyznał też, że upadek na skoczni im. Adama Małysza nie zaburzył w większym stopniu przygotowań do zbliżających się zawodów w Finlandii. "Tak naprawdę wszystko było ze mną OK, jedynie oczy mam nadal opuchnięte. Wiadomo, że trzeba było odpuścić sobie skakanie na nieco dłużej. Z drugiej strony nie mieliśmy w planach większych treningów - nie trzeba przecież tyle skakać, a poza tym jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu. Upadek nie będzie mi siedział z tyłu głowy - po prostu trzeba wejść na górę i skoczyć" - podsumował reprezentant Polski w rozmowie z TVP Sport.