Cały świat zazdrości polskim skoczkom sprzętu. Rywale już o niego pytają

Polscy skoczkowie w ostatnich letnich konkursach pokazali nie tylko świetną formę, ale wśród rywali furorę wywołały nasze nowe buty, których teraz zazdrości nam cały świat - są dokładnie takie, jakich oczekują Polacy. Sprawdziliśmy, jak właściwie produkowana jest nowa technologiczna broń Polaków. Okazuje się, że firma Nagaba nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a o polskie buty pytali już rywale Polaków. - Stosujemy specjalną skórę, którą nazywamy "wegańską" - mówi Sport.pl Ewa Nagaba, właścicielka firmy.
Zobacz wideo

Polscy skoczkowie w ostatnich dwóch konkursach Letniego Grand Prix zaskoczyli wszystkich rywali zupełnie nowymi butami. W świecie skoków narciarskich wszyscy uzależnieni byli praktycznie tylko od jednej firmy, która dostarczała obuwie - firmy Rass. Często jednak buty nie były dokładnie takie, jak zamawiali nasi skoczkowie, bo trudno o wielką dokładność przy masowej produkcji. Polacy po długich poszukiwaniach znaleźli jednak firmę, która podjęła się tego niezwykle trudnego projektu, a nowinka technologiczna wprowadzona została już latem, by wywołać jeszcze większe zamieszanie u naszych konkurentów. 

Nikt w świecie skoków nie mógł się tego spodziewać. We wrześniu Adam Małysz dodawał, że jeśli wszystko się uda, to będziemy mogli mówić o prawdziwej rewolucji w świecie skoków narciarskich.- Na miarę tego co, w Vancouver zrobił Simon Ammann, który zaskoczył rywali zakrzywionymi bolcami, które pozwalały lepiej prowadzić narty w powietrzu. - mówił. Na mniej niż miesiąc przed Pucharem Świata wszystko wydaje się być gotowe, a zagraniczne reprezentacje zaczynają podpytywać polską firmę o nasz nowy sprzęt. 

Piotr Majchrzak: Adam Małysz już w lipcu mówił, że kilka razy odbijał się od zagranicznych firm, ale przekonał się, że w Polsce też można robić ciekawe i trudne projekty. Jak zaczęła się Wasza współpraca z Polskim Związkiem Narciarskim?

Ewa Nagaba, właścicielka firmy "Nagaba": - Wszystko zaczęło się od kontaktu ze strony Adama Małysza, bo to on nas znalazł. Przyznam szczerze, że na początku wydawało mi się, że to jest jakiś żart. Myślałam, że ktoś próbuje mnie wkręcić, bo to ja rozmawiałam z panem Adamem jako pierwsza. Okazało się jednak, że po zaproszeniu z naszej strony Adam Małysz przyjechał do naszej firmy. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że to nie jest żart i faktycznie coś jest na rzeczy, a nasi skoczkowie naprawdę potrzebują butów. 

Polska kadra myślała nad tym projektem od prawie dwóch lat. Pierwszy kontakt z Wami miał miejsce już ponad rok temu, a kiedy faktycznie rozpoczęła się współpraca?

- Właściwie pierwszy nasz kontakt miał miejsce w sierpniu zeszłego roku, ale w mediach pojawił się termin lutowy, bo wtedy byliśmy już pewni, że przystępujemy do pracy nad tym projektem. Od zeszłego sierpnia zaczęliśmy też przygotowywanie prototypów, które były testowane przez skoczków. 

W tym momencie właściwie tylko jedna firma (Rass - przyp. red) produkuje seryjnie buty dla skoczków. Nie bała się Pani tego pomysłu?

- Na początku były pewne obawy, bo jak składaliśmy pierwsze prototypy, to okazało się, że jest to bardzo trudne zadanie, ale w naszym zasięgu. I tylko dlatego poszliśmy krok dalej. Najpierw musieliśmy realnie ocenić możliwości swoje i naszych pracowników. Wszystko udało się jednak opanować. 

Trudno było przekonać skoczków do nowości?

- Dla nas najbardziej zaskakujące było to, że cały sztab szkoleniowy i skoczkowie zaufali nam od razu. Właściwie w ciemno. Pytałam dlaczego i twierdzili, że już po tym pierwszym prototypie wiedzieli, że potrafimy sobie poradzić z produkcją. Paradoksalnie, to my dłużej przekonywaliśmy siebie, że damy we wszystkim radę. Musieliśmy też zakupić jakieś urządzenia, ale w większości jest to niestety praca ręczna. Nie da się jej zautomatyzować. 

W skokach używa się innych butów niż np. w narciarstwie zjazdowym - bo tam buty są robione z tworzywa sztucznego. Skacze się zaś z reguły w butach skórzanych (Manuel Fettner używa butów plastikowych, a Simon Ammann karbonowych - przyp red). Stosujecie jakiś specjalny materiał?

- Do buta skokowego stosujemy specjalną skórę, którą my wewnętrznie nazywamy "wegańską". Jest ona produkowana w laboratorium i jest po prostu bardzo zaawansowana technologicznie. Ten materiał ma wszystkie właściwości skóry naturalnej. Jest on bardzo przyjazny i bardzo dobry w obróbce maszynowej. Ma także świetne parametry techniczne, dlatego postanowiliśmy zastosować go w bucie skokowym. 

A jak wygląda sama produkcja? 

- Pierwszym etapem produkcji jest krojenie odpowiednich elementów ze wspomnianej skóry. Kolejnym jest zszywanie wszystkiego na maszynach bardzo podobnych do tych klasycznych (choć oczywiście one się od siebie różnią). Potem trzeba jednak przejść już do produkcji właściwej. I ona jest najbardziej pracochłonna. Do tego potrzebne jest tzw. kopyto drewniane bądź plastikowe, na którym właściwie budujemy całego buta. 

Każdy skoczek ma swój spersonalizowany odlew, z którego robi się to "kopyto"? 

- Oczywiście. To jest jeden z elementów tej personalizacji, na której tak wszystkim zależało. Na to położyliśmy największy nacisk. Wiadomo, że przy produkcji jednostkowej łatwiej o tę personalizację niż przy skali masowej. Można powiedzieć, że my już wiemy, jakie upodobania mają skoczkowie, i w jakich butach chcieliby skakać. Wsłuchujemy się we  wszystkie preferencje, a potem staramy się przełożyć to na konkretnego buta. 

Jeszcze kilka miesięcy temu słyszałem, że były problemy z  bardziej seryjną produkcją. Do sezonu zimowego został mniej niż miesiąc. Zdążycie z przygotowaniem butów dla skoczków? Wiadomo, że na sezon potrzeba kilku par.

- Tak, powiem nawet, że te buty są już wyprodukowane. Ale nie można powiedzieć, że temat jest zamknięty. My sami widzimy, że każda kolejna wyprodukowana przez nas para butów jest lepsza, a też mamy kilka ciekawych pomysłów, które chcielibyśmy zrealizować. Ten temat jest jak żywy organizm, dlatego jest jeszcze kilka elementów, które chcemy unowocześnić i poprawić. 

Na początku zaskoczyliście wszystkich białą kolorystyką, która różniła się od innych butów. Dalej idziecie w tym kierunku, czy szykujecie coś innego.

- Mamy w zanadrzu coś ciekawego. W przyszłości zaskoczymy innym kolorem.

Na ostatnich letnich zawodach białe buty zrobiły furorę i zauważyły je wszystkie walczące  z nami ekipy.Już ktoś się do Was odezwał w sprawie zakupu?

- Pojawiły się już pierwsze zapytania ze strony innych reprezentacji, a konkretnie osób, które zajmują się sprzętem. Było pytanie bodajże ze strony Rosji. Proces produkcyjny jest jednak na tyle złożony, że Polska ma wyłączność. Skupiamy się na kadrze A i kadrze B. W kolejce czekają kobiety, kadra juniorska i kombinatorzy norwescy. Mamy co robić, a wiadomo, że przede wszystkim chcemy zapewnić buty naszym skoczkom. 

Planujecie ekspansję na inne rynki?

- Czas pokaże. My produkujemy także zwykłe buty do codziennego noszenia i nie chcemy tego zarzucić. Musimy pogodzić obie produkcje. A proces tworzenia butów do skoków bardzo zajmuje nasz czas. Trzeba zupełnie inaczej zorganizować produkcję.

Skoki to niezwykle popularny w Polsce sport. Zauważyliście zatem jakiś wzrostu zainteresowania firmą Nagaba po tym, jak powiedział o niej Adam Małysz?

- Tak! Temat okazał się bardzo ciekawy przede wszystkim dla kibiców. Ludzie zainteresowali się tym, że w Polsce można wykonać taki fajny projekt. To było bardzo miłe i na tym też nam zależało. Chcieliśmy, żeby po usłyszeniu nazwy naszej firmy ktoś ją kojarzył. Ale wzrost zainteresowania był dla nas czasem zaskakujący i śmieszny. 

Czym się to przejawiało?

- Kiedyś Adam Małysz wspomniał, że sam doglądał produkcji butów, co jest prawdą. Zdarzyło nam się więc, że ktoś przychodził do naszego sklepu przy zakładzie i klienci pytali, czy może Adam Małysz jest dzisiaj w firmie. I to nie był pojedynczy przypadek (śmiech)! Ludzie czasem przyjeżdżali także do nas tylko po to, żeby z ciekawości zobaczyć firmę, która robi te buty. Mamy też świadomość, że zimą może być większe zainteresowanie. 

Więcej o: