MŚ Seefeld 2019. Kamil Stoch po dekoracji: Nie chcę podejmować tematu Stefana Horngachera

- Nigdy nie słuchałem hymnu, stojąc obok kolegi, kiedy ten hymn był grany dla niego. No, może nie tylko dla niego, bo przecież dla nas wszystkich. Ale dla Dawida najbardziej. Zasłużył - mówi Kamil Stoch, wicemistrz świata z Seefeld.
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Przyzwyczaiłeś się już do odbierania medali?

Kamil Stoch: Chyba nie. To się chyba nigdy nie znudzi. Zawsze mam pozytywne emocje i dużo energii, kiedy wchodzę na podium. A nawet kiedy zajmuję czwarte, piąte albo szóste miejsce, bo wtedy też staję przed ludźmi oglądającymi dekorację. I to jest wielka nagroda za wyrzeczenia, za wysiłek, który musimy włożyć w to, żeby się realizować.

Jak będziesz wspominał te mistrzostwa?

- Całkiem dobrze. Wiadomo, że nie zaczęło się jakoś super, nie było łatwo, nie było kolorowo. Ale w sumie odebraliśmy tu niezłą naukę, przeżyliśmy kolejne doświadczenia i kolejne wyzwania. Cieszę się, że kończymy pozytywnym akcentem. Dobrymi skokami i medalami.

Jest coś niezwykłego w tym, że stanęliście z Dawidem wspólnie na podium mistrzostw świata? Doświadczenia macie już z Pucharu Świata, ale może tu emocje są inne?

- Pewnie, że jest inaczej. Nigdy nie odbieraliśmy we dwójkę medali. Ja nigdy nie słuchałem hymnu, stojąc obok kolegi, kiedy ten hymn był grany dla niego. No, może nie tylko dla niego, bo przecież dla nas wszystkich. Ale dla Dawida najbardziej. Zasłużył.

Marzą Ci się jeszcze piękniejsze historie? Na przykład trzech Polaków na podium? To da się zrobić?

- Można to zrobić. Ale czy się zrobi? Nie wiem.

Nie pytaliśmy Cię o to w trakcie mistrzostw, ale teraz chcielibyśmy wiedzieć jak Ty czekasz na decyzję Stefana Horngachera.

- Ja w ogóle nie chcę tego tematu podejmować. To nie jest moja rola. Moją rolą jest wykonywanie mojej pracy. A te pytania powinni dostawać ludzie ze sztabu. I oni powinni odpowiadać. Oni i prezes Tajner.