Raw Air. Delegat FIS-u: Jury powinno tłumaczyć swoje decyzje. Horngacher miał pretensje do asystenta delegata

- Chciałbym, żeby po każdym konkursie jury pojawiało się na konferencji prasowej, na której obowiązkowo stawiają się najlepsi zawodnicy. Jury powinno tłumaczyć swoje decyzje, odpowiadać co zrobiło dobrze, co źle, co mogło i powinno poprawić - mówi Jakub Kot, delegat techniczny FIS. W sobotę w Oslo odbył się dziwny, jednoseryjny konkurs drużynowy w ramach turnieju Raw Air. Wygrała Norwegia, Polska po słabym skoku Kamila Stocha w ostatnim momencie spadła z pierwszego miejsca na czwarte.
Zobacz wideo

To była trudna sobota w Oslo. Najpierw po skoku jednego zawodnika odwołano serię próbną przed „drużynówką”. Później skakano, choć jednym wiało pod narty huraganowo, a innym praktycznie nieodczuwalnie. Warunki były trudne i niebezpieczne, przez co wielu zawodników miało problemy z lądowaniem (szczególnie mocno wiało na dole zeskoku), a Marius Lindvik i Stephan Leyhe zaliczyli upadki.

W loteryjnym konkursie bardzo dobrze radzili sobie Polacy. Po skoku Piotra Żyły (121,5 m) po pierwszej z czterech grup zajmowaliśmy drugie miejsce. W drugiej grupie Jakub Wolny aż pięć razy siadał na belce, zanim dostał zielone światło na start, ale nasz najmłodszy zawodnik nie zawiódł (125 m). Kiedy w trzeciej grupie świetnie skoczył Dawid Kubacki (133), byliśmy blisko zwycięstwa. Niestety, kończący konkurs Kamil Stoch osiągnął tylko 112 metrów i Polska nie tylko nie obroniła pewnego prowadzenia (było 15 pkt nad drugą Austrią), ale spadła z podium. 

Stoch nie chciał zrzucać winy za swój skok na warunki ale w ocenie konkursu na pewno zdecydowanie przesadził Johansson, który lotem aż na 144 m pobił rekord skoczni i dał zwycięstwo Norwegom.

Łukasz Jachimiak: Jesteś delegatem technicznym Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, dlatego proszę, żebyś ocenił pracę jury podczas konkursu drużynowego w Oslo.

Jakub Kot: Na pewno po zawodach łatwo oceniać, że powinny zostać przerwane, przełożone albo całkiem odwołane. Ale kiedy trwają, to jury stara się je przeprowadzić. Na mistrzostwach świata w Seefeld rozmawiałem z Borkiem Sedlakiem [zezwala skoczkom na start] i usłyszałem od niego, że na pewno konkurs zostałby opóźniony, gdyby jury miało prognozy mówiące, że godzinę po zakończeniu wszystkiego pogoda znacznie się poprawi. Tam wiało różnie, ale największym problemem był padający śnieg, który zwalniał zawodników na dojeździe do progu. Teraz w Oslo kłopoty były tylko z wiatrem. Ale to są skoki i tu często będzie tak, że jeden ma do wiatru szczęście, a drugi nie ma. Kamil Stoch nie miał szczęścia, ale też to nie był jego dobry skok. Kamil później przyznał, że zawalił.

Tak, ale on zawsze szuka winy w sobie i nie chce mówić o warunkach. Mimo wszystko trudno uwierzyć, że zepsuł aż tak, by polecieć tylko 112 metrów, podczas gdy chwilę wcześniej Robert Johansson miał 144 m, a Ryoyu Kobayashi 138,5 m. Norweg miał uśredniony wiatr 1,38 m/s pod narty, Japończyk 1,51, a Polak tylko 0,69.

- Zgoda, z lepszym wiatrem Kamil doleciałby dalej niż na 112. metr. Poza tym, że zawalił skok, miał też pecha. Tak jak w pierwszej serii w Seefeld. Borek Sedlak włączył mu tam zielone światło, widząc, że warunki są trudne. Ale wartości wiatru mieściły się w przyjętym korytarzu. Borek tłumaczył mi, że w tamtej sytuacji puściłby każdego, czy to byłby zawodnik z początku stawki, czy taki mistrz jak Kamil. A okazało się, że chwilę po tym jak Sedlak włączył Kamilowi zielone światło, wiatr w plecy jeszcze się nasilił. Gdy Kamil dojeżdżał do progu, już cała skocznia świeciła się na czerwono, bo wiało za mocno. W takich warunkach nikt nie powinien skakać. Ale co miał wtedy zrobić Sedlak? Przecież nie był w stanie zawrócić Kamila. Identyczną sytuację w konkursie drużyn mieszanych miał Stefan Kraft. Zdarza się, to są skoki, tu się miewa pecha.

Sedlakowi i Walterowi Hoferowi dostaje się drugi raz z rzędu. Może jednak jury powinno wyciągnąć wnioski i nie przeprowadzać zawodów na siłę? Zwłaszcza gdy są upadki.

- Rzeczywiście można było podjąć taką decyzję już po upadku Mariusa Lindvika. A tym bardziej gdy poważniej upadł Stephan Leyhe. Niestety, jest tak, że trzeba się mierzyć z presją stacji telewizyjnych i ich ramówek, że brakuje wolnych terminów, bo następnego dnia jest już kolejna rzecz do rozegrania. Warto też zaznaczyć ważną rzecz – to nie Walter Hofer decyduje o rozgrywaniu zawodów na siłę. Nie robi tego również Borek Sedlak. Każdy konkurs ma swoje jury. W jego skład wchodzą: szef zawodów, delegat techniczny i asystent delegata. Hofer może im coś sugerować, Sedlak też, ale to oni podejmują decyzje. Szkoda, że nigdy się z nich nie tłumaczą. Byłoby dobrze, gdyby stanęli przed dziennikarzami i opowiedzieli na pytania. Moim zdaniem nie powinno być tak, że wypowiada się tylko Hofer. Chciałbym, żeby po każdym konkursie jury pojawiało się na konferencji prasowej, na której obowiązkowo stawiają się najlepsi zawodnicy. Jury powinno tłumaczyć swoje decyzje, odpowiadać co zrobiło dobrze, co źle, co mogło i powinno poprawić. Zwłaszcza po takich konkursach jak w Seefeld i w Oslo.

Prawdopodobnie do delegata technicznego duże pretensje miał Stefan Horngacher, gdy Jakub Wolny kilka razy wchodził na belkę zanim w końcu dostał zgodę na start. Jak interpretujesz tę sytuację? Możliwe, że Kuba pobił rekord, ruszając dopiero za piątym podejściem.

- Horngacher miał uwagi do asystenta delegata [był nim rodak trenera, Austriak Fritz Koch], to asystent przebywa na wieży trenerskiej. Trudno stwierdzić ze stuprocentową pewnością, co nie podobało się trenerowi, ale pewnie chodziło o to, że Kuba siadał na belkę, chociaż wykresy pokazywały, że wieje za mocno. Ale może było tak, że Sedlakowi wykresy pokazywały, że wiatr jest w przyjętym korytarzu, więc Kuba musiał wejść na belkę, a gdy tylko wchodził, to zaraz znowu wiało mocniej?

Nie uważasz, że Wolny powinien po prostu dostać kilka minut na powrót do pomieszczenia dla skoczków, żeby tam mógł się i ogrzać, i na nowo rozgrzać mięśnie przed skokiem?

- Pewnie tak by było, gdyby startował z niższym numerem. A że zamykał drugą grupę skoczków, to jury pewnie chciało go puścić, przyspieszyć i za chwilę zajmować się już trzecią z czterech grup. Nie był to łatwy konkurs, było widać chęć jak najszybszego rozegrania jednej serii i uznania wyników po niej za końcowe. I jeszcze raz podkreślam, że po fakcie oceniać najłatwiej, a jednak na jury jest presja, żeby walczyć o przeprowadzenie zawodów.

Więcej o:
  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Stefan Kraft 1613
    2 Karl Geiger 1495
    3 Dawid Kubacki 1131
    4 Ryoyu Kobayashi 1099
    5 Kamil Stoch 895
    6 Marius Lindvik 834
    7 Stephan Leyhe 828
    8 Daniel Andre Tande 695
    9 Peter Prevc 644
    10 Piotr Żyła 604
    37 Jakub Wolny 58
    43 Maciej Kot 37
    46 Stefan Hula 31
    51 Aleksander Zniszczoł 18
    61 Klemens Murańka 8

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Austria 4720
    2 Niemcy 4578
    3 Norwegia 3975
    4 Polska 3832
    5 Słowenia 3437
    6 Japonia 3123
    7 Szwajcaria 698
    8 Czechy 335
    9 Finlandia 229
    10 Rosja 155
    11 Bułgaria 48
    12 Kanada 20
    13 USA 14
    14 Estonia 11
    15 Kazachstan 9
    16 Włochy 0
    16 Korea 0
    16 Ukraina 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Dawid Kubacki 1131.6
    2 Marius Lindvik 1111
    3 Karl Geiger 1108.4
    4 Ryoyu Kobayashi 1096
    5 Stefan Kraft 1086
    6 Johann Andre Forfang 1051
    7 Domen Prevc 1050.9
    8 Peter Prevc 1048.8
    9 Daiki Ito 1039
    10 Stephan Leyhe 1037.5
    13 Kamil Stoch 1023.6
    14 Piotr Żyła 1016.7
    31 Maciej Kot 571.9
    35 Stefan Hula 506

    • Lider turnieju