Michal Doleżal wykorzystał pomysł Ryoyu Kobayashiego. Czech rozwiąże główny problem polskich skoczków?

Polscy skoczkowie intensywnie pracują nad przygotowaniem formy na kolejny zimowy sezon skoków. Michal Doleżal znalazł jedną z przyczyn niepełnej dyspozycji Kamila Stocha i reszty skoczków, którzy tracili sporo prędkości na najeździe. Doleżal rozpracował ten element jeszcze przed rozpoczęciem treningów ze skoczkami i zrobił dokładnie to samo, co Ryoyu Kobayashi przed kapitalnym sezonem 2018/2019. PZN pracuje też nad realizacją innych pomysłów Czecha.

Polscy skoczkowie wrócili do treningów na skoczniach już blisko dwa tygodnie temu. Zarówno Michal Doleżal jak i skoczkowie zauważają, że jednym z głównych elementów letniej pracy, będzie poprawa szybkości najazdowej. Biało-czerwoni mają w tym elemencie dużo do poprawy, bo niemal każdy z naszych skoczków, może z wyjątkiem Dawida Kubackiego, wiele traci w tym elemencie. - Kamil miał bardzo dużą rezerwę w prędkościach najazdowych, ale już po paru skokach widać było, że wygląda to pozytywnie – mówił Doleżal w rozmowie z TVP Sport. Wtórował mu sam Kamil Stoch, który w rozmowie z Onetem mówił: - To dla mnie najważniejsze zadanie na to lato. Chcę tak odbudować pozycję najazdową, żeby nie dawać już rywalom przewagi w postaci znacznie wyższych prędkości na progu. Czeka nas w tym elemencie mnóstwo pracy. Mam zatem kolejne wyzwanie.

Zobacz wideo

PZN pracuje nad pomysłami Doleżala

Warto zauważyć, że to przecież Stefan Horngacher na początku swojej pracy z polską kadrą chciał zadbać o poprawę prędkości najazdowych swoich zawodników, które nigdy nie były najlepsze. To on do treningu wykorzystał wiele kamerek sportowych zamocowanych na rozbiegu skoczni, a później namówił Polski Związek Narciarski na współpracę ze znanym serwismenem Peterem Lange, który ma olbrzymią bazę know-how i dysponuje swoimi kodami do wyrzynarek, które odpowiednio kształtują ślizgi nart. Niestety, w ostatnim sezonie pracy Horngachera pozycja najazdowa nie funkcjonowała dobrze nie tylko u Kamila Stocha, ale także np. u Stefana Huli. Obaj po wyjściu z progu szybko tracili prędkość i spadali jak kamienie rzucone na wiatr.  Michal Doleżal również ma swoje pomysły na poprawę prędkości najazdowych polskich skoczków i będzie chciał wykorzystać do tego dorobek nauki. Nad realizacją dwóch konkretnych pomysłów Czecha pracuje obecnie Polski Związek Narciarski.

Doleżal poszedł drogą Ryoyu Kobayashiego

Stoch przyzwyczaił do tego, że nie ma wysokich prędkości na najeździe, ale gdy te zbliżają się do średniej konkursu, to Polak potrafi odlecieć. Wtedy potrafi do maksimum wykorzystać swoje odbicie, które nie zawsze jest idealne. Najlepiej o pozycji dojazdowej mówi jednak to, co w poprzednim sezonie zrobił Ryoyu Kobayashi. Japończyk znalazł tzw. idealne czucie na rozbiegu, które pozwoliło mu wykorzystać całą moc na progu, a dodatkowo pozwalało na złapanie odpowiedniego kąta natarcia. Skoczek tez bardzo szybko przyjmował pozycję gotową do lotu -  Obniżenie pozycji całego ciała i znalezienie prawidłowego środka ciężkości w momencie najazdu na próg skoczni – to miał być klucz Kobayashiego. Sztab Japończyka twierdził wówczas, że przez lato przeanalizował każdego skoczka z czołówki i najlepsze elementy skoków chciał zaimplementować do swoich prób. Okazuje się, że teraz Michał Doleżal postanowił pójść takim samym torem. - Przed wejściem na skocznię wykonałem naprawdę ogromną pracę. Porównywałem prędkości najazdowe zawodników w ostatnich latach i przyglądałem się ich pozycji dojazdowej. Każdego szczegółowo przeanalizowałem. Tak trzeba było zrobić, bo tutaj była największa rezerwa u każdego z zawodników. Już zresztą widać pierwsze efekty – stwierdził Doleżal w rozmowie z Onet Sport.

Przypomnijmy, że mówimy o sytuacji, w której skoczek pędzi z prędkością około 90 km/h, a wybicie wykonuje w zaledwie 0,2 sekundy. Właśnie dlatego brak odpowiedniego balansu w pozycji dojazdowej przekłada się nie tylko na niższe prędkości na najeździe, ale także na kąt i kierunek wyjścia z progu. Każde kilka stopni różnicy przy ułożeniu nart i ciała tuż po wyjściu z progu powodują olbrzymie różnice w odległości, bo zmienia się opór powietrza. Zamiast płynnego wstrzelenia w powietrze można po prostu się z nim zderzyć.

Stoch stracił zimę na poszukiwaniu optimum

Niska szybkość najazdowa może być spowodowana złym przygotowaniem nart lub nieodpowiednim nacięciu ślizgów, ale w większości przypadków jest to raczej efekt złej, rozchwianej pozycji najazdowej, a to z kolei może przekładać się na element odbicia, a także kierunek i szybkość późniejszego lotu. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie przez nieodpowiednią pozycję najazdową Kamil Stoch w poprzednim sezonie cały czas był blisko czołówki, stawał na podium, ale nie potrafił zdominować rywali tak samo, jak było to dwa lata temu. Stoch tracił do rywali koszmarnie dużo prędkości najazdowej, a mniejszy o kilka centymetrów i chudszy o kilka kilogramów Stefan Kraft jeździł nawet 2 km/h szybciej od najlepszego polskiego skoczka. A to już przepaść. Zaskoczony takim obrotem spraw był nawet Stefan Horngacher, który nie wiedział za bardzo jak pomóc naszemu zawodnikowi. - Nie wiem, dlaczego Kamil jeździ tak wolno. To jedna z rzeczy, którą trudno rozgryźć. Nikt z nas nie wie, dlaczego tak się dzieje. Próbujemy wszystkiego, ale nie możemy znaleźć klucza do tej zagadki. To jedna z tajemnic skoków narciarskich – mówił zimą Stefan Horngacher.

Pierwsza szansa na przetestowanie pierwszych efektów pracy z nowym szkoleniowcem już za mniej niż dwa miesiące. Początek Letniego Grand Prix 20 i 21 lipca w Wiśle. Wtedy odbędzie się inauguracja sezonu letniego.