MŚ Seefeld 2019. Dawid Kubacki: Cieszę się, że nie zawsze jest u nas one-man show

- Ja się cieszę i mam nadzieję, że wy się też cieszycie, i że kibice się cieszą, że nie zawsze jest u nas one-man show - mówi Dawid Kubacki. W sobotę w Seefeld mistrz świata odebrał złoty medal. Na podium wszedł i "Mazurka Dąbrowskiego" wysłuchał razem z wicemistrzem świata Kamilem Stochem.
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Pilnowałeś się na podium, żeby nie było łez wzruszenia?

Dawid Kubacki: Emocje były, ale ja nie jestem zbyt wylewnym człowiekiem. Dlatego łezka się gdzieś tam zakręciła, ale nie popłynęła. Jednak emocje są we mnie. Czuję wielką radość.

Wiesz, że razem z Kamilem Stochem napisaliście kolejny rozdział w historii polskiego narciarstwa, bo nigdy nie było jeszcze dla nas dubletu na mistrzostwach świata?

- Teraz się dowiaduję, od was. My już chyba tak mamy, że czasami zdarza się nam historyczne wyniki osiągnąć. Czyli to co robimy jest jednak dobrą robotą. Istniejemy w tych skokach, możemy się cieszyć z fajnych wyników.

Czułeś się trochę dziwnie z tym, że Kamil stoi na podium niżej od Ciebie i że to głównie dla Ciebie jest grany polski hymn?

- A to nie pierwszy raz, ha, ha.

Zgadza się, ale na wielkich imprezach polskiego hymnu słuchaliśmy w ostatnich latach tylko dzięki Kamilowi i dzięki drużynie.

- Ja się cieszę i mam nadzieję, że wy się też cieszycie, i że kibice się cieszą, że nie zawsze jest u nas one-man show.

Dwa lata temu w Lahti byłeś mistrzem świata w drużynie, teraz w Seefeld wygrałeś indywidualnie. Ten sukces ma dla Ciebie jeszcze większe znaczenie?

- Emocje są bardzo podobne, bo zwycięstwo to zwycięstwo. Ale wydaje mi się, że sukces indywidualny smakuje jeszcze lepiej. Bardzo długo na niego pracowałem. I sobie to wypracowałem. Teraz mogę sobie powiedzieć, że jestem dumny z tego, co zrobiłem.

Szedłeś do tego tytułu przez wiele trudnych lat. Masz szczególną satysfakcję, że pokonałeś dużo trudnych sytuacji, kryzysów?

- Jestem uparty i skoro tak sobie wymyśliłem, że będę skakał na nartach, to skaczę na tych nartach i staram się to robić najlepiej jak potrafię. Nie zawsze wychodzi, taki jest sport. Ale ważne jest to, żeby zawsze się zebrać, iść na kolejny trening czy konkurs i znowu dać z siebie 100 proc. Roztrząsając niepowodzenia człowiek się cofa. Chodzi o to, żeby z nieudanego startu wyciągnąć wnioski i pracować dalej na sukces. Ja jestem dowodem, że tak trzeba.

Wygrałeś w Seefeld szalony konkurs, możliwe że najdziwniejszy w historii. Szybko po nim zasnąłeś?

- Szybko przyszło uspokojenie. Po takim dniu człowiek jest zmęczony i myśli o tym, żeby się położyć. Moja głowa była bardzo spokojna.

Miałeś taki moment, że po powrocie do hotelu spojrzałeś w wyniki i spróbowałeś zrozumieć, jak to się stało, że wskoczyłeś na pierwsze miejsce z 27., jakie zajmowałeś po pierwszej serii?

- Jeszcze sobie tego nie poukładałem. To jest coś niebywałego. Cały czas trudno mi to skomentować. Bardzo się cieszę, że taki awans zrobiłem, że to mi dało upragniony złoty medal, ale nie wiem, jakim cudem się to stało. Ale teraz trzeba już podejść do tego na chłodno i dalej spokojnie pracować. Bo tylko to może mi dać kolejne sukcesy.