Skoki narciarskie. Nota marzeń w Planicy po wielu latach przerwy? Sędziowie zaskakują przychylnością

Ostatni weekend Pucharu Świata w Planicy może przynieść nam pierwszą od czterech lat notę marzeń, czyli pięć razy dwadzieścia punktów za styl! Sędziowie w kwalifikacjach zaskoczyli i przyznali aż sześć pojedynczych dwudziestek, czyli więcej niż przez cały sezon Pucharu Świata łącznie. Start piątkowego konkursu o godzinie 14.30. Relacja w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie.
Zobacz wideo

W sobotę miną dokładnie cztery lata od sytuacji, w której sędziowie ostatni raz w historii skoków narciarskich przyznali notę marzeń, czyli pięć razy 20 punktów za styl. W ostatni weekend Pucharu Świata 2018/2019 możemy być jednak świadkami kolejnych pięciu dwudziestek, bo sędziowie chętnie nagradzali skoczków już w kwalifikacjach. Co może budzić pewnego rodzaju wątpliwości.

Dla porównania w całym sezonie Pucharu Świata 2018/2019 oglądaliśmy zaledwie cztery noty po dwadzieścia punktów. Do tego dwie dwudziestki widzieliśmy na mistrzostwach świata, ale na zawodach tej rangi dużo łatwiej o przychylność sędziów, którzy po prostu doceniają dalekie próby.

  • - Ryoyu Kobayashi - Vikersund
  • - Stefan Kraft - Vikersund oraz w Lillehammer
  • - Kamil Stoch - w Lillehammer i Innsbruck MŚ
  • - Stephan Leyhe - Innsbruck MŚ (drużynowy)

W samych kwalifikacjach do piątkowego konkursu w Planicy sędziowie przyznali jednak aż sześć not po dwadzieścia punktów. Trzy z nich zgarnął Timi Zajc, dwie Stefan Kraft i jedną Peter Prevc. To tylko pokazuje, że sędziom prawdopodobnie też udzielił się swobodny klimat Planicy i fakt, że finał Pucharu Świata to zupełnie inne napięcie emocjonalne niż w przypadku innych konkursów, a sami skoczkowie traktują ten czas jako nagrodę za cały sezon. 

Niestety, takie nagradzanie notami, szczególnie w kwalifikacjach pokazuje po prostu dużą nieścisłość. FIS trudno jednak posądzać o działania zgodne z jakąś logiką, szczególnie gdy chodzi o taki aspekt jak noty za styl. Wydaje się, że Pucharze Świata było dużo więcej skoków, które po prostu na „20” zasługiwały. Tymczasem sędziowie w Planicy dają je w momencie, gdy ktoś poleciał daleko i po prostu wykonał przyzwoity telemark.

W całej historii tylko siedmiu skoczków z notą marzeń

W całej historii skoków narciarskich tylko dziewięć razy zdarzyło się, by sędziowie przyznali notę marzeń, czyli pięć razy dwadzieścia punktów. Pierwszy raz taka sytuacja zdarzyła się w 1976 roku. Stało się to na mamucim obiekcie w Oberstdorfie. Trzy razy same dwudziestki oglądał także Kazuyoshi Funaki, który pięknie latał na mistrzostwach świata w lotach w Oberstdorfie w 1998 roku, a także na igrzyskach olimpijskich w Nagano, oraz w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem w 1999 roku.

Sędziowie nie odjęli żadnego punktu także Svenowi Hannawaldowi i Hideharu Myijahirze w czasie konkursu skoków PŚ w Willingen w 2003 roku. Na kolejne dwudziestki musieliśmy czekać aż sześć lat, bo do ostatniego konkursu TCS w 2009 roku, a kapitalnym skokiem popisał się wtedy Wolfgang Loitzl. Ostatni raz notę marzeń sędziowie przyznali w 2015 roku, w czasie przedostatniego konkursu w Planicy, i to nawet dwa razy. Wówczas lot na 233 metry Petera Prevca został doceniony maksymalną notą, a kilka minut później 244 metry zanotował Jurij Tepes, który też oglądał same dwudziestki.

Nota marzeń po czterech latach?

Po pamiętnym konkursie w 2015 roku pojawiło się sporo głosów, że sędziowie po prostu przesadzili z notami i rozdawali je tzw. lekką ręką. Podobnie podszedł do tego FIS, który nakazał sędziom premiowanie skoczków dwudziestkami w sytuacji, gdy ranga konkursów jest najwyższa, a skok jest po prostu idealny. Właśnie dlatego w ostatnich latach not marzeń z po prostu nie oglądaliśmy, choć trzeba przyznać, że na przykład kilka skoków Kamila Stocha z poprzedniego sezonu po prostu na nie zasługiwało.

Wytyczne FIS-u jednak zupełnie nie sprawdzają się sprawdzają się w Planicy i w ten weekend znowu możemy być świadkami małych szaleństw, w notach sędziowskich. Szczególnie jeśli zwrócimy uwagę na to, że szczególnie w sobotę i w niedzielę prognozowany jest wiatr pod narty, a już w czwartek sędziom zaczęło brakować belek najazdowych, bo Ryoyu Kobayashi z pierwszej belki poleciał aż 248 metrów. Jeśli jednak skoczkowie będą lądować za daleko, wtedy będzie bardzo trudno o dobre lądowanie. 

Początek piątkowego konkursu o godzinie 14.30. Relacja w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie.